Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

głosić na dachach...

2013-01-27

zdj.za:http://amplificationproject.org/news/

Mili Moi...

No trwają edukacyjne wysiłki przed jutrzejszym egzaminem z literatury w przepowiadaniu, ale jakoś skupić się nie mogę, a poza tym mam wrażenie, że o czymkolwiek by nie mówił, to i tak należy mówić to samo i na pewno się trafi 🙂 Zresztą profesor, chodząca serdeczność, zalecił, żebyśmy jedną tezę sobie wybrali i przygotowali, a drugą on zaproponuje. Nie mam więc jakichś wielkich obaw i może właśnie dlatego brak zewnętrznego bodźca sprawia, że nie bardzo mogę sie przyłożyć...

Od jutra natomiast zamierzam przystąpić do takiej rzeczywistej i konsekwentnej lektury Pism o. Maksymiliana Kolbego z nadzieją, że poznany materiał ułoży mi się w jakiś konkretny temat pracy, którą te czteroletnie studia zakończyć należy. Ufam, że te wydłużone nieco ferie spędzę w ciepłych kapciach, w fotelu, z kawką na stole i książką w ręku... Czy można śnić o czymś więcej? Mnie to wystarczy...

A dziś na spacerze wstąpiłem do jednego z kościołów, bo ostatnio, dzięki studiom, jeszcze bardziej wzrósł we mnie głód słuchania. Ten szlachetny, który nawet dziś zapisałem jako owoc rozmyślania - starać się w każdym kazaniu usłyszeć Boga, nawet w tym najsłabszym. I ten głód naukowy - to znaczy słucham jako student homiletyki 🙂 Homilia nie była zła, choć w pewnej chwili zwątpiłem, czy czasem nie wszedłem do cerkwii prawosławnej, bo kaznodzieja stwierdził - nie dalej jak trzy tygodnie temu obchodziliśmy święta Bożego Narodzenia... I nijak z moich szybkich obliczeń mi to nie wychodziło 🙂 Ciekaw jestem ilu jeszcze słuchaczy zwróciło uwagę na tę zagadkę matematyczną ukrytą w kazaniu, ale jeśli ją zauważyli, to z pewnością doznali rozproszenia 🙂

 

A Jezus dziś głosi swoją mowę programową. Dzieje się to tuż po powrocie z pustyni w mocy Ducha. Pomyślałem, że nie ma w Nim nic z gwiazdorstwa. Mówi prawdę, która fascynuje słuchaczy. I choć w samym Nazarecie Jego Słowo niestety nie zostaje przyjęte, bo On jest taki "nasz", taki "swojski", więc niemożliwe, żeby był kimś szczególnie ważnym, a co za tym idzie, godnym słuchania, to kiedy głosi w synagogach w Galilei, budzi zdumienie i zachwyt. Bo ogłasza nowe królestwo, w którym nie będzie bezradności, niewoli i jakiegokolwiek braku. Czyli odpowiada na najgłębsze pragnienia ludzi.

 

Przyznam, że ta moc Ducha robi na mnie wrażenie i to właśnie ona chyba chroni przed gwiazdorstwem. Myślę, że to szalenie ważne dla wszystkich głosicieli Bożego Słowa. Nie gwiazdorzyć, nie wierzyć w jakąś swoją szczęśliwą gwiazdę. Wskazywać na Jezusa i Jego orędzie. Gwiazdorstwo kończy się zwykle bardzo boleśnie. Przykładów wiele, media o nich huczą, gwiazdorzy próbują nadal pozostać gwiazdorami. A potrzeba mocy Ducha, który sprawi, że ludzie nie będą uwielbiać ojca X, czy ojca Y, ale będą uwielbiać Jezusa i tylko Jego. Modlę się o to właściwie każdego dnia o poranku. Żeby Pan uchronił mnie przed pokusą bycia gwiazdą w jakiejkolwiek dziedzinie. Ponieważ na tej pokusie demon bardzo chętnie żeruje. Zdaje się, że święta Teresa mawiała, iż on czasem wynosi człowieka bardzo wysoko, aby tym niżej później go strącić. Biada tym, którzy w porę tego nie zauważą! Oby więc Pan udzielił nam wielkiej trzeźwości i wskazał istotę naszego głoszenia, a zarazem wielką odpowiedzialność za tych, wobec których posługujemy. Bez tej odpowiedzialności za Słowo i za słuchaczy, nie można głosić dobrze, to znaczy nie można tak naprawdę uczestniczyć w misji Jezusa. Tworzy się jakąś własną misję i nie prowadzi się już ludzi do źródła, tylko wiąże się ich przy studni... Ja nie jestem źródłem. Źródło jest jedno i jest nim Pan...

 

Wczoraj to poczucie odpowiedzialności się we mnie jakoś zbudziło szczególnie, bo wybrałem się do Łęcznej. Odwiedziłem siostry franciszkanki i moich przyjaciół z Trójmiasta, którzy tam gościli. Szalenie miła wizyta i wiele radości. Ale jechałem tam busem, który był zapełniony ludźmi. Pomyślałem sobie w tej drodze, że Duch Boży nas łączy w różnych okolicznościach. Spotyka ze sobą różnych, całkiem różnych ludzi, nieznajomych. Ale łączy nas to, że za wszystkich umarł Chrystus i wszyscy należymy do Niego - wiedząc czy nie wiedząc o tym... Poczułem niezwykłe przynaglenie, żeby się modlić za tych ludzi, którzy tam ze mną jechali, poczułem się w jakiejś mierze, w bardzo maleńkim zakresie za nich odpowiedzialnym. A nie mogąc w tej chwili zrobić nic innego, chwyciłem za Różaniec. Ufam, że Służebnica Ducha Świętego uśmiechnęła się w tej podróży i do tego młodzieńca z puszką piwa i wulgarnym słowem na ustach, i do tej studentki, która opowiadała o szczegółach swojego egzaminu przez telefon tak głośno, że wszyscy je poznaliśmy, i do tego pana, który nie bacząc na ścisk, brutalnie przepychał się do wyjścia, bo przecież on zaraz wysiada, i do tej pani, która tuż za mną pokazywała drugiej pani znakomity pasztet, który właśnie na rynku w Lublinie nabyła... A oni wszyscy mają prawo usłyszeć o Jezusie, zobaczyć Go we mnie i w innych chrześcijanach. A potem wybrać - zachwycić się i pójść za Nim, czy odejść w irytacji... Ale żeby mogli wybrać to ktoś musi im głosić... Jezusa... Nie siebie! W mocy Ducha... Nie swoją mocą!