Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

w rytmie Jezusa...

2013-02-10

zdj.za:http://www.medigo.pl/sport/dokad-nogi-poniosa

Mili Moi...

Trochę już się czuję, jakbym stał w blokach startowych, bo jutro rzeczywiście startuję do Warszawki. Zaczynamy tam kilkudniowe rekolekcje dla młodzieży z siostrami Świętej Rodziny z Bordaux. Cieszę się, że wreszcie coś sie dziać zacznie, bo jak to u mnie - tydzień bezrobocia to może jeszcze zniosę, ale dwa... to już przekracza moje możliwości 🙂

 

Ale dziś jeszcze zupełnie wolny dzień... I spędziłem go na marzeniach. To chyba całkiem dobre zajęcie jak na niedzielę 🙂 Oczywiście nie były to jakieś marzenia zupełnie oderwane od rzeczywistości - może bardziej plany, które być może, z Bożym błogosławieństwem uda się zrealizować. Nie zdradzam na razie szczegółów, przyjdzie na to jeszcze czas. Ale dzień był naprawdę miły. Co więcej, żeby był również darem dla człowieka, napisałem dziś list... Mój Boże, jak ja dawno tego nie robiłem. Kiedyś sprawiało mi to ogromną frajdę i pisałem na kilogramy. Ale to było jeszcze w tych czasach, kiedy ludzie śpiewali piosenki o listonoszach i wiedzieli co to takiego "sień" nucąc pod nosem - "od twoich listów pachniało w sieni"... Dawne to dzieje, ale dziś coś z nich stanęło mi przed oczami. I chociaż nie był to budynek poczty, bo list poszedł internetem, to jednak ucieszyłem się, że stać mnie jeszcze na wypowiedzi składające się z więcej, niż 140 znaków 🙂

 

A Słowo mnie dziś zatrzymało na Piotrze, który wystraszył się tego wszystkiego, co stało się jego udziałem. Wydawało mu się, że go to przerasta, że wypadki dzieją się zbyt szybko. Przecież nikt nigdy nie widział czegoś podobnego, przecież to był jawny znak dla rybaka, który tak doskonale znał się na wszelkich rytmach. Znał rytm przyrody, znał rytm jeziora, znał rytm życia wodnych stworzeń i znał swój rytm pracy. Tu nic nie działo się nieoczekiwanie i poza ustalonym schematem, którego przecież Piotr nie wymyślił, ale z którym się godził, no bo jak inaczej? Choćby się spinał, dwoił i troił w swoich wysiłkach, to przecież ryba w dzień jest schowana głęboko, jest nieuchwytna... Nie dość, że Jezus zaburzył mu jego schemat, poprzestawiał mu jego stałe punkty odniesienia, to jeszcze zdaje sie, że zaburzył rytm przyrody. A tego przecież nie można zrobić ot tak! (Przynajmniej wówczas nie można było...)

 

Nic więc dziwnego, że napełnia go przerażenie i boi się następnego kroku. Skłonny jest się już raczej tu zatrzymać, ochłonąć nieco, poczekać aż ten szok przeminie. Za duże emocje! To nie dla niego... On przecież ma swoje życie, swoje sprawy, swoich znajomych, swoją pracę... I to wszystko funkcjonowało dotąd bez zarzutu. Nie ma sensu nic zmieniać... Odejdź... Zostaw mnie z moim grzechem... Trudno, nie umiem iść dalej, nie podołam takim niespodziankom...

 

Pomyślałem dziś o tych, tak wielu ludziach, których znam, którzy znakomicie wystartowali z Jezusem, ale w pewnej chwili się zatrzymali. Dlaczego? Bo wydawało im się, że sprawy zanadto przyspieszyły, że nie dadzą rady. Ich życie wyskoczyło z utartych schematów, które wcale nie wygodne, ale jakoś znane, bezpieczne, dawały im poczucie stabilności. Jezus zaś jakby chciał to wszystko zburzyć. Poczuli się zagrożeni. Zaczęli się obawiać, ze ich życie zmieni sie do tego stopnia, że stracą wszystko, co dziś dla nich drogie. Byli czasami skłonni nawet zaprzeczyć temu, co widzieli, słyszeli, czego doświadczyli - dla ocalenia tego rytmu życia, który dotąd jakoś się sprawdzał.

 

Tymczasem Jezus znając naszą tendencję do "okopywania się" na z góry upatrzonych pozycjach, do bezruchu w sytuacjach, w których bynajmniej nie znajdujemy się jeszcze u celu, do zamieszkiwania na drodze, po której się chodzi, ale z pewnością się na niej nie mieszka, wzywa nas wciąż do czegoś więcej, zaprasza do drogi i czasem robi to bardzo stanowczo...

 

A dzieje się to tylko dlatego, że On zna cel i wie ku czemu zmierzamy. Nasze oko go nie widziało, nasze ucho nie słyszało o nim. Zna go Jezus, który nade wszystko chce nas tam doprowadzić, a przy okazji sprawić, aby dzięki nam wyruszyło w drogę całkiem spore grono naszych znajomych, przyjaciół, ale i zupełnie nieznanych nam ludzi, których spotkamy na tej drodze. On nie chce nas na tę drogę wyprawić samotnie. On jest!!! Zawsze, czuwając nad każdym krokiem, śledząc z uwagą każdy podejmowany przez nas wysiłek... A im szybciej wyruszymy, im szybciej idziemy, tym szybciej dotrzemy do celu - a chyba dla nikogo z nas nie jest niespodzianką, że o to w życiu chodzi...

 

Z całym szacunkiem do krajobrazów na tej drodze, które są zachwycające - one muszą przeminąć, pozostać za nami. A przed naszymi oczami zawsze cel... W górę więc... Jak najszybciej... Nie traćmy ani chwili... W Jezusowym rytmie!!!

 

PS. Nie wiem jak będzie z dostępem do internetu w tym tygodniu, więc w razie czego "czytamy się" w piątek 🙂