Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

powrót jest niemożliwy...

2013-02-06

zdj za:http://czasdzieci.pl/warszawa/wydarzenia/id,38474b74.html

Mili Moi...

I tak oto 2449 dzień mojego kapłaństwa dobiega końca. Piękny dzień, bo poczułem wiatr w żaglach, to znaczy wziąłem się za czytanie i całkiem nieźle mi poszło. Ale to wszystko wciąż jeszcze bez wystarczającego "przysiadu". Ciągle sobie o czymś przypominam i kiedy już mógłbym się "zanurzyć w lekturze", właśnie pojawia się coś, co natychmiast trzeba zrobić, bo jak nie, to na pewno zapomnę... Wstaję, robię, a potem znów siadam nad książką. Po kilkunastu minutach znów sprawa nie cierpiąca zwłoki. A są to rzeczy naprawdę ważne. Na przykład umycie kubka po kawie, albo przyciszenie radia (czasem również podgłośnienie)... Sami widzicie... Te sprawy nie mogą czekać 🙂

 

Ale pomijając już moją intelektualną mierność, dziś również miła wizyta. Pojawił się u mnie ksiądz Konrad, salwatorianin, doktorant na wydziale filozofii, stara przyjaźń, jeszcze z Elbląga. Posiedział ładnych kilka godzin i nagadaliśmy się za wszystkie czasy. A jako że wyjeżdża na stypendium do USA, to przez następne pół roku się nie zobaczymy.

 

A po dzisiejszej lekturze Słowa natychmiast stanął mi przed oczami temat tęsknot i pragnień. Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie dlaczego, ale myślę sobie, że był to temat, który tłukł się w mojej duszy od jakiegoś czasu i potrzebował katalizatora, którym stało się dzisiejsze Słowo, choć wprost o tych rzeczywistościach nie traktujące. Pomyślałem sobie, że Pan Jezus przychodzi do Nazaretu jako do miejsca pięknych wspomnień. Wszak to jego dzieciństwo i młodość, te wszystkie chwile, które dla wielu z nas są okazją do popadnięcia w pewną nostalgię. Dla mnie ten czas, w porównaniu do "tu i teraz" był niewątpliwie czasem beztroski i znacznie mniejszej odpowiedzialności. A po nim przyszło prawdziwe życie... Pewnie i Jezus myślał o chwilach swojego dzieciństwa z jakimś rozrzewnieniem i tęsknotą... Tak myślę...

 

Ale posłużę się znów sceną z filmu. Tym razem "Powrót króla", kiedy Frodo po zakończonej misji wraca do domu, nie może sobie znaleźć miejsca i mówi sam do siebie - jak istnieć dalej, kiedy w głębi serca zaczynasz rozumieć, że powrót jest niemożliwy... Pomyślałem sobie, że każdy z nas boleśnie podobnej refleksji doświadcza. Ja na pewno i to często. Zwłaszcza w kontekście mojego sposobu życia, mojej konsekracji, mojego kapłaństwa. Zdaję sobie sprawę, że powrót do niektórych miejsc, czasów, chwil, przyjaźni jest niemożliwy. W swoim własnym mieście, kiedy do niego przybywam, czuję się coraz bardziej obco. Coraz mniej osób, z którymi jest o czym rozmawiać. I to bynajmniej nie jest żadne oskarżenie, tylko nasze drogi tak znacząco się rozeszły... Doświadczam tam najdotkliwiej samotności, która, myślę sobie, także Jezusowi dziś towarzyszyła, choć może nieco z innych przyczyn.

 

Nie ma powrotu do przeszłości. Na nic zda się poszukiwanie młodości i tych chwil, które już nigdy nie wrócą. Próżno oczekiwać, że spotkam tych samych ludzi, bo ich już nie ma. Tak jak mnie z tamtych czasów... nie ma. Rodzinny Nazaret trzeba zostawić za sobą, choć to bolesne, ale konieczne, bo moje życie zmierza tylko w jednym kierunku i ani się w nim zatrzymać, ani cofać nie mogę... Ale serce czasem się wyrywa tam, gdzie jest tylko cisza i trochę dobrych wspomnień. Ale tak naprawdę jestem tam zupełnie sam...

 

Wspomnienia i tęsknoty związane z przyszłością to jedno, ale są i te związane z przyszłością. Nie będę o nich wiele pisał, bo są tak samo mało rzeczywiste jak te pierwsze, aczkolwiek być może bardziej absorbują, bo wciąż związane są z nadzieją na ich spełnienie, podczas gdy historii wskrzesić nikt nie zdoła. Dziś zastanawiałem się skąd te myśli o przyszłości się biorą i jakimi motywacjami się karmią, czemu mają służyć i na ile jestem w stanie im sprostać. Przyglądałem się swoim lękom i wątpliwościom i pytałem Jezusa dlaczego właśnie teraz, dlaczego teraz te myśli i dlaczego tak natarczywe... To, wydaje się, nie jest ich czas... Trwam, rozważam, szukam uzasadnienia... Gdzie wybiegają te myśli??? Daleko poza granice Polski... Daleko... Paradoksalnie i one wiążą się z jakąś dozą osamotnienia. One krążą wokół mojego Nazaretu... Są swoistym mostem - łączą marzenia dzieciństwa z możliwościami teraźniejszości i przyszłości... Pochłaniają mnie od czasu do czasu...

 

Wiem, że wszystko brzmi dość tajemniczo. Piszę może nieco niejasno. Ale dla mnie samego te treści takie właśnie są - wciąż niejasne. Jak już zobaczę coś wyraźniej, to nie omieszkam wspomnieć... Pragnienia i tęsknoty - ważny temat do rozmów z Jezusem... Naprawdę ważny...

 

PS. A z cyklu "na lubelskiej ulicy"...

 

We wtorek, w autobusie, podszedł do mnie młody, przystojny student i konspiracyjnym szeptem spytał

- czy zna brat może jakiś sposób... jak chłopakowi podoba się dużo ładnych dziewczyn... a dziewczynom on się podoba... a on nie bardzo umie wybrać...

- odpowiedziałem, że nie bardzo zaznajomiony jestem (w duszy dodając, że w swoim życiu nie zetknąłem się z takim problemem, więc i rozwiązań nie szukałem)

 

na co on...

- a może wystarczy zamknąć oczy i pomyśleć o czymś brzydkim...

- stwierdziłem, że spróbować może, ale to chyba jednak nie zadziała...

 

W ramach porady jednak (wszak młodzieży trzeba służyć ochotnym sercem) powiedziałem mu, żeby dał sobie trochę czasu, ponieważ z czasem ten problem będzie malał...

Nie zrozumiał i wpatrywał się we mnie wielkimi czarnymi, oczyskami...

 

- starość kolego - powiedziałem - starość problem ci rozwiąże... cierpliwości...

 

Śmialiśmy się długo razem...

 

Nie ma to jak być studentem w Lublinie 🙂