Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

którędy???

2013-05-23

http://7dom.pl/domy-mieszkania/obrazy/droga-droga/

Mili Moi...

No to ruszyłem z sesją... Jak wspominałem, muszę ją zdać nieco szybciej, ze względu na wyjazd do Chicago, co sprawia, że jestem skazany na samotne wyczekiwanie pod drzwiami gabinetów. To wielka strata, ponieważ moi koledzy z roku są niesłychanie pogodnymi kapłanami, i w związku z tym mamy zwykle dużo radości z przebywania razem, a  atmosfera przed egzaminem z pewnością nie przypomina jakiejkolwiek stresującej sytuacji...

 Dziś, na pierwszy ogień poszedł egzamin ze współczesnym metod i form dydaktyki. Przedziwny przedmiot, obowiązkowy dla wszystkich doktorantów pierwszego roku. Do opanowania był skrypt - poradnik dla projektujących kursy e - learningowe. Dziś więc odpowiadałem na pytania - co to jest blended learning, jakie są metody ewaluacji w e- learningu, czy jakie są błędy w ocenianiu ze szczególnym uwzględnieniem efekty "halo" i efektu Horna... No jak sie okazuje, studia z homiletyki nie są wcale wąskozakresowe... Niemniej egzamin zdany, profesor życzący udanego lotu... Miło, kulturalnie, przyjemnie wręcz powiedziałbym...

Jutro zaś dzień skupienia u sióstr betanek w Kazimierzu... A połączony z ciekawostką, a raczej z czymś, czego już bardzo dawno nie robiłem. A mianowicie zamierzam się przemieszczać jutro na tzw. "stopa". Mam bardzo kiepskie doświadczenie z busem, więc postanowiłem inaczej. A że nasz samochód jest chwilowo niedostępny, to zamierzam zdać się na Opatrzność... Nigdy dotąd się nie zawiodłem, a jeździłem na stopa bardzo, bardzo dużo, kiedy jeszcze studiowałem w seminarium. Dziś znów jestem studentem, więc ufam, że Pan mnie wspomoże...

A w naszych franciszkańskich wspólnotach przeżywaliśmy dziś święto poświęcenia bazyliki asyskiej,  odczytywaliśmy więc Słowo z Ewangelii Jana, w którym Jezus debatuje z Żydami, którzy mają niesłychany niepokój w sobie, ale nie zamierzają go w sposób łatwy rozwiązać. Wręcz przeciwnie - jeszcze go potęgują... Powiedz nam otwarcie - mówią - jeśli jesteś Mesjaszem... Powiedziałem wam, a nie uwierzyliście - odpowiada Jezus... Myślałem o mojej roli wobec tak wielu ludzi, którzy nie wierzą... Mijam ich codziennie na ulicy. Nie są wrodzy... Ale są całkowicie obojętni... Oczywiście nie ma to być ocena wartościująca, raczej stwierdzenie faktu, o którym wnioskuję z ich zachowania. I dziś pomyślałem sobie, że ja nie mogę odpowiedzieć tym samym - obojętnością... Bo właściwie mi na was nie zależy, bo przecież ja znalazłem Prawdę i ja jestem szczęśliwy, a wy mi do szczęścia nie jesteście potrzebni. Chrześcijanin nie może być szczęśliwy dopóki jest na ziemi choć jeden człowiek, który nie zna Chrystusa. Innymi słowy - chrześcijanin nie znosi obojętności... Nie odpowiada na nią agresją, bo jeszcze nikt nikogo nie nawrócił (prawdziwie) ogniem i mieczem... Można zmusić do wiary, tylko jaki to ma sens? A zatem znowu pojawia się problem cierpliwości. Łagodnego świadectwa nawet wobec najbardziej obojętnych. Z szacunkiem i pokorą... Ale łatwo się tylko o tym rozmyśla i pisze... W codzienności zastosować... O, to już łatwe nie jest... Zwłaszcza wobec tych, którzy swoją obojętnością dotykają rzeczywistości najświętszych... Czasem chciałoby się podejść i tak po prostu potrząsnąć wołając - obudź się... Ale to nie to... Nie tędy droga... Którędy więc? Wierzę, że tylko Ojciec, który jest większy od wszystkich (jak mówi dziś Jezus), może mi ją wskazać...