Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

że spełnią się słowa...

2013-05-31

zdj.za:http://www.foxnews.com/world/2013/05/30/pope-francis-walks-procession-with-crowd-predecessors-were-driven-for/

Mili Moi...

Piękne Boże Ciało przeżyłem w Lublinie. Zaczęło się od słów arcybiskupa Budzika - idźmy do świata i pokażmy nasz największy skarb, realną obecność Jezusa. Wstrząsnęły mną te słowa, bo są tak niesłychanie prawdziwe w swej prostocie. Nie trzeba było mówić nic więcej... Szedłem z prawdziwą dumą. I z prawdziwą dumą patrzyłem też na wszystkich wiernych zjednoczonych wokół Eucharystii. Jacy oni byli piękni w ten piękny słoneczny dzień. W większości ubrani bardzo odświętnie, skupieni, śpiewający. Wobec tej jedności tak dziwnie wyglądali pojedynczy ludzie, którzy nie biorąc udziału w procesji, szli w odwrotnym kierunku. To taki widok, że z jednej strony serce się kraje, że mogą być jakieś ważniejsze sprawy (choć oczywiście nie zamierzam absolutnie nikogo potępiać, bo częstokroć są to sprawy niezależne od woli człowieka - wiele osób pewnie wolałoby iść w procesji, niż pracować), ale z drugiej - to taka radość, że ludzie jednak są nadal skłonni manifestować swoją wiarę w ten sposób. To znakomita przesłanka, żeby nad tą wiarą pomóc im pracować, żeby stawała się pogłębiona, coraz mocniejsza, bardziej prawdziwa...

Na koniec procesji wzięliśmy udział w Eucharystii sprawowanej na Placu Litewskim. Piękne doświadczenie jedności Kościoła. Ta jedność została podkreślona takim drobnym gestem - w procesji z darami szła rodzina - ojciec czarnoskóry, matka Polka i ich córka w stroju pierwszokomunijnym... Pomyślałem sobie, że nie trzeba wyjeżdżać daleko, żeby zobaczyć, że wiara w Jezusa łączy nie tylko różne stany, ale również różne narodowości. Piękny to był widok i poruszający.

Wieczorem zaś wybrałem się na koncert uwielbienia, który odbywał się na tym samym placu. Niestety nie bardzo miałem z kim iść, więc byłem sam, a takie wydarzenia najradośniej przeżywa się w towarzystwie. Niemniej doświadczyłem dużej radości stojąc w gronie obcych przecież ludzi. I znów ta świadomość, że przyszliśmy tam wszyscy razem w tym samym celu. Roześmiane twarze młodych i starych ludzi, świadectwa wiary i przemiany życia i muzyka naprawdę na dobrym poziomie. To był dobry wieczór, choć nie zabrakło epizodów pogodowych. W trakcie koncertu nadciągnęła potężna burza, która nie zostawiła na uczestnikach suchej nitki...

A dziś rozpocząłem bardzo długi weekend. Wolne mam aż do wtorku. Nie zmienia to jednak faktu, że trzeba się uczyć, bo najtrudniejszy egzamin jeszcze przede mną. Ale z małych radości - trwają przygotowania do wylotu do Chicago - a to już w przyszły piątek. A dodatkowo odezwała się do mnie dziś wreszcie szkoła na Malcie, w której mam się uczyć angielskiego. Wysłałem swoje zgłoszenie dwa tygodnie temu... Południowcy jednak nigdzie się nie spieszą. A zatem przygotowania do wyjazdu na Maltę też właściwie zbliżają się do końca. Bilet jest, mieszkanie na czas pobytu jest, szkoła już prawie jest... Wystarczy czekać 🙂

Porusza mnie dziś słowo Elżbiety - błogosławiona jesteś, bo uwierzyłaś, że spełnią się słowa powiedziane ci od Pana. Przed oczami stanęło mi dziś tak wielu, którzy również dali posłuch tym słowom Pańskim. Nie jest to zawsze proste, bo trzeba umiejętności rozróżniania słów Pana od słów swojej własnej imaginacji, od podszeptów nieprzyjaciela, który lubi udawać anioła światłości... Ale kiedy już podstawowe zasady tej sztuki zwanej rozeznawaniem się  opanuje, wówczas jest łatwiej, co nie znaczy - łatwo... Bo nawet wiedząc, że to Pan wzywa, że to On zaprasza, trzeba w sobie odnaleźć sporo odwagi, żeby na to zaproszenie odpowiedzieć. Takie, czy inne, jest ono zwykle wymagające...

Myslę sobie o tym, bo zbliżam się nieuchronnie do siódmej rocznicy moich święceń kapłańskich i w tej kwestii mogę z pewnością powiedzieć, że uwierzyłem słowom Pana i że one się rzeczywiście spełniły w moim życiu. Ta fascynująca przygoda trwa i nigdy, absolutnie nigdy jej nie żałowałem. Staram się więc to doświadczenie rozszerzać na inne Boże wezwania w moim życiu, a wyraźnie odczuwam kolejne, które mają stawać się pogłębieniem dla tej łaski święceń, mają prowadzić dalej i dalej... Słyszę Boże obietnice, słyszę Jego zapewnienia, że nie ma się czego bać... A odwagi ciągle brak 🙂

Wiem, że pisze nieco enigmatycznie, ale jeszcze nie czas na więcej. Niemniej proszę o wsparcie modlitewne, choćby najmniejsze, w moim codziennym procesie rozeznawania. Ja sam od kilku miesięcy codziennie odmawiam Litanię do Ducha Świętego prosząc Go o gotowość na wszelkie Boże zmiany w moim życiu. Ale do tej modlitwy chcę również włączyć tych wszystkich, którzy stoją u progu decyzji o odpowiedzi na Boże wezwanie. Matury się zakończyły. Młodzi muszą wprowadzić w życie swoje decyzje. nie zawsze są one łatwe. Potrzeba im wsparcia... Nie zapomnijcie i o nich...