Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

33 🙂

2013-03-06

Mili Moi...

Od kilku dni jestem w stolicy. Dziś kończę głosić rekolekcje w parafii księży orionistów. Przyznam szczerze, że są to jedne z najtrudniejszych rekolekcji w moim życiu z zupełnie banalnego powodu. Mianowicie zaziębiłem się i to jakoś paskudnie, tak, że nawet antybiotyk nie bardzo chce pomóc (swoją drogą jakiś taki nieznany i niesprawdzony). A żeby było weselej, to owo przeziębienie dotyczy wyłącznie... gardła. Nic właściwie mi nie jest poza bólem gardła, który znacząco utrudnia głoszenie i wszystko, co z nim związane. Ale może to jest jakaś rekolekcyjna ofiara, którą ktoś musiał ponieść. Mam nadzieję, że dam radę jeszcze raz wyjść na ambonę. Dziś wieczorem bowiem celebrujemy Eucharystię z modlitwą o uzdrowienie.

 

Ale muszę też powiedzieć, że są to jedne z piękniejszych rekolekcji dla mnie samego. Po pierwsze odbiór ludzi jest znakomity. Słuchają i chcą słuchać. Przychodzą i dzielą się swoimi odczuciami, obserwacjami, komentarzami. Ale to jeszcze nie jest wyjątkowe, bo zdarzało się również w innych miejscach. Najbardziej wyjątkowe były spotkania z młodzieżą. Powiedzmy najogólniej - bywa z tym różnie. Tu byłem w niemałym szoku. Po pierwsze kiedy zobaczyłem około dwudziestu osób tworzących scholę. Śpiewali pięknie - i dziewczyny i chłopacy. Po wtóre - wszyscy siedzieli bez ruchu tak długo, jak długo trwała konferencja. Wpatrzeni we mnie i zasłuchani. Nie pamiętam, żeby zdarzyło mi się coś takiego dotąd podczas rekolekcji szkolnych. Takiej wysokiej kultury jeszcze chyba nie doświadczyłem. Oczywiście w wielu innych miejscach również bywało miło, ale żeby sto procent obecnych uczniów wykazywało skupienie uwagi - to raczej rzadkość. Co więcej - zdarzały się osoby, które przychodziły do mnie twierdząc, że te nauki były dla nich ważne z różnych powodów, które wymieniali. Kiedy przychodzą dorośli i tak mówią, nie jest to tak poruszające, jak wówczas, gdy przychodzi młodzież, ponieważ dla nich to jest trudniejsze i z pewnością więcej ich kosztuje. Ale pokazuje też pewien poziom, przed którym chylę czoła.

 

A osobiście - jestem niezwykle gościnnie podejmowany przez księży orionistów. Proboszczem jest tu mój przyjaciel, Robert, krajan pochodzący z Malborka. I może właśnie dzięki temu jest nawet bardziej, niż miło 🙂

 

Myślę sobie o Bożym prawie, w kontekście którego odczytuje jakoś ostatnie Słowo. Mówię też o tym w jednej z katechez rekolekcyjnych. Prawo, które daje Bóg, jako wyraz Jego wielkiej miłości do człowieka. Właśnie dzięki prawu, przykazaniom, Jego nauce, jesteśmy w stanie przekonać się jak bardzo Mu na nas zależy, jak bardzo troszczy się o naszą godność, jak bardzo chce nas ustrzec przed błędami, które są źródłem krzywdy dla nas i dla żyjących wokół. To takie niezwykłe, kiedy Jezus mówi - Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.

 

To On sam przyszedł, aby pokazać jak owe przykazania wypełnić - przyszedł wypełnić prawo, a nie znieść. Nic się nie zmieni, bo prawo jest trwałe, jak i kondycja człowieka jest trwała. To, co najważniejsze, będzie zawsze obowiązywało. A dla tych, którzy uwierzą i pójdą za tym - to Boże prawo stanie się źródłem radości. To jest ciekawe, bo właściwie dokonuje się w jakiejś mierze na naszych oczach. Nie w sposób masowy rzecz jasna, ale jednak... Tu w Warszawie, w parafii, w której głoszę rekolekcje wielkopostne, rozpoczęły się niedawno rekolekcje ewangelizacyjne. Przeżywa je około siedemdziesięciu osób. Wczoraj miałem również i dla nich katechezę. I pomyślałem sobie - jak to cudownie, że następni chrześcijanie się budzą, że odkrywają bliskość Boga i moc uszczęśliwiającą Jego prawa, że doświadczą takiej przemiany, która nigdy już nie pozwoli im zapomnieć... A takich miejsc jak to jest tysiące. Miejsc, gdzie rodzi się radość. Tak wielu zmęczonych ludzi wokół. Zmęczonych pozorami radości, której świat dać nie może, żaden bożek dać nie może, żadne ludzkie wysiłki nie zapewnią. I pomyśleć, że ta radość prawdziwa, że to odpocznienie w Bogu jest na wyciągnięcie ręki... Czasem jednak nie można zrobić nic więcej, tylko czekać... Aż zmęczą się już tak bardzo, że zatrzymają się i pozwolą sobie opowiedzieć. Obym wówczas był we właściwym miejscu i nie przespał tej godziny ich nawiedzenia... Obym był wówczas sługą Miłości...

 

PS. A swoją drogą, kolejny rok mojego życia został za mną... Ostatnio przestałem się smucić tym, że się starzeję 🙂 Zacząłem jednak myśleć o tym, że z każdym dniem mam mniej czasu na nawrócenie na tej ziemi i prawdziwe przylgnięcie do Pana...