Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

Nervosol dla wierzących - Słowo Boże...

2013-01-14

Mili Moi...

Niesamowicie pracowity weekend za mną. Aż sam jestem zdziwiony, że byłem w stanie tyle zrobić. Prac domowych nie brakuje, a że semestr się kończy, to trzeba ze wszystkim zdążyć. Dodatkowo mamy w ramach zajęć odbyć tzw. praktyki zawodowe, które w naszym przypadku polegają na hospitacji zajęć innych, niż na naszym kierunku. Więc w tym tygodniu ruszamy na podbój uniwersytetu, szukając profesora, który pozwoli posłuchać jakiegoś małego (dla nas przecież zupełnie pozbawionego kontekstu) wykładu, konwersatorium, seminarium i ćwiczeń. No, ale mus, to mus... Wybierałem się dziś na analizę źródeł łacińskich, ale siostra profesor się rozchorowała. Chyba więc zostanie mi wieczorem edytorstwo, a późnym popołudniem - duchowość życia konsekrowanego. Zawsze to coś do przodu...

 

Powoli robi się gorąco w kontekście sesji, wobec której ja czuję się jakoś niezwykle spokojnie. Moi kursowi koledzy szukają miliona artykułów, które mamy przeczytać, a ja? No, daleki jestem oczywiście od lekceważenia sobie sprawy. Po prostu czuję spokój. Może to także wpływ Słowa. Dziś dotarło do mnie, że wszystko to, co Jezus zapoczątkowuje swoim głoszeniem i nawoływaniem do nawrócenia, jest naprawdę niesamowicie mizerne w swych początkach. Obraz ziarna gorczycy, którego sam później użyje, jest bardzo adekwatny. I skoro to wszystko rozrasta się do tak nieprawdopodobnych rozmiarów, to musi być owoc działania Ducha Pańskiego. Przecież po ludzku to się udać nie mogło, nie było żadnych szans. Ani czas, ani miejsce, ani wyselekcjonowani apostołowie... Proste i po ludzku liche rozwiązania, które mają tak nieprawdopodobną moc oddziaływania do dziś. Skoro tak, to przecież nie mogę podejrzewać nawet, że Jezus nie wie o mojej sesji, że właśnie ona wymyka się Jego panowaniu. Skoro mnie tu przysłał, to obaj zrobimy zapewne, co należy do nas. On jest niezawodny. Ja? To się okaże (chociaż oczywiście zawodność jest wpisana w moją naturę - co do tego nie mam wątpliwości). Niemniej, nie ma we mnie jakiegoś nadmiernego stresu. On jest i czuwa - a co innego może liczyć się bardziej?

 

Podzielę się z wami owocami mojej pracy weekendowej, ponieważ znów mam podejrzenie, że raczej rzadko spotykacie się z takim rodzajem kazań w waszych kościołach. Ja, jak dotąd spotkałem się z czymś takim raz. A mianowicie chodzi o kazanie z elementami wizualizacji, czyli z wykorzystaniem jakiegoś malarskiego dzieła. Niniejsze kazanie dotyczy obrazu, który zamieszczam powyżej, a reszta... Przeczytajcie sami (chociaż kto mnie zna, ten wie, że nigdy nie wygłosiłbym tego w taki sposób, jak jest to napisane - styl pisany i mówiony to dwa różne style). Kazanie na święto Przemienienia Pańskiego...

 

Motywowanie do słuchania.

O, zaiste błogosławiona noc, w której się łączy niebo z ziemią, sprawy Boskie, ze sprawami ludzkimi - śpiewamy w starożytnym hymnie podczas Wigilii Paschalnej zwiastując radość udręczonemu przez grzech światu. Jezus wielokrotnie zapowiadał ten cud połączenia dwóch odrębnych rzeczywistości, mówiąc o swojej męce i zmartwychwstaniu, ale ani Jego uczniowie, ani tłumy nie zdołały tego pojąć. Dziś celebrujemy jedną z takich zapowiedzi, która miała na celu... No właśnie, nie uprzedzajmy faktów. Pozwólmy sobie na powolne ich odkrywanie, dziś, w święto Przemienienia Pańskiego. Pomoże nam w tym wielki malarz epoki renesansu, Raffaello i jego obraz zatytułowany właśnie "Przemienienie Pańskie"

 

Czas na zapoznanie się z dziełem...

