Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

poznajcie model dydaktyczno - psychologiczny:)

2012-11-28

zdj. za:http://zyjacewangelia.blogspot.com/2011_10_01_archive.html

Mili Moi...

Nie tak dawno pisałem, że zmagam się z homilią według modelu Arensa... Udało mi się taką popełnić i zyskała aprobatę profesora D (po nielicznych skądinąd poprawkach), postanowiłem więc ją wam przytoczyć, abyście zobaczyli jak ta nasza praca tu wygląda.

Oczywiście styl jest nieco sztuczny, "pisany". Z pewnością tak bym tego nie powiedział, ale napisać - owszem. Pisanie ma swoje prawa, mowa żywa swoje. Model Arensa ma kilka etapów, które należy zrealizować, aby homilia utrzymywała słuchacza w napięciu prawie do ostatniej chwili 🙂 taki to homiletyczny kryminał...

 

I czytanie

Czytanie z Księgi Mądrości

 Bezbożni mówili: „Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu.

Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo — jak mówił — będzie ocalony”.

Mdr 2,12.17-20

 

II czytanie

Czytanie z Listu świętego Jakuba Apostoła

 Najmilsi:Gdzie zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek. Mądrość zaś zstępująca z góry jest przede wszystkim czysta, dalej skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój.

Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie

 swych żądz.

Jk 3,16-4,3

 

Ewangelia

Słowa Ewangelii według świętego Marka

Jezus i Jego uczniowie podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.

Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozmawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.

On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”.

Potem wziął dziecko; postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”.

Mk 9,30-37

 

Cel na płaszczyźnie treści: Czy chrześcijańska postawa, zwłaszcza postawa dziecięctwa jest możliwa we współczesnym świecie?

Cel na płaszczyźnie apelu: Kształtujemy nasze życiowe cele ambicje z pomocą Jezusa.

 

1.Motywacja słuchania.

            Przyszło nam żyć w czasach niebywałej promocji ludzkich możliwości i wszelkich ambicji, które mają prowadzić do osiągnięcia coraz wyższego poziomu życia i stabilnego dobrobytu. Karierę robią takie hasła jak "kreatywność", "przedsiębiorczość", "zaradność", "postęp". Ich realizacja bardzo często wiąże się z udziałem w tak zwanym "wyścigu szczurów" i choć określenie to nie brzmi najlepiej, to przecież chodzi o cel, on jest najważniejszy, jego osiągnięcie jest absolutnym priorytetem. A środki? Metody? To rzeczywistość drugorzędna. Cel zdaje się je narzucać i uwiarygadniać i tylko w perspektywie celu warto je rozpatrywać. Dobre jest to, co skuteczne, a cel osiągną tylko najlepsi. Dlatego od najmłodszych lat rozwija się w dzieciach wszelkie możliwe talenty, nawet te tylko potencjalne, bo konkurencja jest niebywała i nie można zwlekać. Kto się zagapi, ten spóźni się na pociąg historii i zostanie w tyle, będzie skazany na porażkę. A czy trochę staroświeckie hasła, jak choćby "uczciwość", "cierpliwość", "wytrwałość", czy "pracowitość" zdołają kogoś nakarmić, czy zabiorą kogoś na wakacje marzeń? Może więc trzeba się zgodzić z faktem istnienia grupy najlepszych, nieprzeciętnych  - swoistych wyżyn społecznych, i całej reszty, która z różnych przyczyn nie nadąża za tymi pierwszymi?

 

2.Ukonkretnienie problemu.

