Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

umarł za wszystkich...

2013-02-16

Mili Moi...

Tak jak przewidywałem, z dostępem do internetu było bardziej, niż kiepsko. Cały miniony tydzień spędziłem w leśnych ostępach, w Słupnie. To gdzieś na trasie Warszawa - Białystok. Mieści się tam diecezjalny ośrodek Caritas. Ubożuchny, taki franciszkański. Konie, owce, kury, drewniany kościółek i nasza maleńka grupka. Kilka wypróbowanych osób, które wiedzą, czego szukają. Nie brakowało mi więc sieci, ponieważ większość czasu spędzałem na rozmowach. Zwłaszcza z młodym Orfeuszem (tak, tak właśnie miał na imię). Jak bardzo przypominał mi mnie samego sprzed lat. Młody radykał, a jednocześnie bardzo posłuszny i niczym gąbka chłonący każdą informację. Nasze rozmowy były przebogate w tematy. Niejeden raz zastanawiałem się - gdzie się te pytania rodzą w tak młodym umyśle? Wielka przyjemność - obcować z młodymi, dojrzałymi ludźmi.

 

Przyznam szczerze, że nie pamiętam tak dobrego początku Wielkiego Postu, jak w tym roku. Środa Popielcowa przeżyta w obecności Najświętszego Sakramentu. Sześć godzin adoracji (oczywiście niekoniecznie bez przerwy) pozwoliło jakoś głębiej zastanowić się w jaki sposób przeżyć ten święty czas. Każdego roku miałem problem z postanowieniami. Szukałem takich, które nie byłyby banalne i powierzchowne, a jednocześnie, byłyby możliwe dla mnie i zbliżały mnie do Jezusa. Okazało się, że wystarczyło trochę skupienia, ciszy, modlitwy, a z postanowieniami nie ma najmniejszego problemu. I nie trzeba ich na siłę "wymyślać". Rodzą się same i przede wszystkim spełniają ewangeliczne kryteria. Przede wszystkim chodzi w nich o Pana i moją relację z Nim. To nie ja jestem najważniejszy, moje postanowienia w istocie nie są "moje", ale mają służyć temu, abym cały ja stał się "Jego". Wszystko, co czynię, ma mnie do Niego zbliżać, ma stawiać Go bardziej w centrum, ma przyczyniać sie do pełniejszej przemiany... Mnóstwo treści napełniło moje serce. Tak głęboka świadomość, że ten Wielki Post będzie szczególny. Również wobec decyzji Benedykta XVI o przekazaniu komu innemu steru Kościoła. Dziękowałem Bogu, że pozwolił mi zmierzyć się z tą informacją właśnie w takim miejscu, w takich okolicznościach. Zniknął wszelki niepokój, wróciła pewność wiary, że Kościół jest nade wszystko w rękach samego Pana... Jemu można zaufać!!!

 

Stawałem też przed Jezusem w tym czasie z pytaniem o moja przyszłość. Oczywiście nie tę najbliższą, bo ta wydaje się przez Niego określona, ale o tej dalszej myśląc. Od jakiegoś już czasu odczuwam wielkie przynaglenie, żeby Go pytać. Wiele poruszeń, choć nie wiele możliwości branych pod uwagę. Nie wiem jaki będzie kierunek mojego życia po studiach. Jest jeszcze sporo czasu na formułowanie pytań. Na razie mam tylko wielkie przynaglenie w sercu, żeby się uczyć... angielskiego. Więc się przykładam. Zobaczymy po co...

 

Ale żeby nie było tylko tak refleksyjnie, choć nie ukrywam, że właśnie taki nastrój mi towarzyszy, to cieszę się, że już w poniedziałek zaczynają się zajęcia na uczelni. Musze przyznać, że stęskniłem się już za moimi konfratrami z roku. Jak to jednak człowiek się przywiązuje do współtowarzyszy niedoli 🙂 A tak poważnie, to chyba najlepszy dowód, że jakoś "zaskoczyliśmy" na roku, co mnie naprawdę bardzo cieszy. Wchodzimy więc lada chwila w drugi semestr.

 

A dziś Pan przyszedł do mnie z myślą o moim stosunku do "grzeszników". Zdałem sobie sprawę, że ich unikam. Powodem wcale nie jest pogarda, ani poczucie bycia kimś lepszym, ale... Bardzo mnie męczą jałowe i puste rozmowy na tematy "grzeszników". Pisze w cudzysłowie, bo przecież w najszerszej warstwie sam do nich należę i to dzisiejsze Słowo tym bardziej pozwoliło mi się z tą szeroką grupą utożsamić. Ale jednak to szczególne środowisko, o którym mówi dziś Ewangelista umieszcza swoje życiowe priorytety zupełnie gdzie indziej, niż ja. I pewnie dlatego jest nam ze sobą nie po drodze. Podejrzewam, że i Jezus nie był zachwycony tematami poruszanymi na uczcie u Lewiego, a jednak przyjął zaproszenie. To jest dla mnie jasne światło, które znów pomaga pokonywać mój egoizm. Nie moje odczucia są najważniejsze. Gdybym tylko do nich się ograniczył, to i moje kontakty musiałyby być bardzo okrojone. Tymczasem należąc do Jezusa, muszę sobie zdawać sprawę, że posłany jestem podobnie jak On sam, do tych, którzy poginęli z owczarni. I choć nie jest to wybitnie satysfakcjonujące, a czasem wręcz nieprzyjemne, to nie wolno mi ich unikać... I to nie z powodu jakiejś litości, albo z poczucia misji, konieczności przywrócenia ich do owczarni, ale po prostu dlatego, że On ich kocha. Tak samo jak mnie. Nie uczynił pomiędzy nami żadnej różnicy umierając za wszystkich - za grzeszników. Próżno więc trzymać się "swojej kategorii". Potrzeba otwartości w spotkaniach z tymi, którzy być może są poza wszelkimi kategoriami, z tymi, dla których brak skali... Tylko bowiem dzięki Bożej łasce jestem dziś tym, kim jestem. Tylko ona podtrzymuje mnie w dobrym i chroni od złego. Bez żadnej mojej zasługi... A zatem do roboty... Grzesznik wśród grzeszników ma zasiąść do uczty...