Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

nawracać (się) we Włocławku...

2012-12-16

 zdj.za:http://en.wikipedia.org/wiki/File:Teodor_Axentowicz_-_Anachoreta.jpg

Mili Moi...

No i zakończyliśmy wczoraj wieczorem rekolekcyjne boje w Starym Dzierzgoniu. Chyba trochę wyszedłem z wprawy, bo czułem się zmęczony bardziej, niż kiedyś. A może to jest ta starość, o której wszyscy mówią... może ona właśnie tak się objawia... Tak, czy owak, wyruszyłem wczoraj wieczorem w kierunku Włocławka i dotknął mnie jakiś śnieżny Armagedon. Sypało bardzo gęsto, drogi wiejskie, szybko zawiewane, oczywiście żadnego odśnieżania... Jechałem pięćdziesiąt na godzinę z nosem przy szybie, bo świata nie było widać. I tak aż do Grudziądza. A tam - deszcz... Na szczęście nie zdążył zamarznąć i jakoś bezpiecznie dotarłem do księży orionistów, którzy oczekiwali na mnie i serdecznie mnie przyjęli.

A od dziś do wtorku głoszę w parafii, którą bardzo lubię, bo ona mi się zawsze kojarzy z pielgrzymkowym trudem. Dzień, w którym dochodzimy do Włocławka jest jednym z trudniejszych dni pielgrzymki i rzeczywiście pod wieczór ryjemy nosem asfalt. A tu, w tym miejscu spotykamy się zawsze z dużą życzliwością. Jak musimy wyglądać? Uświadomiła mi dziś jedna z sióstr zakonnych stwierdzając, że w życiu by nie pomyślała, że mogę tak energicznie głosić, bo kiedy widziała mnie na pielgrzymce... No rzeczywiście - obraz nędzy i rozpaczy 🙂 W każdym razie w tej wielkiej, siedemnastotysięcznej parafii goszczę od wielu lat i cieszę się, że teraz mogę tu głosić Słowo. Czuję się tu dobrze... Jak to w zakonie. Człowiek powołany do wspólnoty, zawsze czuje się we wspólnocie dobrze. Doświadczyłem tego już nie jeden raz. I tym razem jest podobnie. Jedno, co mnie smuci to frekwencja. Z tych wspomnianych siedemnastu tysięcy, do kościoła chodzą trzy... To oczywiście widać, bo ludzie giną w ogromnym kościele. Włocławek rzecz jasna ma swoją renomę, a teren tej parafii jest szczególnie trudny, bo zamieszkuje w niej wielu aktywnych budowniczych poprzedniego ustroju, a oni nadal się Panu Bogu nie narzucają...

 Jest to wielkie wyzwanie duszpasterskie, oczywiście większe dla kapłanów tu pracujących, niż dla mnie. Ja jestem tu tylko trzy dni. Ale kiedy dziś proboszcz witając mnie, użył porównania do Jana Chrzciciela, że podobnie jak On przygotowuję tę parafię na przyjście Mesjasza, to przyznam szczerze, że zadrżałem. Bo to jest niesłychanie wielka odpowiedzialność, bo sama taka myśl unaocznia mi jak bardzo kapłaństwo mnie przerasta. Gdyby nie Jezus i Jego moc, to z cała pewnością nie mógłbym pełnić tej funkcji, bo idzie o rzeczy zbyt ważne i one są dla zwykłego człowieka po prostu nie do udźwignięcia. Kiedy staję na ambonie i uświadamiam sobie, że wychodząc na nią, mam za zadanie pomóc ludziom przyjąć łaskę zbawienia, podprowadzić ich do odkrycia Jezusa, przekonać, że warto iść nieustannie w głąb tego, co wiarą się nazywa, to rzeczywiście mam takie poczucie, że ludzkie słowa nie mają takiej mocy, że muszą one być namaszczone mocą Ducha Świętego, żeby zadziałały, bo inaczej nikt ich nie będzie słuchał, nikt ich nie przyjmie do swojego serca i nimi się nie przejmie. A kiedy czasem Pan daje mi poznać i zobaczyć owoce tego głoszenia, to jestem niepomiernie zdumiony, jak bardzo głęboko i w jak tajemniczy sposób Bóg wchodzi w ludzkie życie poprzez swoje Słowo. Wówczas nic innego nie umiem robić, jak śpiewać z radości i dziękować Mu, że zechciał się mną posłużyć w tak niesamowitym dziele. Bo to rzeczywiście przypomina rodzenie. Dlatego święty Paweł pisał, że nauczycieli wielu, ale niewielu ojców... Nie jest łatwo rodzić w wierze. I to zawsze kosztuje.

Jan Chrzciciel, patron Adwentu. Ludzie mu ufają. Przychodzą po radę - co mamy czynić? Różne stany i zawody, a on dla każdego ma jakieś słowo umocnienia i pociechy, wskazówkę. Jego sposób życia przekonuje, uwiarygodnia jego głoszenie. Nad tym się często zastanawiam. W czym winienem się nawrócić, żeby moje życie wzmacniało przekaz. Rzecz jasna nie chodzi o żadne udawanie, ani o coś sztucznego. Chodzi raczej o autentyczne świadectwo tego, że sam żyję tym, co głoszę. Tak wiele mi jeszcze brakuje... W moim przypadku to nie jest szarańcza, ani pas około bioder. Nie chodzi też o skóry wielbłądzie, żeby się nimi odziewać. Idzie raczej o wielkie pragnienia duchowe, które wciąż trudno wcielić w życie. Bo to albo odwagi brakuje, albo zdecydowania, albo wytrwałości, albo wszystkiego naraz. W każdym razie być dziś Janem Chrzcicielem nie jest łatwo. Nigdy pewnie nie było i nie będzie, ale misja trwa, do wtorku we Włocławku... Oby więc Duch Pana nie omijał mnie i moich słuchaczy...