            Ale może dużo ważniejszym dla nas zagadnieniem jest kwestia jak w takiej rzeczywistości ma się odnaleźć chrześcijanin z całym systemem wartości, który proponuje Chrystus w Ewangelii. Czy wskazania płynące z wiary nie są swoistym bagażem, który opóźnia nas w tym biegu historii? Może wierność chrześcijańskim zasadom skazuje nas na bycie obywatelami drugiej kategorii, bo, jak mawiali starożytni poganie - chrześcijaństwo to religia dla słabych ludzi, pełnych lęków i kompleksów. A truizmem byłoby przekonywać siebie nawzajem, że codzienność dostarcza nam aż nadto przykładów sytuacji, w których jesteśmy konfrontowani z koniecznością wyboru - albo pozostaję wiernym temu, w co wierzę i pozostaję w tyle, albo idę do przodu, ale wówczas  nie do końca realizuję zasady Ewangelii. W jaki sposób rozwiązywać te dylematy?

 

3.Metoda prób i błędów.

            Może należy powołać się na zasadę powściągliwości i po prostu nie przesadzać. Znamy przecież powiedzenie - nie bądź świętszy od papieża. Nie ma sensu narażać się na miano dewota, czy nawiedzonego. Trzeba być normalnym i we wszystkim zachować umiar, w pobożności też. Trudno jednak obronić taką postawę wobec słów Jezusa zachęcającego do wierności w małych rzeczach, aby móc mówić o wierności w rzeczach wielkich. Tym bardziej, że wiara, podobnie jak miłość, należy do kategorii zjawisk, wobec których nie da się użyć słowa "trochę". Nie można być trochę wierzącym, czy wierzącym z umiarem.

 

            Może więc chodzi o to, żeby podzielić życie na dwie płaszczyzny. Jedna to moje działania jako człowieka wierzącego, a druga, to cała sfera, gdzie mojej wiary nie angażuję i nie podkreślam, co więcej, nie biorę jej pod uwagę. Ileż to razy słyszymy deklaracje - nie zabieram swoich przekonań religijnych do pracy. Czy też - pracuję z ludźmi niewierzącymi, nie będę się obnosił z wiarą, aby nie urazić ich uczuć. Zapominamy o starej, mądrej zasadzie - żeby szanować cudze poglądy, muszę mieć najpierw własne. Powstaje swoisty rozdźwięk, dwutorowość. Żeby to lepiej zobaczyć, przypomnijcie sobie zawody w łyżwiarstwie szybkim - dwaj zawodnicy ścigają się na torach obok siebie i nie "wchodzą sobie w drogę", nie ma między nimi punktów stycznych. Wiara swoją drogą, a życie swoją.

Jak połączyć tę postawę z oczekiwaniem Boga, które wyraża wobec Izraelitów, a które Jezus powtarza w Ewangelii - będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, cała swoją duszą, całym swoim umysłem i cała swoją mocą. Jeśli jestem człowiekiem wierzącym, to wiara przenika absolutnie wszystkie dziedziny i sfery mojego życia i żadna z nich nie jest wyłączona spod jej wpływu.

 

            Może wreszcie trzeba sobie powiedzieć wprost - wszystko się zmieniło. Czasy się zmieniły, ludzie się zmienili. A zatem i Kościół i Jego nauczanie muszą się zmienić. Jak wielu jest takich, którzy głośno wypowiadają podejrzenia nurtujące ich serca - gdyby Jezus przyszedł dziś, to mówiłby inaczej... On by zrozumiał, przecież jest taki miłosierny. Wydaje się jednak, że jest to niczym nieuzasadniona, a może nawet nieco naiwna próba zaklinania rzeczywistości. To znaczy, że próbuje się w ten sposób przestawić porządek dostosowując ewangeliczne wymogi do panujących obecnie trendów i tendencji, podczas gdy powinno być dokładnie odwrotnie. jako chrześcijanie żywimy bowiem przekonanie, że to Ewangelia winna kształtować rzeczywistość, w której żyjemy. Ale powiedzmy sobie wreszcie w jaki sposób.