 

Opis obrazu

W jednym dziele malarz zdecydował się umieścić dwie sceny ewangeliczne, które w zapisie autorów Ewangelii znalazły się w bezpośrednim sąsiedztwie. Łącząc je ze sobą malarz wskazuje na szerszy kontekst wydarzeń. W samym obrazie są one jednak oddzielone granicą światła. Górna część malowidła przedstawia Jezusa, któremu towarzyszą Mojżesz z tablicami i Eliasz z księgą, symbole Prawa i Proroków. Jezus z rozwartymi ramionami otoczony jest niezwykle jasnym obłokiem, tak rozświetlonym, że trzej obecni wraz z Nim na górze Tabor uczniowie (Piotr, Jakub i Jan), właśnie przebudzeni i zatrwożeni tym widokiem, przesłaniają oczy nie mogąc swobodnie patrzeć na tę scenę. Jezus, Mojżesz i Eliasz unoszą się w powietrzu, a ich szaty są rozwiane poprzez delikatny powiew wiatru. Szaty bohaterów są w stonowanych kolorach, aby uwydatnić biel szat Jezusa, która dzięki temu jest olśniewająca. W tle widać barwy świtu.

Całkowicie oddzielona od górnej części malowidła jest jego część dolna, na której widzimy scenę opisaną przez Marka  w dalszej części rozdziału 9. To wydarzenie dokonuje się w tym samym czasie, co scena na górze i przedstawia nieudaną próbę wyrzucenia przez uczniów złego ducha z młodego chłopca.

Po prawej stronie znajduje sie ojciec, który przyprowadza swojego syna poszukując pomocy u Jezusa. Jego wzrok wyraża zdumienie lub wysiłek związany z utrzymaniem dziecka. Odziany jest w zielone szaty symbolizujące nadzieję na uzdrowienie i uwolnienie. Chłopiec jest przedstawiony w dynamicznej pozie, która ukazuje wpływ złego ducha, który włada jego ciałem. Znakiem tego są również wywrócone oczy. Niezwykła jak na młodzieńca muskulatura pokazuje siłę demona. Również obnażenie chłopca jest znakiem braku wolności. Aby nie było wątpliwości, kto jest bohaterem tej części obrazu, w jego centrum znajduje się antyczna postać wskazująca na dręczonego chłopca.

Wokół znajdują się uczniowie, namalowani w pozycjach, które przedstawiają zdumienie, zainteresowanie, ale także lęk i niepokój. Powstaje wrażenie dużego zamieszania. Bezradność i nieumiejętność oraz poszukiwanie sposobu na rozwiązanie sytuacji ukazana jest poprzez ucznia z księgą umieszczonego na pierwszym planie. Dwóch uczniów odzianych w czerwone szaty wskazuje na górę, na której znajduje się Jezus, ale jednocześnie nie patrzą w tamtym kierunku. Są skupieni na "tu i teraz".

Dolna część obrazu jest spowita poprzez ciemności i w ten sposób ukazana jest odrębność obu doświadczeń ujętych przez malarza.

 

