Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

biedacy w miłości...

2013-06-18

IMG_5916 (Custom).JPG

Mili Moi....

Dotarłem na amerykańską wieś... Ośrodek polonijny na stu hektarach zieloności... Domki, w których nikt dawno nie sprzątał, kaplica, w której chyba wszystkie nurty pobożności spotykają się w buszu sztucznych kwiatków i kilka samotnych matek z gromadą dwudziestu ośmiu dzieciaków. Szał... Warianty różnorakie, czasem nie do wyobrażenia. No bo nie wymyślilibyście, że na przykład matka pięciolatka mówi tylko po polsku, a on... tylko po angielsku. I jak tu się z własnym dzieckiem dogadać? Moje zadanie tutaj, to głównie obecność, codzienna msza, katecheza dla dorosłych i dla dzieci... To nie kosztuje aż tak wiele, a okoliczności przyrody są ujmujące. Siedzę sobie właśnie w słonku przed domkiem na składanym foteliku i dumam... A w ogóle to nie ma jak kawka o szóstej rano na świeżym powietrzu... Miodzio 🙂

Bardzo ciekawe spotkanie przeżyłem podczas podróży tutaj. Otóż zajechaliśmy do jednego z klasztorów sióstr, a tam śniadanie spożywał ksiądz, werbista, osobisty brat jednej z sióstr. Przedstawiono nas sobie, a ja, im dłużej patrzyłem na tę jego gębę, tym bardziej byłem pewien, że to... Franek. A po chwili moje podejrzenia okazały się faktem. Jako młody kleryk przyjeżdżał do Sztumu niejednokrotnie z zespołem seminaryjnym werbistów i zdołaliśmy się wówczas jakoś zaprzyjaźnić. Tym bardziej, że jeszcze wówczas wydawało mi się, że zostanę werbistą. Potem, rzecz jasna wyjechał, i nasze drogi się całkiem rozeszły. Pracuje chyba w Kongo, o ile zdołałem zapamiętać. W każdym razie radości było wiele, bo on oczywiście mnie nie poznał. Ja się pewnie bardziej zmieniłem od mej młodości ówczesnej. On tylko trochę napuchł 🙂 to znaczy kilogramów mu przybyło...

A dziś pomyślałem sobie, że można być zupełnym biedakiem i kochać. można nie mieć nic, a obdarowywać. Przypomniała mi się historia z Matką Teresą, która kiedyś spotkała małżeństwo z upośledzonym dzieckiem. Kiedy zapytała jak ono ma na imię, oni odpowiedzieli - nazywamy go profesorem miłości, bo uczy nas tak wiele... Wielka prawda ukryta w tej sytuacji. Miłość wcale nie musi polegać i zwykle nie polega na wtłaczaniu w drugiego człowieka rzeczy materialnych, ale na trosce o jego prawdziwe dobro. To nie jest łatwe, na pewno nie tak łatwe jak wręczenie przedmiotu. Ale to, co nas bardziej kosztuje, zwykle przynosi również większy owoc... I to pewnie również droga miłowania nieprzyjaciół. Nieprzyjaciel nie chce ode mnie rzeczy, nieprzyjaciela nie zmienię na moją modłę, nieprzyjaciel nie jest łatwy do kochania... Ale może dlatego tak bardzo Jezusowi zależało na tym, żeby Jego dzieci starały się o tę miłość... To jest właśnie to, co całkowicie wyróżnia chrześcijan spośród innych - zdolność do miłowania nieprzyjaciół. Boża zdolność, bo po ludzku to jednak chyba zbyt trudne...

Myślę sobie o tym choćby w kontekście odwiedzonej niedawno świątyni Bahai (na zdjęciu)... Perskie, dziewiętnastowieczne wierzenie, które zakłada równą wartość wszystkich religii, jako kolejnych lekcji od jakiegoś boga... Równi ludzie, braterstwo, pokój, akceptacja wszystkich i wszystkiego... Człowiek w centrum - nawet w konstrukcji świątyni... To nie może się udać. Bez prawdy nie ma miłości, a jeśli wszystko jest prawdą, także poglądy sprzeczne ze sobą? To się nie może udać... A pięć milionów wyznawców na świecie podobno za tymi poglądami idzie... Nie ma tam mowy o miłości nieprzyjaciół... Tego człowiek nie potrafi wymyśleć....

Mija mnie gromadka dzieci polskich... Wszystkie mówią po angielsku... Z taką łatwością, bez wysiłku... I trochę im zazdroszczę... Ja, w tej dziedzinie chyba już na zawsze simplex et idiota 🙂