Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

wciąż wyrywany z pogaństwa

2013-01-07

zdj.za:http://doma1233.pinger.pl/m/5555113/smutek-to-nie-moja-sprawa-radosc-z-zycia-to-podstawa

Mili Moi...

Niezwykły weekend za mną. Nie bardzo miałem możliwość zasiąść do komputera, dlatego dopiero dziś piszę... Jakieś trzy godziny temu dotarłem do mojego lubelskiego domu. Jak mi tu dobrze!!! Mój kubek, mój fotel, moja książka... rozmarzyłem się 🙂 W każdym razie udało nam się tu dotrzeć w sześć godzin, co jest moim dotychczasowym rekordem. Mam nadzieję, że nie nadejdą wkrótce listy z baaaardzo drogimi zdjęciami w kiepskiej jakości... Nie łamałem aż tak bardzo przepisów... przynajmniej starałem się nie łamać...

Zacząć muszę od przemiłego spotkania ze wspólnotą Syjon w Elblągu. Dałem znać w południe, że dotrę na wieczór i chętnie napiję się kawki z tymi, którzy znajdą chwilę, ponieważ w okresie świątecznym nie było regularnych spotkań. Okazało się, że wiadomość przekazywana pocztą pantoflową zgromadziła wieczorem około... 40(!) osób, z którymi przy suto (a jakże by inaczej) zastawionym stole kolędowaliśmy i gawędziliśmy. Opowiedziałem oczywiście o wszystkim, co się u mnie dzieje i naprawdę ucieszyłem się ich widokiem. Jak to dobrze mieć świadomość, że są ludzie, którzy o mnie myślą, pamiętają i się za mnie modlą. Dobrze mi z nimi... I choć dołączyłem do grona "byłych opiekunów", to nie przestaję się o nich troszczyć duchowo i jestem zawsze gotów pomóc we wszystkim, co tylko w mojej mocy. Na szczęście są już na tyle dojrzali w wierze, że nie musze sie o nich zamartwiać 🙂

Trochę się bałem, że znów po wizycie w Sztumie będę chorował. Ale na szczęście okazało się (przynajmniej na razie), że był to fałszywy alarm i łamanie w kościach i bardzo kiepskie samopoczucie nie zwiastowało grypy. Całe szczęście, bo weekend był pracowity. Otóż w sobotę spotkaliśmy się w gościnnym klasztorze sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi na naszym comiesięcznym dniu skupienia z moimi świeckimi przyjaciółmi z Gdańska. Miało to być ostatnie spotkanie w naszym rekolekcyjnym cyklu, który trwa od niemal roku. Spotkaliśmy się w poszerzonym gronie, ponieważ tego dnia odbyła się również modlitwa o odrodzenie w Duchu Świętym, w której posługiwała nam zaprzyjaźniona wspólnota Effatha z Gdańska. Spotkanie było niezwykłe, jak na modlitwę o Ducha Świętego przystało i mam głęboką wiarę, że każdy z nich został obdarowany tym, co akurat najbardziej w życiu jest mu potrzebne. Z radością też mogę stwierdzić, że zawiązuje się nowa wspólnota w Gdańsku. Jej charakter z pewnością wkrótce się objawi. Niemniej ksiądz proboszcz parafii św. Stanisława Kostki z radością przyjął tę nową inicjatywę, a siostra Barbara została namaszczona na lidera tej wspólnoty.

Ale apogeum mojej radości nadeszło wraz z niedzielą, kiedy to spotkaliśmy się na Eucharystii dziękczynnej i na agapie. Tam miał bowiem miejsce punkt, który i dla mnie jest największą nagrodą podczas tych rekolekcji, punkt, który ja nazywam "oddaj chwałę Bogu". Eucharystia była połączona ze świadectwami. Poruszające, głębokie, wzruszające... Ileż tam łez się polało... Ale były to łzy prawdziwej przemiany życia. Bo kiedy słyszy się małżeństwo, które świadczy, że było źle, że mówili wprost o rozwodzie, a teraz... nie mogą przestać się przytulać i cały czas trzymają się za ręce, bo zakochali się w sobie na nowo... to jak nie płakać z radości. Kiedy widzi się twardych mężczyzn, którym podczas mówienie świadectwa łamie się głos i płyną łzy... to jak nie płakać wraz z nimi z radości. Kiedy słyszy się o cudach przebaczenia, o uzdrowieniu ran wyniesionych z historii, o nowych pragnieniach, których dotąd nie było, a które są związane z Panem Bogiem, jak nie płakać... Łzy same napływały mi do oczu, a jednocześnie byłem z nich niesamowicie dumny. Zmienili się... Jeszcze rok temu, jestem przekonany, nikt z nich nie wyszedłby i nie opowiadał tak osobistych, wewnętrznych przeżyć publicznie. Wczoraj byli już w stanie. Pan Bóg jest taki dobry... Tak bardzo dobry... Znów pozwolił mi obudzić siedemnaście kolejnych osób. Ufam, że już w swojej wierze nie zasną, że nie wrócą do punktu wyjścia, że wyruszą w tę drogę, która kosztuje wiele wysiłku, ale której nie zamieniłbym na inną...

Dzisiejsza Ewangelia znów zrealizowała się na moich oczach. Jezus kolejny raz wyprowadził grupę ludzi z pogaństwa (mnie razem z nimi i dzięki nim, bo ja do nich należę i ciągle z pogaństwa wyłażę). Objawił swoją chwałę, zszedł na niziny, nie wzgardził nami. Po prostu chciał z nami być. Nie spóźnił się. Nie postawił żadnych warunków (jak zwykle!). Przyszedł zupełnie za darmo, z jednym tylko pytaniem - czy tego naprawdę chcesz? Przed nami wielki wysiłek, żeby ocalić w sobie tę decyzję - chcę!!! Każdy dzień to konieczność wypowiadania jej na nowo. każdy na swojej drodze, w swoim powołaniu, wśród swoich... Ale On stoi przy każdym z nas i już nigdy nie pozwoli nam zapomnieć słów - chcę, aby Jezus Chrystus był moim jedynym Panem i Zbawicielem, obieram Go jako mojego jedynego Pana... On już nigdy nie zrezygnuje. On się nie podda. On będzie konsekwentny...

Moi gdańscy przyjaciele... I wam tej konsekwencji życzę... I o nią się dla was (dla nas) modlę 🙂