Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

fascynacje...

2012-11-06

 zd.za:http://ewangelia-czat-onet.blog.onet.pl/Cmentarze,2,ID253372606,n

 

Mili Moi...

Rzeczywiście kilka dni mnie tu nie było, ale wybaczcie. Pisałem już kilka razy, że czasy z internetem mobilnym się skończyły i niestety nie zawsze jest szansa gdziekolwiek się podłączyć. Ostatnie dni spędziłem w moim rodzinnym Sztumie, a zatrzymuje się w takim miejscu, że nawet ten komórkowy internet działać nie chce. Jest mi natomiast niezmiernie miło, że komuś może tych moich refleksji brakować, że są tacy, którzy się ich domagają. Z wrodzoną skromnością 🙂 powiem, że jestem tym faktem nieco zażenowany. To znaczy nie spodziewałem się, że to może być na tyle ważne, że ktoś zauważy kilkudniową przerwę. Bardzo, ale to bardzo dziękuję za te ciepłe słowa i stwierdzam szczerze, że jest to niesłuchanie motywujące. Od razu zachciało mi się pisać. Wróciłem co prawda wczoraj, ale zanim się ogarnąłem i odrobiłem lekcje na dziś (!!!) była juz prawie północ. Zresztą dzisiejszy dzień też jest szalony i właściwie powinienem odrabiać teraz lekcje na jutro, ale... Nie żartuję z tymi lekcjami 🙂 Nasi profesorowie wychodzą z założenia, że "jazdy na rowerze można się nauczyć tylko jeżdżąc". Stąd większość omawianych zagadnień teoretycznych mamy natychmiast okazję wcielić w życie. Tak więc wczoraj badałem konteksty bezpośredni, blisko i ogólny wybranego fragmentu ewangelicznego, paralelizmy leksykalne i rzeczowe (nie martwcie się jeśli nie rozumiecie - j czasem też... 🙂 A dziś do napisania homilia według modelu indukcyjnego. No i jeszcze przedstawienie braciom z roku kto to był Bazyli Wielki i co głosił w swoich homiliach 🙂 A zważywszy na to, że dziś jest dzień integracji wszystkich studentów homiletyki w pewnym uroczym lokalu lubelskim (nasze spotkanie już za godzinę), to zakładam, że skończę pracę nad ranem. Dla bardziej wnikliwych czytelników dodam, że abstynencja jest pełna, więc raczej zadaniom naukowym dziś jeszcze podołam 🙂

Wspominałem, że spędziłem te listopadowe dni w Sztumie. Ilekroć staję nad grobem mojej mamy, tylekroć nie dowierzam... To już 16 lat minęło od jej śmierci. Kiedy tak w czwartek z nią gadałem, mówiłem - mamuśka, czy ty się spodziewałaś, że twój syn kiedyś jakiś doktorat będzie robił? Tyle się nagadałaś, żebym się uczył, a ja tak często nie przejmowałem się twoimi słowami... A teraz... Zobacz gdzie jestem... I chce mi się i nie mówię "kiedyś", "później", "zobaczymy". A może ty się tam gdzieś modlisz za mnie?...

Uwielbiam cmentarze, pisałem już kiedyś o tym. Tak tam cicho. I tyle ludzkich historii. Próbuję sobie czasem wyobrazić to wielkie zgromadzenie odpoczywających po tym życiowym wojowaniu. Jedni zmagali się dłużej, inni krócej. Dziś już wszyscy wiedzą, co jest po drugiej stronie, już ich nie trzeba przekonywać, nawoływać, zachęcać... A my wciąż w drodze... Może tam, na cmentarzu też można się czegoś nauczyć. Na pewno można. Spokoju i używania "życiowego hamulca". Wszystko pędzi, a oni odpoczywają... Wszelkie potrzeby, gonitwa myśli, dążenia okazują się już bez znaczenia. Nadchodzi wieczność. Co chcieliby powiedzieć tym skwapliwie ustawiającym znicze? Czy tam nie doświadczamy jakiegoś szeptu, który powtarza - zwolnij i podnieś głowę, popatrz w niebo, bo tam zmierzasz? Twój los nie wypełnia się tu, na ziemi... Oni już wiedzą, a my... wierzymy, domyślamy się, mamy nadzieję...

