Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Hojny Dawca Czasu...

2013-01-16

zdj.za:http://technokratki.pl/2009/12/08/oryginalny-zegar-scienny/

Mili Moi...

No i takiej przedsesyjnej gonitwy czas nastał. Choć nadal jest pełen spokój, bo tak naprawdę, choć egzaminy są dość duże, to jednak tylko trzy, więc wciąż mam nadzieję...

 

Dobre wieści płyną z Gdańska, gdzie po naszych rekolekcjach zawiązała się wspólnota. Powolutku, jak wierzę, to zasiane w ludziach ziarno zacznie owocować i to nie tylko dla ich życia, ale również dla życia wielu innych, którzy są wokół. To wcale nie mała radość w kontekście Słowa, które od kilku dni przychodzi do mojego serca. Zaczął się kolejny cykl zwykły w roku liturgicznym. Czyli zaczęliśmy wspominać te wydarzenia, które prowadzą do objawienia Królestwa pomiędzy nami. Wysiłki Jezusa są skierowane na objawianie nam Ojca w codzienności. A dla mnie ma to bardzo konkretne konsekwencje. Oczywiście obiektywnie pewnie dla wszystkich ma, ale subiektywnie dla mnie, nie tylko one istnieją, ale odkrywam je i się na nie zgadzam. A jakie to konsekwencje?

 

Otóż Jezus wzywa mnie ponownie w ostatnich dniach do całkowitego podporządkowania moich działań Jego "sprawie", a może lepiej powiedzieć - Jego Osobie. Dziś uzdrawia teściową Piotra i wszystkich, którzy przychodzą do jego domu, wychodzi na modlitwę i wskazuje na kierunek - idźmy do innych miast, bo one też czekają... Zmieniają się pory dnia, a Jego misja się nie zmienia. Jest nieustannie ukierunkowany dla... Nie cofa się przed trudami i ofiarami. Chętnie je podejmuje, żeby nie zmarnować ani jednej chwili. Każda okazja jest dobra, żeby głosić, ukazywać, wprowadzać Królestwo Ojca w ten świat. Zdałem sobie sprawę, że mimo szczerych chęci, nadal trwonię mnóstwo czasu. Zamiast wejść całkowicie w misję Jezusa (w sensie dalszym, bliższym, czy bezpośrednim) wiele chwil mojego dnia przeznaczam na... no właśnie, nawet trudno powiedzieć na co. A bo to jakiś filmik w necie sie obejrzy, a bo to jakiejś piosenki się posłucha, a bo to jeszcze jakieś inne "nie cierpiące zwłoki" zadania się pojawiają. I rzecz jasna można powiedzieć - no, trzeba szanować swoją ludzka naturę, trzeba czasem odpocząć, także Jezus miał chwile wytchnienia. Owszem, miał... Ale czy moje zaangażowanie daje się w jakikolwiek sposób porównać do jego zaangażowania? 

 

Wczoraj i dziś chodzi za mną myśl, że święty Franciszek był pozbawiony tableta, laptopa, dostępu do internetu (a przecież wszystko to mogą być wspaniałe narzędzia ewangelizacji), ale posiadał... czas dla Boga, który rzeczywiście marnował dla Niego spędzając z Nim długie godziny i niosąc go wszystkim innym. Także tym, którym wówczas wydawało sie, że jest tyle innych ważnych spraw... Wszystko ma swój czas, ale pytanie na ile mój czas jest Bożym czasem, na ile jest wypełniony Jego sprawami, pozostaje nadal i nieustannie aktualne. Poranek i wieczór, dzień i noc, południe i północ - czy mój czas jest wypełniony Bogiem? A może są takie chwile dnia, kiedy Boga nie ma - w mojej świadomości i w mojej pamięci? Bo jeśli tak, to z pewnością ta sytuacja domaga się nawrócenia. Nie może być żadnej chwili, która by z Jezusa nie wypływała i ku Jezusowi nie zmierzała, nie może być żadnej chwili poza Nim, bez Niego, obok Niego... Wszystko, co robię, o czym myślę, co mówię winno mieć z Nim związek. Czy o poranku, czy w środku nocy. Czy zimą, czy latem... To właśnie o Franciszku napisano, że miał Jezusa w sercu i na ustach, w oczach, w dłoniach, w stopach... To dlatego mówiono o nim alter Christus...

 

I to jest istota mojego kapłańskiego powołania. Stawać się drugim Chrystusem, na moją miarę, na miarę Jego zadań na moje życie, na miarę Jego planów i marzeń o mojej egzystencji. To paradoksalnie powołanie każdego chrześcijanina - stawać się podobnym do Niego, naśladować Go. A każda chwila ma mi służyć ku temu pomocą. I żadna nie może być zmarnowana na coś, co ani od Jezusa nie pochodzi, ani do Niego nie prowadzi... Na takie "puste chwile" szkoda czasu. I dlatego boleję nad tym, że wciąż zbyt wiele go marnuję... Czytam ponownie to, co napisałem i czuję, że nie do końca potrafię ubrać w słowa to, co czuję, a w konsekwencji mogę nie zostać zrozumiany. Ale mimo to wrzucam tych kilka nieudolnych zdań z nadzieją, że czas nad nimi spędzony należy jednak do powierzonej mi misji i nie sprzeniewierzam się Najlepszemu Dawcy jakiego znam 🙂