Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

czy słyszysz???

2012-11-19

 zdj.za:http://www.enjoy.edu.pl/wloski/

 

Mili Moi...

Wczoraj dotarłem do Rzymu... Jest pięknie. Prawie 20 stopni. Nie potrzebne żadnej kurtki, nawet w sweterku pod habitem za ciepło. Głoszę tu krótkie rekolekcje Córkom Bożej Miłości. Przesympatyczne kobiety, bardzo życzliwe i takie ludzkie, nie spięte. Może dlatego, że na co dzień obcują z około dwudziestoma mnichami, dla których piorą i gotują. Wszystko bowiem dokonuje się w jednym z rzymskich domów studiów naszego zakonu. Poza skupieniem mam jednak sporo wolnego czasu, ponieważ siostry pracują i mają czas tylko w określonych porach dnia, a cała reszta dnia należy do mnie. Do ścisłego centrum jest zaledwie kilkanaście minut metrem, więc dziś mam za sobą już pierwszy wypad. Oczywiście Watykan, który jednak nie jest moim ulubionym miejscem, może ze względu na ogromną liczbę ludzi, których i o tej porze roku tu nie brakuje. Z miłych spotkań to polski ksiądz, student, który  mnie zaczepił i spacerował ze mną z 20 minut (chyba moja gęba jakoś po polsku wygląda, a może to habit) oraz włoski ksiądz, który chciał się u mnie spowiadać, ale nie dysponował żadnym innym językiem poza włoskim, a tym akurat ja nie dysponowałem 🙂 Odwiedziłem kilka miejsc, które lubię, zjadłem dobre lody, odpocząłem... A przed chwilą zakończyłem również duchowe boje z siostrami... Piękny dzień...

 

Zanim dotarłem do Rzymu, zatrzymałem się w Warszawie u przyjaciela orionisty. Tego samego wieczoru nadjechał do niego jego przyjaciel pallotyn. I tak uczyniliśmy międzyzakonną wspólnotę tego wieczoru i dało mi to ogromnie dużo radości, bo nasze rozmowy niejednokrotnie schodziły na kwestie duchowe i choć nieszczególnie przepadam za słowem "ubogacanie", to z pewnością mogę powiedzieć, że tego wieczoru naprawdę się wzajemnie ubogaciliśmy wewnętrznie. A przy okazji kolejne rekolekcje umówione, w Warszawie, w Wielkim Poście...

 

Jutro zamierzam nawiedzić św. Pawła za Murami oraz św. Jana na Lateranie. Kiedy wyjeżdżałem, wpadłem na taki prosty pomysł, żeby zaprosić przyjaciół i znajomych do dorzucenia ich intencji do mojego plecaka (a może raczej walizki). Postanowiłem od samego początku potraktować temat mocno poważnie. Uważam, że ten czas jest dla mnie swoistą pielgrzymką wiary również i wierzę, że mogę tu służyć swoją modlitwą. Osób, które odpowiedziały jest bez mała siedemdziesiąt. Tyle intencji mam już zapisanych w kalendarzu.  I jestem pod wrażeniem, bo to znak, że wiele osób nadal wierzy w moc modlitwy wstawienniczej. Cieszy mnie to szalenie i motywuj do tym gorliwszego wołania do Pana. Dziś każdą z osobna odczytałem przy grobie Jana Pawła II, prosząc jego i św. Piotra o wstawiennictwo. W następne dni poproszę innych świętych przyjaciół. Zaś w czwartek o 7 rano zamierzam we wszystkich tych intencjach sprawować Eucharystię na grobie bł. Jana Pawła II. Gdybyście i wy, moi internetowi czytelnicy - przyjaciele chcieli dodać jakąś swoją intencję, to piszcie śmiało w komentarzach, albo na maila - michnow@wp.pl

 

Dziś Słowo wzywa nas do podjęcia pierwotnej gorliwości, do powrotu do niej. I tak sobie myślałem dlaczego ten czas pierwotnych poruszeń i początków pójścia za Panem jest taki ważny. Wcale tam nie byliśmy najdojrzalsi, wcale najmądrzejsi. Co więcej najbardziej chyba skorzy do popełniania różnych głupstw i błędów. A jednak ten czas, czas początków jest taki ważny. Sądzę, że jest to czas szczególnej podatności na działanie Ducha, czas, w którym rzeczywiście byliśmy najbardziej gotowi poddawać się jakiejkolwiek formacji. To chwile, w których żaden duchowy pomysł nie wydawał się nam zbyt szalony, zdawało się nam, że rzeczywiście jesteśmy powołani przez Pana do przenoszenia gór... Zdawało się? A może wcale się nie zdawało. Może w istocie tak było. Być może chciał się posługiwać nami w wielkich rzeczach i liczył, że tę pierwotną świeżość zachowamy. A myśmy weszli w koleiny, w utarte schematy, w powtarzalność i nudę, która nie tylko nas samych nie satysfakcjonuje, ale nie jest w stanie nikogo innego przekonać, że to, w co wierzymy, to, co wyznajemy, jest w ogóle warte zachodu... Może potrzeba nam duchowego wstrząsu, który pozwoli nawet drobne, codzienne sprawy (bo przecież z takich głównie składa się życie), przeżywać w duchu nieprawdopodobnej Bożej przygody... Może powrót do tych chwil, kiedy odkryliśmy Żyjącego jako Prawdziwie Obecnego w naszym życiu pozwoliłby nam na nowo złapać wiatr w żagle... Bo Duch niczym wiatr... Nie wiesz skąd przybywa i dokąd zmierza, ale szum jego słyszysz... Słyszysz???