 

4.Propozycja rozwiązania

            Wydaje się, że uczniowie, o których dziś słyszeliśmy, doświadczają dużego napięcia pomiędzy ambicjami, które w sobie odkrywają, a słowami Jezusa, które zdecydowanie się z nimi rozmijają. Wszak oni są uczniami Nowego Króla, który przyszedł założyć Nowe Królestwo. Czy coś w tym dziwnego, że spodziewali się objąć odpowiedzialne stanowiska służąc temu Władcy? Problem tego, kto wśród nich jest największy jawi im się zatem jako zupełnie realny i istotny. A próby jego rozwiązania zdają się być na pewnym etapie codziennością apostolskiego życia. Sprzeczając się o to, który z nich jest największy musieli z pewnością odwoływać się do całego arsenału swoich talentów, czy umiejętności, swoich doświadczeń i swej wiedzy. Każdy z nich z pewnością usiłował się "dobrze sprzedać", czyli dowieść, że to właśnie jemu ów tytuł "największego" przysługuje.

            Jezus pytając ich o czym rozprawiali w drodze, konfrontuje ich z dylematem, z którym sobie sami nie radzą. Bo przecież przed chwilą usłyszeli zapowiedź męki Tego, w którym położyli całe swoje nadzieje Już po raz drugi zapowiedział im, że wkrótce umrze. Powiedział wprawdzie również słowo o zmartwychwstaniu, ale tego Apostołowie zdają się nie słyszeć. Zapowiedzi męki zaś chcieliby nie słyszeć i jakby nieco wbrew swoim zaniepokojonym sercom, nadal snują plany niezwykłej po ludzku kariery u boku Jezusa.

 

            On natomiast wprowadza ich w prawdę, która stanowi jeden z największych paradoksów Ewangelii. Jeśli chcesz być pierwszy, musisz stać się ostatni. Niczym dziecko, które Jezus przywołuje i stawia za wzór. Ono w społeczności nie miało żadnych praw, stanowiło część żywego inwentarza swoich rodziców, jest ich własnością, a jedyną jego ambicją jest być w pełni zależnym od nich i wszystkiego od nich się spodziewać.

 

            Jezus wielokrotnie dawał do zrozumienia, że społeczeństwo oparte na ambicjach i dążeniu do władzy nie jest zgodne z wolą Boga. Krytykując przywódców ludu pokazywał, że te odwieczne rządze - władzy, kariery, pieniądza nie omijają nikogo i żadna epoka nie będzie od nich wolna. "Wyścig szczurów" będzie miał miejsce aż do końca świata.

 

            Dlatego właśnie Jakub w swoim liście pokazuje wyraźnie, że owe rządze stają się główną przyczyną niepokoju i nienawiści między ludźmi sprzeciwiając się tej mądrości, która jest darem Boga. Kiedy zaś pisze o mądrości zstępującej z góry opisując ją jako czystą, skłonną do zgody, ustępliwą, posłuszną pełną miłosierdzia i dobrych owoców, nie sposób nie pomyśleć o Hymnie o miłości z 1 Kor, gdzie miłość opisywana jest w podobny sposób. To ona, miłość, jest ostatecznym owocem mądrości. I to miłość właśnie ma się stać ostatecznym kryterium wyborów w ludzkim życiu.

 

            Jezus nie zachęca wprost do przemiany systemu, ale zachęca do przemiany mentalności każdego z nas. Człowiek, który staje się niczym dziecko, a zatem reprezentuje również bardzo szczery i uczciwy ogląd świata, musi się jednak liczyć z tym, że będzie "niewygodny". Czyż nie o takiej sytuacji pisze autor Księgi Mądrości? To właśnie na sprawiedliwego, na tego, który jest wierny swoim przekonaniom, na uczciwego, uważającego się za syna Bożego, zastawiają pułapki nieprawi, wystawiając go niejednokrotnie na próbę. Ale przywołajmy następne wersy tej księgi, które są pełne nadziei dla nas -

 

 

21 Tak pomyśleli - i pobłądzili,

 bo własna złość ich zaślepiła.

22 Nie pojęli tajemnic Bożych,

 nie spodziewali się nagrody za prawość

 i nie docenili odpłaty dusz czystych.

