Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

List do F...

2013-04-13

zdj.za:http://www.visitsitaly.com/people/saint_francis/index.htm

Drogi F!

Dokładnie miesiąc temu stałeś się znowu sławny. Cichaczem wychynąłeś z szaf mediewistów i wyrwałeś sie z niewoli u szalonych ekologów. Lubiany, jak dziś się okazuje, przez wszystkich. No i znany... Bo przecież kto by nie słyszał o tym Bożym naiwniaku, który z dwoma patykami udawał wybitnego skrzypka? Kto nie zna tego, który z wilkiem gadał, a i do ptaków niejedną miał przemowę? Kto nie słyszał o tych prostaczkach średniowiecznych, którzy możnemu, pysznemu i bogatemu Kościołowi utarli nosa...? Słodko, słodziej, mdło...

 

Konklawe właściwie krótkie. Środowego wieczoru wychodzi na balkon starzec w czerwieniach i zawadiackim tonem ogłasza - annuncio vobis gaudium magnum. Zabawnie mówi, jakby był pod wpływem... I nawet upubliczniona kilka dni później informacja, że kardynał Jean - Louis Tauran cierpi na chorobę Parkinsona i mówienie przychodzi mu z niemałym trudem, wcale nie sprawia, że milkną zawodowi opowiadacze anegdot. Taki to już wesoły świat... Tuż za nim postać w bieli. Tłumy wiwatują. Flesze błyskają. Ale któż to taki? Bergoglio? Kto za nim stoi? Nie, nie na balkonie... W życiu, w codzienności... Czyj to kandydat, kto na niego stawiał, kto go popiera, kogo reprezentuje? W niektórych studiach telewizyjnych popłoch, gorączkowe zbieranie danych. Papież z Argentyny? Toż to koniec świata...

 

Następne dni to fala domysłów. Zaniepokojony mainstream docieka na czyją cześć jego imię. Czy to o tego misjonarza chodzi, czy raczej o Trubadura Pani Biedy? Podobno ten drugi jednak jest pierwszy... Salon zawiedziony. Bo Bergoglio zdaje się wierzący. I to katolik. Ani specjalnie postępowy w kwestii homomiłości, ani narzędzi aborterom nie pobłogosławi, ani kauczukowej otuliny na miłość nie popiera... Znaczy więc, że ta mewa, którą Naczelna Etyk Naszego Kraju na watykańskim kominie jako proroczą zapowiedź większego otwarcia na miłość jednopłciową zinterpretowała, była jednak przedwczesnym zwiastunem nadziei. Cóż, nie od dziś wiadomo, że jedna mewa wiosny nie czyni... Zawód...

 

Ale jest jeden dzwon, w który da się chyba uderzyć. Mainstream próbuje. Bergoglio socjalista, co to przyszedł tylko po to, żeby bogatemu Kościołowi zabrać, a biednemu rozdać. Taki nasz "Janosik w białej kiecce". Zaczęło sie od zachwytu nad porzuconymi gronostajami, których to epoka podobno przeminęła i wrócą wkrótce do muzeów watykańskich (mole już zacierają skrzydła z radości). Potem były buty - że nie czerwone, tylko proste, zwykłe czarne. Prawdziwa euforia wybucha po opublikowaniu zdjęć papieża w... autobusie. Sensacja rewelacja... Przeprowadzić się w luksusy nie chce, po mszy siada w ostatniej ławce... Koniec świata... A już prawdziwe potoki łez wywołał... podpis na zagipsowanej dziewczęcej nóżce. Może więc chociaż w tym kierunku Kościół się pokula. Oj przydałoby się naszym polskim purpuratom sprzedać ich limuzyny i pojeździć autobusem, oj przydałoby się zamienić luksusowe apartamenty na lichą chatę pod lasem, oj przydałoby się... mnożą swoje wypowiedzi reformatorzy i uzdrowiciele, którzy w papieżu widzą zapowiedź upadku przepychu i kościelnego zadęcia. I klaszczą z aprobatą... nadal, wciąż, chwilowo klaszczą...

