Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

i znów american dream...

2013-06-08

KLM-MD11-635x397 (Custom).jpgzdj.za:http://businesstraveller.pl/triedtested/amsterdam-–-san-francisco-klasa-biznes-klm/attachment/klm-md11

 

Mili Moi...

Pozdrawiam was wszystkich z Chicago, gdzie dotarłem wczoraj około 15 tutejszego czasu (a przypominam, że jest u mnie siedem godzin wcześniej, niż u was). Podróż minęła bardzo spokojnie, choć ja odkrywam kolejny dowód na własne starzenie - kiedyś uwielbiałem latać, a dziś szybciej tracę cierpliwość i odczuwam więcej niepokoju. Choć staram się modlić i powierzać wszystko Bogu, to kiedy pomyślę sobie, jak wiele czynników może zawieść, kiedy taka wielka maszyna sunie nad oceanem... No, ale nie ma co gadać... Dolecieliśmy.

Sporo ciekawych spotkań. Już w drodze do Amsterdamu miła Holenderka siedząca obok mnie zagadnęła rozpoczynając od habitu. To jest dla wielu niezwykła zagadka - co ten chłop ma na sobie. A kobiety nie wahają się pytać 🙂 Okazało się, że jest chrześcijanką ze środkowej części Holandii, a do Polski lata w interesach. W samolocie panowało małe podniecenie, bo dwa miejsca przede mną zasiadł Krzysztof Hołowczyc. Niektórzy więc dyskretnie wyciągali komóreczki i pstrykali. W Amsterdamie czekałem cztery godziny. Łaziłem więc po tym wielkim lotnisku w różne strony i chłonąłem atmosferę. Tyle języków, różne kolory skóry, przenajróżniejsze stroje. I pośpiech. Tłum przeciągających ludzi... Setki kierunków. Wielkie tablice odlotów - na niemal wszystkie kontynenty. W pewnym momencie zacząłem się za nich modlić... O doświadczenie Bożej miłości. Tak wielu z nich nawet nie słyszało o Jezusie, a co dopiero mówić o doświadczaniu Jego miłości...

 W pewnym momencie podszedł do mnie wielki, czarnoskóry mężczyzna, przywitał się (Anthony miał na imię) i spytał czy jestem franciszkaninem. Okazało się, że jest z Kenii i zna naszych braci pracujących w Subbukia, naszym nowym, franciszkańskim sanktuarium. Okazało się, że też leci do Chicago. Potem przyszło jeszcze małżeństwwo hinduskich katolików z Ameryki - starsi, a mąż chciał mi przedstawić swoją żonę. Oboje chcieli się po prostu przywitać. W samolocie zaś urocza stewardesa. Oczywiście - a dlaczego masz taki niezwykły strój? Pogadaliśmy sympatycznie, a ja nieopatrznie wyraziłem swój podziw dla jej pracy. I już za chwilę przybiegła z listem, w którym miałem ją zaopiniować do jej władz:) No nie potrafiłem jej odmówić....

Ale ciekawa obserwacja, którą już nie pierwszy raz czynię. Serdeczność i życzliwość ludzi tutejszych jest wielka. W samolocie obok mnie siedział młody Turek. Sympatyczny chłop, tylko bardzo słabo znał angielski. Obok niego zaś siedziała młoda Amerykanka. Kiedy rozdano nam deklaracje celne, które trzeba na pokładzie wypełnić, on nie bardzo sobie z tym radził. Ale ta młoda dziewczyna natychmiast sama, bez proszenia, pospieszyła mu z pomocą. Tłumaczyła mu dość mozolnie wszystko po kolei i tym sposobem jakoś się udało. I to jest tutejsza rzeczywistość - gotowwośc do pomcy i życzliwość...

W samym Chicago jak zwykle arcyciekawe pytania na punkcie kontroli. Do kogo przyjechałeś? Do katolickich sióstr zakonnych... I ta podejrzliwość w głosie - a dlaczego przyjechałeś do sióstr zakonnych? Bo jestem katolickim księdzem? I ten błysk niedowierzania w oku - really? No really.. I kolejne pytanie - a jak się ta wspólnota nazywa? No weź kobieto... A skąd ja mam wiedzieć? Po polsku mogę ci powiedzieć, ale po angielsku jak to będzie? No nie wiem...

Odebrała mnie siostra Ewa. Dotarliśmy do domu, prysznic, msza święta i w drogę... Wieczorem miałem bowiem umówioną spowiedź... I spowiadałem - dwie godziny... Momentami musiałem bardzo uważać, żeby złapać sens tego, co ludzie mówią... A kiedy skończyłem - zasnąłem w ławce... Dwadzieścia siedem godzin bez łóżka, to jednak dla mnie nieco za dużo 🙂

Tymczasem, po śniadanku, zaczynam pracę nad jutrzejszym kazaniem, bo w jednej z parafii jest festyn i kościół przechodzi w ręce księdza gościa, czyli mnie 🙂 Mam odprawić cztery Msze święte i wygłosić homilie. A od poniedziałku zaczynamy boje rekolekcyjne z siostrami Misjonarkami Chrystusa Króla...