Ostatnia wizyta na cmentarzu skłoniła mnie do otwarcia nowej rubryki na moim blogu. Nie wiem co prawda jak ją nazwać i czekam w tym względzie na propozycje, ale dotyczyć ma pewnych... powiedzmy - mało przemyślanych treści homiletycznych. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek wyśmiewać, czy żeby być jakimś "młotem na heretyków", wytykać komuś błędy i cieszyć się, że samemu się ich nie popełnia, czy dowodzić, że teraz studiuję, to wiem... Ale przyznam, że czasem krew mnie zalewa, bo zdania, które słyszę prowadzą na jakieś "manowce myślowe" i rodzą raczej zwątpienie, niż wiarę. Będę je więc czasem cytował oczywiście możliwie anonimowo licząc na to, że być może dotrą one również do tych, którzy zajmują się głoszeniem i pomogą im doskonalić ich własny warsztat poprzez unikanie różnych "kiksów". Zatem ostatnio słyszałem kaznodzieję, który postawił pytanie o to jak im tam jest (naszym zmarłym w niebie). A zatem, czy są szczęśliwi, czy jest im dobrze? Jakie to niebo jest? Odpowiadając stwierdził - najkrócej mówiąc, można powiedzieć, że jest im tam teraz tak, jak nam było z nimi, kiedy żyli wśród nas... Zadrżałem... Bo nie wiem, czy do takiego nieba chciałbym trafić... Wydaje mi się ono raczej... płaskie. A przedstawione tak "szczęście" dla wielu byłoby chyba raczej nieszczęściem... Autor tego zdania nie do końca je chyba przemyślał...

Oczywiście jest też rubryka "nauczyłem się dzisiaj" 🙂 No i dzisiaj dowiedziałem się, że warto czytać, bo literatura przenosi nas do czarodziejskiej krainy 🙂 Oczywiście nie chodzi o słowo "czarodziejska", ale raczej o to, że na poważnym wykładzie naukowym, język przekazu okazał się daleki od naukowości 🙂 I to wszystkich nas dziś nieco rozbawiło, poprawiając nastrój na cały dzień...

I cieszę się każdym dniem 🙂 Naprawdę... Dziś na wykładach tak wiele inspiracji do osobistej lektury Słowa. Tyle prostych przykładów interpretacyjnych, których czasem nie dostrzegam, choć są niemal oczywiste. Zobaczcie, kiedy Jezus spotyka wdowę opłakującą swojego jedynego syna, to spotykają się dwa kondukty. Jeden pełen żalu i smutku, z rozdzierającymi scenami. Ból i cierpienie, rozpacz. A z drugiej strony tłum pełen entuzjazmu, radości i podekscytowania. Gwar i jakieś poczucie szczęścia. Co je odróżnia w istocie? Oczywiście obecność Jezusa. Z Nim każdą sytuację przeżywa się inaczej, bo to On jest źródłem życia. Ile myśli w ślad za tym idzie... Albo... Czy zastanawialiście się dlaczego, kiedy uboga wdowa wrzuca jeden grosz, Ewangelista podkreśla, że były to dwa pieniążki? Pokazuje on ogrom jej zaufania Bogu, bo z tego jednego grosza, mogła sobie połowę zostawić. Oddała wszystko, co miała, całe swoje utrzymanie... I znów trudno zatrzymać myśli... Czy wreszcie scena opisująca ucieczkę uczniów do Emaus - kiedy zatrzymują Jezusa i przymuszają Go, aby pozostał z nimi, skontrastowana z uwolnieniem Gerazeńczyka od demona (to ten fragment gdy Pan pozwala demonowi wejść w świnie) - mieszkańcy tej krainy proszą Go, aby odszedł z ich granic... bo dwa tysiące świń utracili... One okazały się dla nich cenniejsze. Jezus już nigdy więcej tam nie wrócił. Aż chce się postawić pytanie jak jest ze mną? Czego ja chcę?

Świat Słowa jest fascynujący. Krew żywo krąży w żyłach. Nie trzeba ciśnienia sztucznie podnosić kawą. Wystarczy chwycić za Księgę Życia, a życie nabierze barw. Nie zajmuje wam więcej czasu. Chwyćcie Księgę... I czytajcie Słowo...