23 Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka -

 uczynił go obrazem swej własnej wieczności. Mdr 2,21-23

 

            A zatem wydaje się, że to, do czego dziś zachęca nas Jezus to nowy sposób wartościowania, zmiana życiowych priorytetów i postawienie sobie nieprzekraczalnych granic, które pozwolą nam właściwie wybierać w kontekście życiowych i moralnych dylematów. Nie da się tkwić w rzeczywistości tego świata i hołdować jego mentalności, uznając się jednocześnie za chrześcijanina. Przypomina to sytuację kiedy jedna noga stoi na dryfującej krze, podczas gdy druga znajduje się na innej. A obie chwilami znacząco się od siebie oddalają.

 

            Skąd jednak czerpać siłę do takiej postawy życiowej, która, powiedzmy sobie szczerze, jest nieco "w poprzek" światowych trendów postępowania? Jak radzić sobie z marginalizacją, która niewątpliwie w jakiejś mierze będzie nam grozić? W jaki sposób "postawić wszystko na jedną kartę", czyli wybierać zawsze chrześcijański sposób postępowania? Jak skutecznie sprzeciwić się głosowi, który w subtelny sposób być może również dziś w nas wszystkich się odzywa i szepcze - to niemożliwe?

 

5.Utrwalenie rozwiązania

            A jednak możliwe... Przekonałem się o tym niedawno, kiedy zadzwonił do mnie Adam, młody chłopak, który niegdyś korzystał u mnie  z posługi kierownictwa duchowego. Słuchałem nie raz o  jego pragnieniach, o tym wszystkim, co chciałby mieć, o rodzinie, którą chciałby założyć, o standardzie życia, który chciałby jej zapewnić. W naszych rozmowach często powracał również temat codziennej Eucharystii, której Adam pragnął, ale na którą, zdawało mu sie, nie miał czasu. A rzeczywiście żył niezwykle aktywnie - studiował na dwóch kierunkach, był wolontariuszem, angażował się w duszpasterstwo akademickie, uczęszczał na kurs tańca. Kiedy zadzwonił niedawno, opowiedział mi, że zrezygnował z jednego kierunku studiów, osiadł w niewielkim mieście, podjął pracę, która była daleka od jego marzeń i wraz z narzeczoną przygotowują się do ślubu... Kiedy chciałem go zapytać co z jego marzeniami, powiedział - proszę ojca, wszystko to dzięki codziennej Eucharystii, na którą wreszcie znalazłem czas. Kiedy zacząłem słuchać słowa Bożego i wpatrywać się codziennie w małość i kruchość hostii, w prostotę wina, które staje się krwią Jezusa, zrozumiałem, że nie trzeba być wielkim, żeby być szczęśliwym, że nie trzeba mieć wszystkiego, żeby czuć się spełnionym, że moja przyszłość nie zależy wyłącznie od moich starań i wysiłków. Nazywam to ojcze realizmem chrześcijańskim i od niedawna naprawdę czuję, że coraz bardziej jestem chrześcijaninem.

            To właśnie w tym eucharystycznym wydarzeniu, w którym również dziś uczestniczymy, Jezus daje nam siłę do stawania się chrześcijanami. To tu mówi nam - stworzyłem cię, abyś był wielki w moich oczach. To pierwsza wielkość, o którą masz się starać. Ja dodam ci sił, abyś mógł iść do świata i być wierny chrześcijańskiemu powołaniu. Ze mną jest to możliwe. Przychodź więc jak najczęściej do mnie, wpatruj się we mnie i karm się mną, a zobaczysz, że wszystko stanie się dla ciebie możliwe i nie będziesz już musiał wiele posiadać, czy gonić za wielkością, ponieważ zrozumiesz, że jesteś wielki... dla mnie!

Oto zadania, z którymi zmagają się studenci homiletyki 🙂 Ale, jak powiedziałem, nie musiałem na szczęście dużo poprawiać. Niestety dziś sprawdzaliśmy homilie według modelu Vrableca - i tu poprawek będzie więcej:) No znak to, że wciąż się uczę... Ale jak już się nauczę... 🙂