Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

upokorzenie...

2012-11-07

 zdj.za:http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200811&nr=15

Mili Moi...

Chodzą za mną trzy stwierdzenia z dzisiejszej Ewangelii. Mieć w nienawiści samego siebie, nosić swój krzyż i wyrzec się wszystkiego, co się posiada. Dziś wydaje mi się, że znalazłem się odrobinę bliżej zrozumienia tych słów. Dlaczego? Bo kiedy się je czyta, to one niewiele kosztują. Można się zamknąć w teoretycznych rozważaniach - co by było, gdyby... Wnioskiem może być jakaś okrągła modlitewka o siły do dźwigania hipotetycznego krzyża, czy o łaskę wyrzekania się wszystkiego... Ale kiedy ten krzyż stoi w kącie i nie można wyjść z domu bez niego, czy też kiedy człowiek uświadomi sobie co to znaczy "wszystko"... Wówczas te słowa nabierają nowego wymiaru. Nie chcę przez to powiedzieć, że pojawiły się w moim życiu jakieś szczególne doświadczenia, które właśnie dziś pozwoliły mi zrozumieć to Słowo. Niemniej dziś jakoś głębiej uświadomiłem sobie jak bardzo upokarzającym doświadczeniem jest dźwiganie krzyża, kara zarezerwowana dla najgorszych złoczyńców, związana z hańbą, której nic nie mogło zatrzeć. Krzyżowani rekrutowali się z najgorszych - patologia, margines - te słowa pewnie i tak nie są do końca adekwatne. Ostatni z ostatnich... I ja, który owszem, niosę w sobie wiele szlachetnych pragnień - to dotyczące bycia ostatnim również. Ale kiedy tylko nadchodzi realna wizja tego, że mógłbym się na takim miejscu znaleźć... Uciekam...  Boję się tego... Przerasta mnie to... Ja nie chcę być krzyżowany... A przecież do tego zmierza dźwiganie krzyża - przecież nie nosi się go dla przyjemności.

Żeby to było takie proste (ktoś ostatnio skomentował tak jeden z moich wpisów). Oczywiście, że nie jest!!! To znaczy postanowić sobie różne różności można - to nie jest trudne. Ale zrealizować... Z niesieniem krzyża tak się właśnie sprawy mają. Można samego siebie widzieć jako herosa zdolnego do dźwigania ciężkich belek. Ale kiedy przychodzi świadomość bycia ostatnim z ostatnich, najgorszym z najgorszych, marginesem i patologią... wówczas drżą kolana, wówczas kończą się siły...

Podobnie z wyrzekaniem się wszystkiego. Zdając sobie sprawę z tego, co dla mnie oznacza "wszystko" (a przecież nie chodzi tylko o dobra materialne, ale też o moje miejsce na ziemi, moje przyjaźnie, moje marzenia - wszystko czym jestem i co posiadam) widzę swoją bezradność. Bo łatwo jest powiedzieć - weź wszystko! Ale kiedy On przychodzi, by zabrać cokolwiek z tego daru, wówczas lamentom nie ma końca. Jak czuje się mój Bóg, którego zwiodły moje deklaracje? Jak czuje się Bóg, który ponownie został przeze mnie oszukany? A ja? Stąd już tylko krok do nienawiści samego siebie... Ale nie o takiej nienawiści mówi dziś Pan. Ta nienawiść, którą on zaleca opiera się tak naprawdę na miłości, na odkryciu czegoś większego ode mnie. A że w języku hebrajskim nie stosuje się raczej stopniowania, ale rzeczy ustawia się biegunowo, to znaczy, jeśli mam kochać Innego, to dla mnie zostaje nienawiść - innymi słowy, siebie mam kochać mniej, inaczej, niż mojego Boga...

Zdałem sobie dziś sprawę, że gdyby nie świadomość, że po tych wszystkich drogach przeszedł już ON, mój Jezus, to decyzja o wierze w Niego i o realizacji tych Jego zaleceń byłaby zupełnie niemożliwa. Dziś, kiedy wiem, że On wyprzedza mnie o dwa kroki, jest w pobliżu, czuwa, i tak zmagam się czasami okrutnie. Moje postępowanie nie nadąża za deklaracjami, za marzeniami, pragnieniami, tęsknotami serca. Moje wyobrażenia o sobie nijak się mają do rzeczywistości. Co jednak byłoby, gdybym był pozbawiony tego nadprzyrodzonego spojrzenia? Nicość i pustka...

 

Dlatego buduję, bo powinienem zrealizować zamierzony plan, powinno się udać. Dlatego staczam bitwy, bo mimo przeważającej siły nieprzyjaciela, ufam, że zwyciężę. Dlatego mam nadzieję... Również na to, że kiedyś nauczę się wyrzekać wszystkiego, co posiadam, a krzyż, kiedy się pojawi, będę potrafił pocałować z miłością...

A z cyklu "nauczyłem się dzisiaj"? Nooo... Prawdziwa miażdżarka w postaci profesora D przetoczyła sie po mojej homilii 🙂 Mieliśmy za zadanie stworzyć homilię według schematu indukcyjnego...  Niewiele z niej zostało po omówieniu na zajęciach 🙂 Jeśli wydaje ci się, że umiesz mówić kazania, powinieneś iść na studia homiletyczne - wyleczą cię 🙂 Ale w gruncie rzeczy się cieszę, bo to twórcze i motywujące. A służy temu, żeby się uczyć i żeby było jeszcze lepiej... Dziś już dostaliśmy nowe zadanie - homilia według modelu dydaktyczno-psychologicznego. Oczywiście poprawić należy poprzednią. A na metodach pracy twórczej ćwiczyliśmy konstruktywną krytykę, którą badacz o nazwisku Prince nazwał "umysłowym ju-jitsu". No i kaznodziejstwo Ojców Kościoła - wczorajszy wieczór spędziłem z Bazylim Wielkim, o którym dziś opowiadałem "w szkole", więc niech on przemówi do was na koniec dzisiejszego dnia 🙂

Znany jest epizod, kiedy Bazyli zmożony chorobą nie przyszedł na popołudniowe kazanie, a lud czekał aż do północy śpiewając. Kiedy on się o tym dowiedział zwlókł się z łóżka i następnego dnia przybył i tak przemówił -

 

Gdy patrzę na wasz zapał do słuchania mnie i na nikłość moich sił, przychodzi mi na myśl niemowlę już trochę podchowane, ale jeszcze nieodstawione, które szuka piersi matczynej wysuszonej przez chorobę. Matka czuje, że jej źródło mleka wyschło, ale mimo to podaje mu pierś, nie - aby je nakarmić, ale aby je uspokoić w płaczu. Tak i ja, choć siły moje przez tę długą i różnorodną słabość ciała wyschły i choć wiem, że nie wielką mieć będziecie przyjemność ze słuchania mnie, mimo to mówię do was, bo wasza miłość do mnie jest tak wielka, że zadowoli się samym dźwiękiem mego głosu.

Ach, jakże pięknie mieć takich słuchaczy 🙂 Dobrej nocki...