Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Pan jest blisko...

2012-12-19

Mili Moi...

I tak to dziś dotarłem do domu, po dziesięciogodzinnej jeździe. Jakieś koszmarne wypadki ze skutkiem śmiertelnym sprawiły, że najpierw długo stałem w korku, a potem próbowałem wszystko jakoś objechać i przy okazji zwiedzałem wieś polską... Bałem się, że utknę w tych polach i znajdą mnie na wiosnę 🙂 Ale na szczęście dotarłem, trochę się już ogarnąłem i aktualnie delektuję się radościami...

Pierwsza z nich to tegoroczne rekolekcje adwentowe, które należą już do historii. Zarówno w maleńkim Starym Dzierzgoniu, jak i w dużym Włocławku. Wielka życzliwość ludzi i ich autentyczne zasłuchanie w Słowo naprawdę mnie ucieszyły. Kosztowało mnie to wszystko sporo energii, ale mam pewność, że było warto. Przy okazji nawiedziłem moich niegdysiejszych gospodarzy, którzy gościli mnie na noclegach, kiedy jeszcze chadzałem z naszą elbląską pielgrzymką zanim wstąpiłem do zakonu. Nocleg był cudowny, bo po pierwsze tuż przy kościele, a po drugie, państwo Molińscy nieba by nam uchylili. Nie sposób więc było nie zajrzeć do nich choć na chwilę, kiedy teraz głosiłem rekolekcje w tej parafii, w której tak wiele życzliwości w życiu zaznałem... Nawiedziłem też siostry Wspólnej Pracy (ciekawa nazwa nie?) i spędziłem z nimi szalenie miłe popołudnie. Większość bardzo sędziwych sióstr, ale może to właśnie wiek sprawia, że mają tak ogromny szacunek do kapłaństwa... No i bracia orioniści też mnie sympatycznie gościli. Naprawdę piękny czas...

Druga radość to wizyta na naszym klasztornym koncie... Otóż okazało się, że pojawił się tam wpływ, który jest bardzo miła niespodzianką. Otóż przyznano mi stypendium! Oczywiście nie naukowe, ponieważ jeszcze żadnych sukcesów w tej dziedzinie nie mam. Ale jest to swoista zachęta do zdobywania takowych, a otrzymałem je na podstawie wyników osiągniętych jeszcze w seminarium. Będzie to solidny zastrzyk finansowy dla naszej wspólnoty, otrzymywany co miesiąc. No mała rzecz, a cieszy...

A trzecia radość to fakt, że jutro jedziemy w dalszą drogę. Najpierw udaję się do Gniezna, aby w naszej wspólnocie pomóc braciom w przedświątecznym spowiadaniu. Tam "noc konfesjonałów" trwa pod koniec adwentu nieustannie. Ludzi jest zwykle tak dużo, że kończy się posługę późną nocą i to wypraszając ludzi z kościoła (z zaleceniem, żeby jednak przyszli rano)... A w Wigilię jadę do Sztumu...  na całe dwa tygodnie. Odpoczynek i relaks. Zbieranie sił, bo po powrocie ze świąt homilię narracyjną trzeba będzie napisać, kolejny test z angielskiego, no i pierwsza sesja za pasem... Ale nie myślmy na razie o tak odległych zajęciach 🙂 Na razie galopują ku nam święta...

Co prawda świat nie wie już co świętujemy, ale... przypomnimy mu 🙂 Dziś słuchałem radia w samochodzie. Na pytanie skierowane do dzieci - co świętujemy?, padały odpowiedzi - ozdoby, prezenty, Mikołaja, śnieg... I ktoś powie - to tylko dzieci, mówią o tym, co jest dla nich ważne. Jasne. Zgadzam się... Ale czy dorośli zupełnie szczerze mogliby odpowiedzieć inaczej? A może musieliby powiedzieć dokładnie tak samo chcąc zdobyć się na prawdomówność? Śnieg, ozdoby, prezenty... Wszystko jest ważne, a Jezus na ostatnim miejscu... Tak sobie dziś pomyślałem, kiedy pani w radio zachwycała się, że wreszcie kobiety w Irlandii będą miały dostęp do nowoczesnych zdobyczy ludzkości, a konkretnie rzecz ujmując - do aborcji (bo państwo postanowiło ugiąć się wobec potężnego lobby), że mnóstwo takich newsów towarzyszy tajemnicy Bożego Narodzenia... Czekam jeszcze na jakiegoś nowego księdza pedofila i oczywiście na pikantny artykuł dotyczący wizyty duszpasterskiej... Musi ten demon w piekle strasznie cierpieć z okazji tego święta, skoro jego nienawiść tak się potęguje w tym czasie... Potrzeba odważnych serc... Jak bardzo potrzeba odważnych serc. Naprawdę nadchodzi czas walki. Wielkiej duchowej batalii o duszę świata. Najważniejsze, że On znów się narodzi... I nie będziemy sami... I zniknie lęk... Pan jest blisko...

A wieczorem sprawowałem Eucharystię za moich duchowych dobrodziejów - tworzących Margaretki, tych, którzy adoptowali mnie w ruchu modlitw za kapłanów i tych, którzy po prostu się za mnie modlą. Niech Pan Wam wynagrodzi Waszą dobroć...