Rozważanie kontekstualne

Uczniowie zostali zabrani przez Jezusa na górę Tabor w bardzo szczególnym momencie. Kilka wersetów wcześniej u Mk czytamy o wyznaniu Mesjasza ustami Piotra i o surowym zganieniu tegoż Apostoła przez Jezusa w kontekście pierwszej zapowiedzi Jego męki. Uczniowie są bardzo zaniepokojeni. Nie wiedzą, co mają o tym myśleć. W nauczaniu Jezusa pojawia się nowy wątek, którego dotąd tak wyraźnie wobec nich nie ujawniał. Szczególnie Piotr musiał być wstrząśnięty tym, co usłyszał. Wszak to była zapowiedź, którą wstrząsnęła ich nadziejami, ich życiowymi planami, a nade wszystko ich wyobrażeniami, które dotyczyły Jezusa. Mija sześć dni od tamtych wydarzeń. Marek rzadko używa tak precyzyjnych określeń czasu. Trochę jakby chciał zaprosić czytelnika do pobycia z uczniami przez te sześć dni, do wyobrażenia sobie tego, co czuli. A po sześciu dniach Jezus zaprasza ich do wspólnej wędrówki. Z pewnością ten czas był okazją do powtórnego zbliżenia się do nich, do umocnienia nadwątlonej relacji.

Kiedy tam docierają, uczniowie zapadają w sen. Wprawdzie Marek nam o tym nie pisze, ale o ten szczegół ubogaca swój opis Ewangelista Łukasz. A wydaje się, że jest to szczegół niebagatelny. Odnajdujmy go również na oglądanym obrazie. W języku Biblii bowiem sen, to najczęściej obraz niemocy, czy wręcz kapitulacji wewnętrznej, bezradności, a nawet śmierci. Przypomnijmy choćby proroka Jonasza, który podczas swojej ucieczki przed Bogiem śpi, gdy na morzu szaleje wielka burza. Tych Apostołów z góry Tabor spotkamy jeszcze w Ewangeliach na innym wzgórzu, w Getsemani i tam również snem będą zmożeni. To ich sposób radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, to ich reakcja na niepokój serca. A przecież nie przypadkiem właśnie tych zabrał Jezus na górę. To im, tej wewnętrznej wspólnocie w gronie Dwunastu pokazywał rzeczy szczególne. Przecież to oni mu towarzyszyli kiedy wskrzeszał córkę Jaira. A dziś? Budzi ich zupełnie niesłychane zjawisko. nie wiedzą czy to jawa czy sen. Widzą wielki blask, słyszą szum i dostrzegają trzy postaci, w których z coraz większym zdumieniem rozpoznają Jezusa, Mojżesza i Eliasza. To może przerażać. I przeraża. Zaczynają coś mówić, proponują zbudowanie trzech namiotów. Marek dodaje, że to z lęku. Nie wiedzą, co mają mówić. I wówczas słyszą głos z obłoku - To jest mój Syn Umiłowany Jego słuchajcie. To ważne przesłanie dla tych zagubionych uczniów. Mają słuchać Jezusa, a nie siebie, swoich wyobrażeń, pragnień, czy planów. Przesłanie jest aż nazbyt wyraźne. Góra - miejsce objawień Boga, szczególny styk nieba z ziemią. Obłok - niczym ten, który osłaniał Naród Wybrany podczas ucieczki z Egiptu. Blask światła, który wszystko przemienia. Tak, bez wątpienia przemówił do nich Bóg.

Tymczasem na dole... Reszta uczniów została u podnóża góry nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Wkrótce jednak nadszedł człowiek prowadząc jakiegoś młodego chłopca. Szukają Jezusa, ale wobec Jego nieobecności przedstawiają swoją sprawę Jego uczniom. Okazuje się, że to ojciec i syn. Z opowieści wynika, że syn jest ciężko dręczony przez złego ducha. Jakby na potwierdzenie tych słów rozpoczyna się manifestacja, o której wspominał ojciec. A uczniowie próbują temu zaradzić. Odwołując się do dotychczasowych doświadczeń podejmują walkę. Nic jednak się nie dzieje. To musi ich bardzo zawstydzać, wszak towarzyszy temu spory tłum. A oni nic nie są w stanie zrobić. Na obrazie widzimy dwóch z nich, którzy gestami rąk wskazują na górę, jakby przeczuwali skąd może nadejść pomoc, ale ich wzrok jest nadal utkwiony w tym, co przyziemne.

