Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

wskrzeszanie umarłych...

2012-12-21

zdj.za:http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,12723876,Kartka_z_napisem__Grob_do_likwidacji__Cmentarz_walczy.html

Mili Moi...

Jestem w Gnieźnie. To takie miejsce szczególne dla mnie, bo tu spędziłem pierwszy rok mojego zakonnego życia. Pamiętam, że w okresie świątecznym, jako nowicjusze mieliśmy zakaz poruszania się po kościele, żeby "nie drażnić" ludzi, którzy stali w kilometrowych kolejkach do spowiedzi i na których każdy zakonnik, który ośmielał się spacerować po kościele, a nie siedział w konfesjonale działał jak czerwona płachta na byka. Bywało, że ludzie tracili cierpliwość 🙂 Wtedy marzyło mi się, żeby te kolejki rozładowywać... Myślałem sobie - Boże, jak długo jeszcze do tych święceń kapłańskich, jak bardzo chciałbym już zasiąść w tym konfesjonale i spowiadać, spowiadać, spowiadać... Minęło wiele lat. A Pan pozwolił zrealizować młodzieńcze marzenie. Przyjechałem do Gniezna spowiadać. I choć kolejki są nieco mniejsze (co nie znaczy, że małe), to nadal roboty nie brakuje. Dziś co prawda tylko cztery godziny spędziłem w  konfesjonale, ale zawsze to coś 🙂 Mam jeszcze jedno gnieźnieńskie marzenie. Od zawsze marzyłem, żeby latem, o wschodzie słońca sprawować Eucharystię w jednej z katedralnych kaplic. Może i to marzenie kiedyś się ziści...

 Za to dziś wybrałem się do miasta po kartki świąteczne, ponieważ okazało się, że mam ich za mało, a jak zwykle jestem nieco zapóźniony i dopiero zabrałem się za ich wypisywanie. Dojrzałem ostatnimi laty, ponieważ jeszcze niedawno pisałem jakiś tekst na komputerze i wysyłałem go do wszystkich. Schludnie, szybko, skutecznie... Chyba od dwóch lat wróciłem do ręcznego pisania kartek. Po pierwsze, żeby ocalić jedną z piękniejszych tradycji, po drugie, żeby włożyć w to więcej siebie, po trzecie, żeby te kartki miały jakąś duszę... Ale oczywiście, żeby napisać coś na kartce, powinna być ona pusta. I tu zaczynają się schody... Ponieważ większość producentów adresuje swój wyrób do klienta, którego delikatnie określam jako "leniwego idiotę", to znaczy jest to ktoś, kto z pewnością ucieszy się, że jakiś koleś w szelkach ułożył już życzenia za niego i wystarczy się tylko podpisać pod sztampą taką, że aż zęby bolą... A najgorsze w tym wszystkim jest to, że lud pracujący miast i wsi owe kartki tonami kupuje. Sprzedawcy zaś, wyczuwając biznes, sprowadzają głównie taki chłam. Ostatecznie nałaziłem się dziś po Gnieźnie i znalazłem kilka pustych w środku kartek po pięć złotych!!! Oczywiście poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko, bo nie tylko miały być puste w środku, ale jeszcze miały zawierać motywy religijne, a to już przecież jest jakieś ekstremum... Zacząłem od katolickiej księgarni, o której do dziś miałem dobre zdanie, ponieważ jest znakomicie zaopatrzona. Okazało się, że kartek spełniających moje kryteria było... jedna 🙂 Pani z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że "to się już wszystko kończy" (nie wiem co prawda czy chodziło o kartki, czy o czas przedświąteczny, a może o świat, który dziś miał ulec zagładzie...). Nie przeszkadzało to pani roztoczyć przede mną miliona innych, zadrukowanych już kartek... Te dziwnym trafem się nie kończyły. Kiedy powiedziałem, że nie interesują mnie kartki dla leniwych idiotów, pani zrobiła wielkie oczy i stwierdziła, że innych nie ma... Ktoś powie - żebyśmy tylko takie problemy mieli... Pewnie tak. Racja. Ale jest to jednak nieco frustrujące. Nie ma to jak księgarnia katolicka na Świętojańskiej w Gdyni. Tam zawsze mieli dla mnie kartki i nikt się nie dziwił, kiedy o takie właśnie prosiłem 🙂

Cicho! Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach. Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia. Oto stoi za naszym murem, patrzy przez okno, zagląda przez kraty. Miły mój odzywa się i mówi do mnie: Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź! Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic, i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną. Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź! Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały, w szczelinach przepaści, ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć swój głos! Bo słodki jest głos twój i twarz pełna wdzięku.

Nie mogłem się oprzeć i musiałem to dzisiejsze czytanie tu zamieścić. Ono niesie ze sobą tyle miłości!!! Wiosna i życie, życie dostępne dla wszystkich. Wszak Pan przyjdzie niebawem. Czekamy na dar życia. Myślę sobie jak wiele osób jest tego życia spragnionych. Dziś w konfesjonale mówiąc o Jego miłości, spotykałem osoby, które były jej spragnione niczym pustynia wody. Każde słowo było jak kropla. Czułem wyraźnie w sercu co mam mówić. To jest niezwykły dar Ducha dla spowiedników. Słowa same się pojawiają, trzeba im tylko pozwolić płynąć. Niosą ukojenie, nadzieję i radość. Czasem pojawia się takie zwykłe, pełne wzruszenia - ojcze, dziękuję... Nie trzeba większej nagrody. Dotarło. Życie się objawiło.

Ale czasem... Twarda skała po drugiej stronie kratki... Żadna czułość i serdeczność jej nie skruszą. Trzeba albo dynamitu, albo młota pneumatycznego. Wstrząs. Z tym czuję się gorzej, choć wiem, że to dla zdrowia czasem konieczne. Żeby dotrzeć do wnętrza, zdjąć maski nakładane od lat, przedrzeć się do tego, co żywe, co jeszcze żywe... I dziś doświadczyłem, że misja wskrzeszania umarłych, którą kapłanom zlecił Jezus, jest jedną z najtrudniejszych. Z potęgą śmierci nie upora się żaden człowiek. Tylko Jezus. Pan Życia. Jemu chwała na wieki...