 

A ty mój drogi F? Klaszczesz?

Jaki ty musisz być tym wszystkim zdumiony. Pewnie trochę tak, jak wtedy, kiedy stanąłeś w XIII wieku przed majestatem Namiestnika Chrystusowego, a ci którzy go otaczali dowodzili, że nie da się żyć tak, jak ty proponujesz... Pewnie trochę tak, jak wtedy, kiedy patrzysz na tych wszystkich mędrców, którym twoje imię kojarzy się ze wspomnianymi dwoma patykami imitującymi skrzypce, a twoja świętość z ustawicznym wąchaniem kwiatków na łące. Zdumienie... Nie sądzę, żebyś kiedykolwiek przypuszczał, że twoje imię trafi na salony. Zawsze chciałeś być ostatnim z ostatnich, zawsze "dla", nigdy przeciwko komukolwiek. Zafascynowany twoim Chrystusem chciałeś go zanieść najbiedniejszym wcale nie dlatego, że bogaci Go nie potrzebowali, ale dlatego, że widząc Jego oczami, patrzyłeś na to, na co już nikt inny nie patrzył. Chciałeś się ukryć, zwłaszcza wówczas, kiedy za dużo o tobie mówiono. Niejeden raz przekonywałeś - nie chwalcie mnie, bo jeszcze mogę się ożenić i mieć gromadkę dzieci. Z pokorą pochylałeś głowę przed każdym, kto chciał cię upomnieć. Przypomnę ci choćby tę scenę, kiedy pewien biedak, upewniwszy się, że ty jesteś tym F, o którym wszyscy mówią, napomniał cię - lepiej żebyś był rzeczywiście taki, jak mówią, bo wiele osób ci ufa... Co zrobiłeś wówczas? Zsiadłeś z osła i ucałowałeś mu stopy... Byłeś gotów służyć zawsze i każdemu. A ponadto... Cierpiałeś. Bo dziury w nogach i dłoniach były boleśnie prawdziwe...

 

Ale nigdy, ani jednym słowem, gestem, zachowaniem nie sprzeciwiłeś się temu Panu, który cię powołał i któremu całe życie służyłeś. Jego nauce, jedynej prawdzie, zawsze byłeś bezgranicznie wierny. Czy tak samo będzie z papieżem Bergoglio?

 

Ufam, że tak. Minął miesiąc jego papieskiego pasterzowania. Miesiąc pełen gestów i serdecznych słów. Miesiąc oswajania się z zupełnie nową rzeczywistością. Papież zdaje się być ciągle zdumiony rolą przyznaną mu przez Opatrzność. Niemniej zdumiony jest świat. Ale to wszystko minie. Ochłoniemy. A papież zacznie mówić. Mówić mocno. Mówić prosto. Mówić z wiarą. Mówić o Chrystusie, do którego należy ten świat i którego głos musi być w nim słyszany. I wówczas umilkną oklaski mainstreamu. I wówczas powróci niechęć salonu. Ironia, szyderstwo, wzgarda...

 

I właśnie wtedy drogi F, właśnie wtedy, kiedy świat papieżowi pokaże pazury, właśnie wtedy musisz go szczególnie strzec, właśnie wtedy musisz mu przypomnieć, że stoją za nim ci, którzy nie tylko klaszczą, ale rzeczywiście go słuchają i są gotowi odpowiedzieć na jego słowo. On musi o tym wiedzieć, żeby nie stracił nadziei. On musi wiedzieć, że słuchamy go nie dlatego, że jeździł autobusem, nie dla jego czarnych butów, ani nawet nie dlatego, że umył nogi choremu na AIDS. Słuchamy go dlatego, że w jego głosie wybrzmiewa słowo Najwyższego. I to On, Najwyższy dał swojemu Kościołowi papieża Bergoglio, tak jak osiem wieków temu dał Mu Najniższego z Najniższych, ciebie, drogi F...