 

 

Wyjaśnienie obrazu

I pomoc rzeczywiście nadchodzi z góry. Jezus wraca z trzema uczniami i dokonuje ostatecznego uwolnienia chłopca. Zdaje się, że właśnie to chciał uchwycić Raffaello. Potrzeba obecności Jezusa, aby styk nieba z ziemią się dokonał, aby zostało pokonane panowanie piekła, aby człowiek mógł doznać wyzwolenia. To wyzwolenie ma podwójny charakter. Po pierwsze uwolnieni zostają uczniowie. Od swoich wizji i przekonań, od pokusy układania historii po swojemu, od przekonania, że to oni najlepiej wiedzą jak będzie wyglądać to nowe królestwo zwiastowane przez Jezusa. Ta wizja, której doświadczają na górze jest dla nich samych osobistą pociechą i ma rozświetlić nadchodzące wkrótce mroczne wydarzenia związane z życiem Jezusa, ich Mistrza, a także z ich własnym życiem. Po drugie, malarz ukazuje, że tam, gdzie Jezusa nie ma, tam walka jest skazana na porażkę, tam człowiek sam nie zwycięży, tam panują ciemności, bezradność i lęk, tam nie pomoże żadne czysto ludzkie doświadczenie, wiedza, czy umiejętności. Światło pokonuje ciemności. Nie bez przyczyny w tle obrazu obserwujemy zorzę poranną, która jest zapowiedzią całkiem nowego porządku, który przynosi na świat Jezus, Ten, który łączy niebo z ziemią, sprawy Boskie, ze sprawami ludzkimi.

 

Ponowne spotkanie z obrazem

Warto, drodzy, abyście spojrzeli na ten obraz jeszcze raz i spróbowali w nim odnaleźć samych siebie. Bogactwo postaci, ich dynamizm i role przez malarza im przydzielone, mogą stać się dla nas wskazówką co w naszym życiu domaga się przemienienia w obecności Jezusa. Może to niemoc spowodowana przez demona, twój grzech, który cię paraliżuje i niczym udręczonego chłopca naraża cię na nieustanne niebezpieczeństwo utraty życia wiecznego. Może to twoje wyobrażenia, które niczym w życiu Apostołów, również w twoim życiu stają się kamieniem, o który nieustannie sie potykasz, bo Jezus, którego przedstawia ci Ojciec jest tak bardzo różny od Jezusa, w którego ty wolałbyś wierzyć. Może wreszcie twoje dotychczasowe doświadczenia, wiedza i przekonania nie pozwalają ci się otworzyć wewnętrznie i dokonać kroku w wierze, do którego być może Jezus zaprasza cię już od wielu lat. Ja nie wiem... Możliwe, że i ty jeszcze tego nie wiesz. Dlatego dostajesz do ręki kopie tego obrazu, abyś mógł spojrzeć nań jeszcze raz w najbliższe dni i nad tym wydarzeniem Przemienienia pomedytować...

 

Mistagogia

Najlepszą nowinę jednak mam dla ciebie na koniec. Apostołowie musieli jeszcze poczekać na pełne objawienie się chwały Jezusa. Doświadczyli przy tym wiele osobistego bólu, cierpienia, przykrości. Ty dziś jesteś na twojej górze Tabor, wybrany przez Niego i zaproszony na to spotkanie z Jezusem. I to nie jest już zapowiedź tej pełni Objawienia, które miało nastąpić w zmartwychwstaniu. Ten, który się z tobą spotyka jest Żywy, Żyjący. On przeszedł przez śmierć, po to, aby przemienić całkowicie twoje życie. Kiedy tu Go przyjmujesz do swojego serca, stajesz się do Niego podobny, Jego światło zaczyna rozlewać się w twojej codzienności. Cud przemienienia dokona się za chwile na twoich oczach. Zwykły chleb i wino staną się Chrystusem. Nasyć się Nim. Patrz na ten Jego blask. Bo kiedy to spotkanie dobiegnie końca, On znów zaprosi cię w dolinę, gdzie walka z demonem nieustannie trwa. Ale ty, w Jego towarzystwie, będziesz tam bezpieczny.