Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

do Niego podobni???

2013-01-03

zdj.za:http://de.gloria.tv/?media=271373

Mili Moi...

Oto Baranek Boży, mówi dziś Jan w Ewangelii... Staram się szukać w tych słowach jakiegoś wewnętrznego ukojenia, bo doświadczam ostatnimi dniami duchowego napięcia, które wybrzmiało wczoraj w odczytywanej Ewangelii - ja nie jestem Mesjaszem... Czynię z tego swoistą modlitewną skargę przed Panem w kontekście powierzanych mi ostatnio spraw. Jest ich tak wiele, że jestem mocno zmęczony także tą duchową walką, którą podejmuję w niektórych intencjach. Spotykam się w ostatnich sniach z cierpeiniem fizycznym, którego oswiadczają moi przyjaciele, ale nie tylko. Bywa również cerpienie moralne, duchowe, płynące z doświadczenia krzywdy, które stało się ich udziałem ze strony innych ludzi. Polecają mi swoje sprawy, ufając, że moja modlitwa może pomóc, a ja... Doświadczam niezwykłej bezradności. Oczywiście modlę się, ale mam też poczucie, że samam modlitwa to nie wszystko, że bywają sytuacje, w których trzeba pomóc bardzo realnie, a ja tego z różnych przyczyn nie mogę uczynić. I ta bezradność mnie złości. I z tą bezradnością staję przd Bogiem, mówiąc Mu o tym, że jeden jest Mesjasz i to On zbawia świat, nie ja... Oczywiście wiemy to obaj, i ja i On. Po co więc o tym przypominać? Bo ja muszę to po raz kolejny usłyszeć. Muszę usłyszeć, że jeden jest Baranek Boży i to On rozwiązuje ludzkie problemy, nie ja. Jeden jest Pan i Zbawiciel, jeden Uzdrowiciel, jeden Prawodawca... A ja nie chcę, zdecydowanie nie chcę wchodzić w Jego rolę. Staram się to też uzmysławiać proszącym o wsparcie, żeby mnie nie przeceniali, żeby właściwie lokowali swoje pragnienia. Ja czuję się bardzo biedny, doświadczam nieustannie swojej niemocy, słabości, bezradności... Napięcie, to słowo oddaje moje obecne przeżywanie codzienności i nie ukrywam, że jest ono niemałym ciężarem. Czekam więc z niecierpliwością na powrót do domu. Tam jestem trochę zapomniany, tam tych wszystkich trosk dociera do mnie mniej... Nie umiem ich wszystkich udźwignąć. Brakuje mi sił...

Nie oznacza to, że szukam iluzorycznego, czy wyidealizowanego świata, w którym cierpienia nie ma. Nawet jednak biorąc pod uwagę kapłańskie serce, w którym wiele się mieści, doświadczam swoich granic. Muszę je uszanować i ich nie przekraczać, bo pożytku z tego nie odniosę ani ja, ani ci, którzy przychodzą po pociechę. Muszę chwilę odetchnąć, skupić się, zanurzyć się w Bogu. Nie mogę się doczekać dnia skupienia. Jestem człowiekiem! A to ci nowina... Jestem ograniczony! Ale niespodzianka... Cieszę się, że Słowo mi o tym przypomina. Cieszę się, że wskazuje na Jedynego. Z drugiej strony tyle spraw, tylu cierpiących ludzi, tyle braków... Nie da się być obojętnym. I to jest jakaś moja troska, kolejna nieumiejętność, której na tę chwilę nie umiem rozwiązać - jak znaleźć właściwą proporcję? Służyć możliwie maksymalnie z jednoczesnym uwzględnieniem swoich możliwości przy założeniu, że Bóg w każdej chwili może je poszerzyć. Temat na rozmyślanie..

Czytam "Zapiski więzienne". Wciągnęła mnie ta lektura. Może i ona przykłada się nieco do "podniesienia mi ciśnienia". Tyle niesprawiedliwości, taka bezduszność aparatu państwowego, której doświadczył człowiek niesłychanie pokorny i szlachetny. Znosi swoje cierpienie z niezwykła godnością, ale jednocześnie z podobną godnością protestuje przeciwko zadawanemu mu gwałtowi. Podobnie jak Jezus podczas procesu, kiedy został spoliczkowany. Sam Baranek Boży pokazuje, że obrona przed wulgarną złośliwością jest nie tylko możliwa, ale wręcz wskazana, niezależnie od efektu, jaki uda się dzięki tej obronie uzyskać. Przed złem wolno się bronić i należy się bronić. Ne dać się mu zwyciężyć, ale zwyciężać je dobrem. Patrzeć z odwagą w oczy tym, którzy krzywdzą. Nawet przez łzy widzieć w nich ludzi. Pogubionych. Upodlonych. Złamanych. Ale zawsze ludzi... Wielka to rzecz. I wcale nie mniej aktualna dziś, kiedy wulgarna złość wprost wylewa się na ludzi, których jedyną winą jest to, że twierdzą, że nie wszystko wolno, że w życiu liczy się coś więcej, niż pełna miska i wakacje w Egipcie. Mam okazję oglądać więcej telewizji, niż zwykle, ponieważ telewizor stoi w pokoju, w którym mieszkam. Ileż podłości, ile raniących słów, ile pogardy! Płynie to wszystko do wnętrza widza, który już tak do tego przywykł, że ani myśli protestować. Nawet go to bawi - że znów komuś przyłożono, że znów ktoś się skompromitował (bo przecież tak to oceniono w mainstreamowych mediach). Smutny obraz osłabiania człowieczych odruchów miłośc i solidarności. Człowiek, który istnieje sam dla siebie w nieprzyjaznym świecie... Grzech zakrywa woalem prawdziwe piękno brata... Jedyna nazieja w Baranku Bożym, żeby się rzeczywiście objawiło czym nas chce mieć, jak pisze dziś Jan. Będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest - i nie wiem czy postawić tu kropkę, czy raczej znak zapytania. Ale jako że Jan stawia kropkę, to i ja z nadzieją czynię podobnie.