Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

no i jeszcze o tęsknotach...

2012-12-11

 zdj.za:http://owczy.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?101

 

Mili Moi...

Dziś dzień armagedonu... Jak w każdy wtorek. Dużo tych zajęć. Wieczór coraz późniejszy, a ja jeszcze w tak zwanym proszku. Pralka pierze, plecak jeszcze niedopakowany, artykuł na jutro (50 stron) do przeczytania... A ani chwili dzisiejszego dnia nie uroniłem. No może godzinkę na spotkanie z braćmi, ale i one są konieczne, żebyśmy nie spędzali czasu wspólnie tylko na uczelni, ale również poza nią. A że mieliśmy godzinną przerwę w zajęciach...

W każdym razie jutro po lekcjach wyjeżdżam na rekolekcje do Starego Dzierzgonia. To niewielka wioska blisko Sztumu, mojej rodzinnej miejscowości. Nie powiem, żebym czuł się mentalnie przygotowany do głoszenia. Nie lubię startować z biegu, a tak właśnie będzie tym razem. Treści gotowe, ale ja wewnętrznie zajęty czym innym. A przecież rekolekcje to ważny czas. Nawet dziś na zajęciach nasz profesor stwierdził, że dla niego jest czymś oczywistym, że przed głoszeniem rekolekcji, rekolekcjonista winien iść do spowiedzi. Omawialiśmy bowiem stopień obecności Chrystusa w głoszonym Słowie. A że należy do głoszenia podchodzić z taką samą czcią jak do sprawowania sakramentów, to zrozumiałe, że kondycja duchowa głosiciela nie jest tu bez znaczenia, a wręcz przeciwnie, przekłada się również na skuteczność głoszenia... U spowiedzi byłem wczoraj, ale nie zmienia to faktu, że nie czuję się gotów na głoszenie... Ani należytego wyciszenia, ani przygotowania wewnętrznego... Przedziwne. A przecież na studiach już na to wszystko miał być czas. Widać trzeba ten pogląd między bajki włożyć.

 Jedno ciekawe wrażenie z dzisiejszego seminarium naukowego. Spotykamy się na nim wszyscy. To znaczy ci, którzy studiują homiletykę i przymierzają się do rozprawy doktorskiej. Oczywiście my, jako najmłodsi, jesteśmy na razie obserwatorami bardziej, niż uczestnikami. Ale refleksja dzisiejsza była taka, że niektórzy studenci czwartego roku są od nas lepsi... o tytuł swojej rozprawy, który został zatwierdzony przez radę wydziału. A poza tym nie mają nic... I to, przyznam szczerze, trochę dziwi. Bo oczywiście stopień trudności prac jest zróżnicowany, ale jednak... Stwierdziliśmy rzecz nad wyraz oczywistą - samo się nie zrobi 🙂 Może to i dobrze, że tak szybko taka obserwacja. To może uratować nasze studenckie życie 🙂 Nie wyobrażam sobie na dzień dzisiejszy takiej sytuacji, że na czwartym roku nie mam zrobione absolutnie nic... Ale może mam zbyt słabą wyobraźnię...

W każdym razie poruszyło mnie dziś mocno Słowo. O owcy, która jest nieustannie przed obliczem Ojca, na której Ojcu zależy, która została powierzona trosce pasterza. Pomyślałem sobie, że wiele owiec już spotkałem na moich drogach. I wszystkie one w jakimś sensie na zawsze pozostaną "moimi owcami". Oczywiście dziś już inni pasterze się wokół nich trudzą, ale kawałek drogi w tym ziemskim życiu szliśmy razem, starałem się o nie troszczyć, jak umiałem i nie wolno mi o nich zapominać. To Słowo dziś przyszło w szczególnym momencie, bo tuż przed otwarciem Pisma, otworzyłem maila od owcy, o którą kiedyś bardzo się troszczyłem. Dziś dzieli nas duża odległość i ta troska wygląda inaczej, ale czasem zdarza się, że wspomniana owca się odzywa. Sprawia mi to ogromną radość. Zresztą jest przynajmniej kilka takich owiec, które nadal chcą korzystać z mojej pasterskiej posługi, mimo że jesteśmy daleko od siebie i to jest dla mnie niezwykle wzruszające. Ta dzisiejsza owca napisała piękne słowa - wiem, że jesteś zajęty i masz bardzo wiele owiec, ale ja wciąż mam tylko Ciebie... Kiedy słyszę takie słowa wypowiedziane przez szczere usta, to serce mi topnieje. Nie dlatego rzecz jasna, że widzę wówczas jak bardzo niezastąpiony jestem, ale raczej dlatego, że widzę jak wielką odpowiedzialnością Pan mnie obdarował i jak wiele może znaczyć moja duchowa troska dla kogoś, kto jej potrzebuje.

