Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

niepokonani - w wierze dojrzali...

2013-04-12

zdj.za:http://www.kolbemission.org/flex/cm/pages/ServeBLOB.php/L/PL/IDPagina/152

Mili Moi...

Niby wiosna nadchodzi, a ja mam jakieś gorsze dni. Kiepsko sypiam - to znaczy śni mi się wiele różnych rzeczy, które nie tyle są straszne, co raczej męczące. I taki się chyba budzę - zmęczony... Poza tym jakieś przesilenie to, czy inna przyczyna, ale załączyła mi się jakaś melancholia i takie ogólne "ubeznadziejnienie codzienności". Czekam już z wielką niecierpliwością na rekolekcje, których wkrótce mam wysłuchać. Nareszcie to ja będę słuchaczem!!! A jest kilka spraw, o które chcę Pana Boga zapytać, bo choć wiele odpowiedzi chyba już w sobie noszę i wybrzmiewają one podczas codziennych rozmyślań, to jednak rekolekcje są takim czasem szczególnego udzielania się Ducha. A ostatnimi dniami właśnie do wzywania Ducha czuję się zaproszony. I to do każdej, absolutnie każdej dziedziny życia.

Starałem się dziś pomyśleć nieco nad konferencją na dzień skupienia dla dziewcząt, który prowadzę za tydzień. Siostry zadały mi temat - Wierzę, więc głoszę... Poczytałem trochę, pomyślałem, ale... nic nie stworzyłem. Wziąłem się więc za żelazko, żeby choć przy tak banalnej czynności dostrzec, zobaczyć, dotknąć owoców swojej pracy. Jak się okazuje, to naprawdę czasem chyba każdemu człowiekowi potrzebne...

 A dziś moja myśl krąży nieustannie wokół tego niesłychanie mądrego stwierdzenia mędrca Gamaliela. Jeśli ta sprawa jest Boża - nie potraficie jej zniszczyć... Dwadzieścia wieków minęło i nikomu się nie udało, choć byli tacy, którzy próbowali z dużo większa gwałtownością i okrucieństwem, niż ówcześni uczeni w Piśmie i faryzeusze. Z jednej strony więc, każdy, kto próbuje dziś, sądząc, że właśnie jemu sie uda, budzi uśmiech niedowierzania na mojej twarzy. Niedowierzania w to, że można łudzić się tak beznadziejnym celem. Z drugiej, rodzi to we mnie ogromny smutek, bo wielka energia czasem bywa marnowana na działania skazane na porażkę. A przy tej okazji zwykle cierpią ludzie...

 I choć, jak pokazują Dzieje Apostolskie, cierpienie dla Ewangelii jest zwyczajnym elementem ewangelizacji i trzeba się z nim liczyć, to zajadłość jej wrogów niejednokrotnie przeraża. Rozważając takie fragmenty Słowa, jak dziś, zawsze zastanawiam się, w jaki sposób ja bym się zachował w tak konfrontacyjnej sytuacji. Na czym zależałoby mi najbardziej - na ocaleniu życia? na ocaleniu Prawdy? na własnej konsekwencji i wierności? na dobru moich oprawców?

 Zdaję sobie sprawę, że do takich ofiar się dojrzewa. Jeśli Pan z nimi przychodzi, to raczej do tych, którzy są w stanie już je udźwignąć. Czytam ciągle Pisma świętego ojca Maksymiliana. Jego dojrzewanie do ofiary nie dokonuje się w zaciszu klasztornych kaplic. On mówi wprost - Rycerstwo Niepokalanej ma być ruchem zaczepnym, a nie tylko obronnym; pracujemy dla zdobycia całego świata; walczymy z konkretnym wrogiem (dla niego była to masoneria); walcząc z masonerią, nie walczymy z masonami, bo to biedni, zagubieni ludzie; idziemy na krańce świata pokazać poganom, jak bardzo ich Bóg miłuje - bez pieniędzy, bez zabezpieczeń, bez oglądania się na innych. Z misj w Japonii pisze - dziś spadł śnieg, bracia ze śmiechem strącali go z pościeli, bo nawiało go bardzo dużo przez szpary w naszym domu, woda zamarzła w miednicach - trochę się martwię o ich zdrowie... Jaki to musiał być duch! Jak niesamowita wiara i całkowite oddanie się Jezusowi przez Niepokalaną! Nie narzekać, a we wszystkim odnajdywać zaproszenie Pana do ewangelizacji, do głoszenia szczęścia w Nim...

 Tak przeżyte życie, każda godzina oddana Bogu, pozwala oddać je ufnie także wówczas, kiedy przychodzi ostateczna próba. Apostołowie o tym zaświadczyli. Bo wiedzieli, że On na nich tam czeka. I już zawsze będą Go widzieli... A za tym chyba nieustannie tęsknili. Zobaczyć Go znowu, być z Nim, usłyszeć Jego głos... Może o tym myśleli umierając w męczarniach. To musiało być źródłem pociechy dla nich i tak wielu po nich. Męczennicy... Oni chyba najpewniej przekonują, że Gamaliel miał rację - jeśli to Boża sprawa, nie potraficie jej zniszczyć... Ich nie potraficie zniszczyć... Nikt nie potrafi! I to jest ogromne źródło nadziei i pociechy...