Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

Boża nanorurka...

2012-12-03

 zdj.za:http://kopalniawiedzy.pl/nanorurki-azbest-miedzybloniak-oplucnej-mesothelioma,4890 

 

 

Mili Moi...

No i niezwykle pracowity weekend za mną. Rozpoczął się czwartkową podróżą do Gdyni. Muszę przyznać, że bilet kolejowy okazał się być wart swojej ceny. Dawno nie jechałem już tak w tak czystym i przyjemnym pociągu (a właściwie nawet dwóch). A przede wszystkim zaskoczyła punktualność. Z Lublina do Warszawy jechał krócej o 10 minut, niż przewidywał rozkład, co dało mi szansę na spokojne przejście z peronu na peron i przesiadkę. Dotarłem późną nocą, ale już następnego dnia zaczęły się obowiązki. W dzień kilka ważnych spotkań, a wieczorem modlitwa ze wspólnotą Effatha w Gdańsku. Było to prawdziwe spotkanie na szczycie, bo poza członkami tej grupy, wzięli w nim udział również uczestnicy rekolekcji, które co miesiąc gromadzą kilkanaście osób w Gdańsku, a które to ja mam radość prowadzić. Mieliśmy zaledwie trzy i pół godziny... No sami powiedzcie, co można zrobić w tak krótkim czasie 🙂 Udało nam się nieco pomodlić, potem wygłosiłem katechezę o modlitwie wstawienniczej, a na zakończenie celebrowałem Eucharystię. Niestety, z bólem serca muszę to stwierdzić, czasu na homilię zabrakło, ponieważ o określonej porze musieliśmy wyjść z klasztoru księży pallotynów i nic nie dało się przedłużyć. Wyczerpany, ale szczęśliwy przespałem noc w klasztorze sióstr, aby następnego dnia poprowadzić kolejne spotkanie dla grupy rekolekcyjnej gromadzącej się przy siostrach franciszkankach. Tym razem było ono poświęcone charyzmatom Ducha Świętego. Pytań mnóstwo, święta ciekawość się objawiła. Mam nadzieję, że wkrótce wyda swoje owoce. W styczniu kończymy nasze rekolekcje modlitwą o odrodzenie w Duchu Świętym. W sobotni wieczór zaś, na początek Adwentu jeszcze konferencja dla samych sióstr poświęcona zdrowemu spojrzeniu na ascezę. A w niedzielę - Eucharystia w parafii św. Stanisława Kostki (i Mikołaj święty tam był, i cukierka mi przyniósł), a potem już dłuuuugi powrót do domu. Niestety w bardziej znanych nam warunkach - to tak, żeby się nie oswajać z nowinkami. Śmierdzący i załadowany pociąg, gorąco i hałaśliwie, nerwowo i chwilami nieprzyjemnie. No i oczywiście niepunktualnie. Ale przed północą byłem w domu, co zapisuję w rubryce "sukces".

Jedno spotkanie z cyklu "ciekawe". Naprzeciwko mnie siedział sędziwy pan, który tuż przed opuszczeniem przedziału wskazał na czytaną przeze mnie książkę Mertona i zapytał - za trudne dla jedenastolatki, która przestała chodzić na religię? Kiedy potwierdziłem, wyznał, że bardzo martwi się o swoją wnuczkę, która nie chodzi na religię. Bardzo wcześnie, stwierdziłem, chyba coś od rodziców zależy... Oczywiście matka nie wierzy, ojciec zniknął... Jest tylko dziadek - stwierdził ze smutkiem ten mężczyzna - który odmawia Aniele Stróżu i się martwi... Wysiadł zamyślony i smutny. Powierzam tę sytuację waszej modlitwie. Adwentowe spotkanie... Pomoc mile widziana... Ja się postaram, a jeśli jeszcze ktoś może...

No właśnie... Trochę tak niezauważalnie ten Adwent się zaczął. Jest taki inny. No bo Eucharystia w domu i raczej nie będą to roraty ze światłem lampionów, Nadmiaru pracy duszpasterskiej też nie przewiduję, bo przecież nie można mówić o nadmiarze przy zaplanowanych zaledwie dwóch turach rekolekcji. No, jeszcze kilka dni spowiadania w Gnieźnie. Ważne jednak, żeby nie zapomnieć i czekać... Na szczęście jakoś w tym roku nie przeżywam wielkich problemów z obraniem sobie jakiegoś postanowienia, które o tym czekaniu będzie mi przypominać. Ono ma przecież taki cel - przypominać również na Kogo czekam... Nie dzielę się nim, żeby nie narazić się na słowa Jezusa - odebrałeś już swoją nagrodę... 🙂

A w tym czekaniu zajęć jednak nie zabraknie. Ciężki tydzień przede mną. Trzy prace pisemne. Coraz trudniejsze, bo choć to tylko kazania, to według coraz bardziej zagmatwanych stylów, co domaga się w ogóle obmyślenia jakiegoś pomysłu jak tu zacząć, zanim się cokolwiek stworzy. Za chwilę biegnę na angielski, a tam test z dotychczasowego materiału 🙂 pewnie mnie nie wywalą, ale wstyd kiepsko wypaść. W sobotę skupienie u sióstr kapucynek, a konferencji jeszcze nie ma... No i w przyszłym tygodniu rekolekcje, które jeszcze nie skończone... Aaaaaa... doba jest za krótka:)

 Ale nic to... Wszystko to jest względne wobec Jezusowego pragnienia, aby przychodzić. Dziś myślę sobie o setniku, który niewątpliwie musiał być człowiekiem wielkiej pokory, skoro tę swoją niegodność dostrzegł. Ale dla Jezusa nie ma ona większego znaczenia. Właściwie nie ma żadnego znaczenia. Natychmiast zapowiada - przyjdę i uzdrowię go... Byłby gotów iść i uczynić to, o co jest proszony. Ale okazuje się, że samo słowo wystarczy, ponieważ wiara tego człowieka połączona z jego pokorą tworzy niesamowite środowisko dla Bożego działania. Staje się niejako katalizatorem dla łaski Bożej, nośnikiem, który sam niezwykle wytrzymały, znakomicie służy innym. Taka "nanorurka Bożego działania"(więcej o nanorurkach tu:  http://pl.wikipedia.org/wiki/Nanorurka) I Pan korzysta z tego środowiska. Zaszczepia w nim swoje słowo. I wyraża podziw wobec możliwości ludzkiego serca. Jest ono zdolne AŻ do takich postaw AŻ do takiej wiary, AŻ  do takiego zaufania... Setnik mi dziś mówi, że moje i twoje serce również... Ono też może stać się "Bożą nanorurką"...