Bardzo mocno dziś do mnie dotarło, że Pan Bóg konsekwentnie prowadzi mnie nie na stadiony, do mas, ale do bardzo konkretnych, pojedynczych osób, którym mam zaofiarować moją duchową przyjaźń i pasterskie serce. Słowo dzisiejsze odsyła do 34 rozdziału Księgi Ezechiela, w którym Pan grzmi przeciwko niegodziwym pasterzom i zapowiada, że sam będzie pasł swoje owce. Ten fragment jest mi szczególnie drogi, ponieważ stanowił on cząstkę mojego proroctwa, które otrzymałem podczas rekolekcji REO w dawnych czasach, kiedy jeszcze od kapłaństwa dzieliły mnie całe lata świetlne. Już wówczas Pan pokazywał mi na jakim pasterzowaniu Mu zależy i do jakiego mnie zaprasza (a może raczej, jakiego ode mnie nie oczekuje). Do dziś noszę to Słowo w sercu i z ufnością Go błagam, aby pozwolił mi być pasterzem według Jego serca, aby nauczył mnie takim być. Przede wszystkim, żebym nie popełniał błędów - choćby, żebym nie wiązał ludzi ze sobą, ale odsyłał ich do Jezusa, abym zawsze prowadził ich do Niego. Po wtóre, żebym nie ranił i nie krzywdził owiec. Wreszcie, żebym był zawsze bardzo, ale to bardzo wrażliwy. Jest tak wiele zabłąkanych owiec, do których nikt nie ma cierpliwości. Ja też nie czuję się mistrzem jeśli o tę cnotę chodzi, ale wołam do Pana, aby mi jej udzielił, bo w pasterzowaniu wydaje się ona szczególnie cenna.

A zatem posłany do pasterzowania. Bardzo biedny duchowo, kiedy sam się za to zabieram, ale przebogaty, kiedy uczę się od Jezusa i kiedy korzystam z Jego łaski. Biedak wśród biedaków. Pasterz wśród owiec. Ale i owca w Owczarni Pana. Uczęń... Nie jest wolą Ojca, aby zginęła, któraś z tych najmniejszych owiec, także spośród mnie poleconych. Dziś zawierzyłem Duchowi Świętemu wszystkie owce, z którymi kiedykolwiek mnie Pan zetknął, zwłaszcza te, które On sam uczynił mi szczególnie bliskimi, te, o które kazał mi się troszczyć szczególnie czy to w konfesjonale, czy w kierownictwie duchowym. Ufam, że dziś inni pasterze nie szczędzą sił, aby te owce były bezpieczne.

Pięknie napisała ela.b w komentarzu pod poprzednim wpisem, że widzi mnie z owcą na ramieniu 🙂 Uroczy obraz, a ja bardzo pragnę, aby był prawdziwy. Bo sam o sobie z takim optymizmem nie myślę. Tak wiele mi brakuje. Pewnie wciąż musze się wiele nauczyć i nic w tym dziwnego. Jak wielu innych rzeczy, tak i pasterzowania można. Byle tylko zdążyć przed opuszczeniem tego świata. I byle nie ranić swoją nieumiejętnością... No i zawsze szukać zagubionych... zawsze!