Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

dzień Herodiady...

2013-02-08

zdj.za:http://spojrzenie-z-oddali.blog.onet.pl/

Mili Moi...

No chyba już dość tego odpoczynku 🙂 Mogłoby zacząć się coś dziać, bo jak się nic nie dzieje, to... wszelkie stworzenie truchleje... a ja najbardziej 🙂 Czytam... Już prawie 500 stron Pism o. Maksymiliana "dziabnąłem". Ale idzie powoli, bo język dość dawny, czasem trzeba się przedzierać. Lektura jednak fascynująca, zwłaszcza, że jestem na etapie jego listów z Japonii. Poruszające... Jak to Pan Bóg potrafi się posługiwać człowiekiem, kiedy ten mu na to pozwoli...

 

Na moją mikroskalę to też działa. Wczoraj zaniosłem moją gitarę do naprawy. Niewielka rzecz, ale utrudniająca granie. Naszukałem się jakiegoś warsztatu. No, ale w końcu się udało. Wszedłem do wyziębionego pomieszczenia. Przywitał mnie niewielki człowieczek, na oko mógł mieć sto lat... no... może sto sześć. Inna epoka. Wszystko powoli i bez pośpiechu. Ale i mnie się nigdzie nie spieszyło, więc przyjmowałem te jego zabiegi z dużą dozą cierpliwości. Poruszał się z wyraźnym trudem. Z jeszcze większym trudem wypisał mi "kwitek" (oryginalna książka kwitków z 1968 roku - są nawet ujęte moje konsumenckie prawa według jakiejś dawno nieistniejącej komisji, do której mogę się odwoływać). Gawędziliśmy... Gdy padło moje pytanie - ile milionów pieniędzy pan za to chce, ów człowiek zapytał - a ile pan da? Ja na to, że się na innych rzeczach znam. A on - na jakich? Powiedziałem, zgodnie z prawdą, że na duszy ludzkiej (no bo odrobinkę się znać wypada w moim fachu). Popatrzył z niedowierzaniem, więc mówię, że księdzem jestem... Aaaaa... A mnie utopił się syn... Miał dwadzieścia lat... Dawno to było... Ale ten zakład był dla niego... To pewnie moja wina, bo nie dopilnowałem go... Nie była to krótka wizyta w tym wyziębionym zakładzie, ale mam nadzieję, że jakoś owocna. Dla mnie spotkanie z długą i ciekawą historią tego człowieka (bo potem było o wywózce do obozu, o bydlęcych wagonach, o uratowaniu przez Matkę Bożą...), a dla niego... Mam nadzieję, że poza grzecznym słuchaczem, również radość obcowania z człowiekiem, który zrozumie, nie spieszy się, pomodli się... Piękne, niespodziewane spotkanie z człowiekiem...

 

Gdyby tak Herod potrafił spotkać człowieka w człowieku, to może i Boga by spotkał. Dziś, w jednym z komentarzy przeczytałem, że Herod nie zrozumiał Słowa (Jezusa), ponieważ zagłuszył głos (Jana Chrzciciela). Bardzo trafny obraz... Choć człowiek (Jan) jakoś go fascynował, przyciągał, nie pozwalał mu spać spokojnie. Choć człowieka słuchał chętnie, jak mówi dzisiejsze Słowo, to jednak nie usłyszał... Nie usłyszał, nie zrozumiał, nie pojął tego daru, który miał na wyciągnięcie ręki... Wolał tkwić w swoim świecie, otoczony ludźmi, których trudno podejrzewać o głębokie ideały - okrutna nałożnica, bezmyślna "pasierbica", tłumy fałszywych popleczników, gromady znudzonych życiem notabli... Nie pozwolił się wyrwać...

 

Pomyślałem sobie dziś o darze, który mam na wyciągnięcie ręki. Kaplica za ścianą. Jezus tam mieszka i jest gotów mówić bezpośrednio do mojego serca. Studenci homiletyki, dobrzy kaznodzieje, gorsi kaznodzieje, zupełnie beznadziejni kaznodzieje - każdy z nich jest dla mnie darem, bo przez każdego stara się do mojego serca przemówić Bóg. Różne treści mi niosą. Ja tymczasem mam "swoje życie"... Cała masa planów, pomysłów, chęci, marzeń, których nawet nie próbuję z Jezusem skonsultować, jakbym zakładał, że przez sam fakt ich pojawienia się w mojej głowie, czy sercu, są one dobre i są dla mnie. Czasem łapię sie na tym, że pytam Jezusa dopiero po fakcie, kiedy już coś zrobiłem. Ileż to razy w moim życiu On z pewnością ratował mnie przed kiepskimi konsekwencjami moich decyzji, posunięć, czy pomysłów. Niczym Herod "chlapię jęzorem" - mówię za dużo, z czego niejeden już raz wyniknęły tylko kłopoty... Pewnie, zawsze można powiedzieć - a co to za problemy? Jakieś takie wymyślone...

 

Ale to nie fikcyjny problem, tylko brak rozeznawania w codzienności. To nasze, chrześcijańskie abecadło... Rozpoznawać natchnienia, poruszenia ducha, rozeznawać pomysły, sprawdzać idee. I to nie dopiero po fakcie, badając czy znów się udało, czy tym razem nie, ale dużo wcześniej - pytając Tego, który jest Słowem, słuchając tych, którzy są głosem... Iluż przedziwnych, trudnych, krępujących sytuacji uniknąłbym w życiu, gdybym był bardziej skłonny do słuchania, gdybym rzeczywiście zaufał, gdybym zdobył się na wybicie mnie z utrwalonych kolein życia... Może świat wyglądałby inaczej, gdybyśmy "naszych Janów Chrzcicieli" nie odsyłali każdego dnia do tego samego więzienia, powtarzając sobie - pomyślę o tym jutro... Jutro zaś, jeśli w ogóle nadejdzie... może być dniem Herodiady... dniem ostatecznego zamilknięcia Głosu... Słowa...