Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

najprawdziwiej prawdziwa?

2013-04-04

zdj.za:http://kswojciech.blog.onet.pl/2010/04/04/zapach-zmartwychwstania/

Mili Moi...

W Lublinie zima... Żadna to nowina, bo wszędzie w Polsce tak samo. Ale w związku z tym, że wegetacja nie rusza w przyrodzie, to i na KUL-u jest podobnie. Dziś na wykładzie, na którym zwykle jest około 50 osób, było nas siedmioro 🙂 Nasza obecność oczywiście została odnotowana w osobistym zeszycie profesora i tym samym z pewnością zasłużyliśmy na miano "wazeliniarzy". A tak naprawdę wybrałem się na ten wykład, bo jest on jedynym, na którym krąży lista i trzeba się podpisać, a frekwencja dla profesora ma znaczenie. W związku z tym, że moja ostatnimi czasy była licha, postanowiłem dzisiejszego wykładu nie opuszczać. Jak na ironię, profesor zapowiedział na poprzednich zajęciach, że na następnych (czyli dzisiejszych) listy nie będzie 🙂 No ale przecież ta godzina na uczelni nie była zmarnowana... Żadna nie jest 🙂

Dziś odbyłem pielgrzymkę do Stalowej Woli. Pożyczałem stamtąd samochód od zaprzyjaźnionego księdza, a właściwie od jego rodziców i dziś nadszedł czas, aby go zwrócić. Do Stalowej pojechałem więc autem, a wróciłem busem - po franciszkańsku... Ale musze stwierdzić, że... to uwłacza ludzkiej godności (czasem używam tu tego zwrotu, choć pewnie tylko dla mnie brzmi on zabawnie, a to dlatego, że jeden z moich współbraci używał go nader często i to w sytuacjach, które z pewnością na to nie zasługiwały). Myślałem, że skonam. Pomijam już moją chorobę lokomocyjna, która jest jakąś pamiątką z dzieciństwa, ale problemem było ogrzewanie... Najpierw było jak w saunie, a potem... Pokrętło "grzania" znajdowało się gdzieś w pobliży pierwszego pasażera za kierowcą, więc co chwilę słyszeliśmy komendy - "niech pan przekręci trochę w prawo", lub "niech pan da teraz w lewo"... No jakiś kabaret prawdziwy. A potem jeszcze pół Lublina musiałem przemierzyć w śniegowej brei po kostki... No nie chce mi się ręką ani nogą ruszać...

Wy jesteście świadkami tego - czytamy dziś w Słowie. Od rana zastanawiam się w jaki sposób być świadkiem... nie mówiąc. Dał mi Pan Bóg niesłychaną zdolność - mówienia o zbawieniu, głoszenia wielkich dzieł Boga. Ale gdybym tej zdolności nie miał, gdybym z jakichś przyczyn został jej pozbawiony? Jak świadczyć? Dziś szczególnie stanęły mi przed oczami sytuacje "zagraniczne". Mój język jest tam niewydolny... Kilka doświadczeń już zebrałem. Nie wiem co jeszcze przede mną. Jedno wiem. Że w żadnym innym języku nigdy nie będę mówił tak, jak po polsku. No i jak świadczyć?

Pewnie jakimś znakiem jest mój habit, który jest mi bardzo bliski. Ale to znak dla wielu zupełnie nieczytelny. Wspominałem o tym pisząc o moich kanadyjskich doświadczeniach. Znak, który domaga się tłumaczenia, sam w sobie nie zawsze przemawia. Krzyż na szyi? Mały, duży? Dziś są tacy, którzy wpinają go nawet w pępek - on już nie musi wcale oznaczać, że się jest chrześcijaninem... Jak więc? W jaki sposób świadczyć o Jezusie Zmartwychwstałym, jeśli nie słowem, jeśli nie znakiem?

Zobaczcie, jak oni się miłują - tam mawiano dawniej o chrześcijanach. I to było najbardziej czytelne świadectwo. Dziś wątpię, żeby właśnie to nas wyróżniało... To szczególnie trudny rodzaj świadectwa, bo, po pierwsze słowo "miłość" jest niezwykle "wyświechtane" i wieloznaczne, a po drugie, prawdziwie kochać, to składać ofiarę... A to JEST zawsze trudne. Łatwiej mówić, łatwiej założyć habit, łatwiej obwiesić się krzyżami. Kochać prawdziwie JEST naprawdę trudno. I dlatego najlepszym nauczycielem tej trudnej sztuki jest Jezus, który nie tylko pokazuje jak, ale również udziela łaski, bez której ofiara jest niemożliwa. A miłość bez ofiary? Czy może być prawdziwa? Tak najprawdziwiej prawdziwa?