Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

umiecie... w górę więc...

2012-10-26

 zdj.za:http://slowowsieci.blogspot.com/2011/11/otwarte-ramiona-ojca.html

 

Mili Moi...

I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie co jest słuszne? Brzmi w moich uszach to dzisiejsze pytanie Jezusa. Bo skoro wypowiada je w postaci swoistego zarzutu, to jest w nim ukryta niesamowicie dobra nowina. Mianowicie taka, że wszyscy mamy to coś, coś, co pozwala rozpoznawać, odczytywać, odkrywać... Niezależnie od wieku, inteligencji, stanu zdrowia, czy zdolności zarabiania pieniędzy. Mamy jakiś wewnętrzny zmysł wiary, mamy umiejętność rozpoznawania przychodzącego Pana. A zatem jeden wykręt mniej. Bo skoro On mówi, że jesteśmy do tego zdolni, to zaprzeczając temu czynię kogoś kłamcą. Albo siebie, albo Jego...

Jakaś szczególna troska rodzi się w moim sercu o ateistów, czy tak zwanych agnostyków, czyli tych, którzy zawiesili swój sąd, nie są w stanie orzec o prawdziwości wiary, czy szerzej - o istnieniu Boga. Kto w nich wyhodował tę blokadę, bo według słów Jezusa, jak wszyscy inni winni rozpoznawać co jest słuszne. Musi to więc być produkt czegoś... Ale czego? Może tej wątpiącej części świata, która podobnie jak za czasów Jezusa, skłonna jest jeść chleb do sytości, oglądać cuda i znaki, nawet je oklaskiwać, ale za nic nie zamierza zmieniać swojego życia, nawracać się. To kosztuje zbyt wiele. Może ta wybiórczość jednych osłabia zdolność do uwierzenia w następnych. Może powierzchowność ojców, zabija zdolność właściwej oceny w synach. I dzięki temu zsuwamy się nieustannie w dół. A wierzący? Czy jesteśmy w tym względzie tak bardzo różni od tych, którzy od wiary się odżegnują?

Już od jakiegoś czasu reflektujemy z braćmi nad poziomem nauczania, również uniwersyteckiego, który się systematycznie obniża. Poziom prac doktorskich zbliża się niebezpiecznie do poziomu prac magisterskich. Magisterki to taka trochę większa matura. A matura? Czymże dziś jest matura? Gdzie greka, gdzie łacina, gdzie logika? Oczywiście to "produkuje" ludzi pokroju choćby dwóch studentek, które wczoraj podczas obiadu siedziały niedaleko mnie. Jedna żaliła się drugiej w tonie niezmiernego oburzenia, że październik się jeszcze nie skończył, a ona ma już dwie książki do przeczytania!!! Nic nie zmyślam... Podejrzewam, że niektórym z was również będzie trudno w to uwierzyć, ale na własne uszy słyszałem 🙂

 Zupełnie spokojnie można to przenieść na poziom wiary. Żyjemy w wieku cichej apostazji wyrastającej z poddawania wszystkiego w wątpliwość i z przekonania, że "nie ma co przesadzać". Poziom w wielu dziedzinach życia Kościoła dopasowuje się do oczekiwań. Naczelną zasadą staje się narzekanie na wszystkich i na wszystko i ciągłe niezadowolenie. Ludzi z księży i odwrotnie. Księży z biskupów i odwrotnie. Ludzi z biskupów... i odwrotnie. I tak dalej... Tak jak dzieci nie uczy się ortografii, tylko orzeka się o jakiejś dysfunkcji, tak i wobec wiernych nie ma co stawiać zbyt wysokich wymagań - łatwiej powiedzieć, że czasy się zmieniły, albo, że musimy być elastyczni...

Po co ja to wszystko dziś??? No bo nie wychodzi mi z głowy to Jezusowe Słowo - obłudnicy (...) jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? Choćby się wszystko na waszych oczach zmieniło, choćby chmura z zachodu już nie zwiastowała deszczu, choćby wiatr z południa już nie przynosił upału, to wasze odwieczne wyposażenie się nie zmieni!!! Ciągle jesteście zdolni do wiary, ciągle otrzymujecie zdolność rozeznawania, wciąż dysponujecie umiejętnością odkrywania prawdy!!!

Może zamiast biadolenia na "dwie książki" trzeba przeczytać cztery; może zamiast kwestionowania autorytetów trzeba szukać prawdziwych mistrzów; może zamiast narzekania trzeba zacząć uwielbiać. Tak, "zamiast" to dobre słowo. Zamiast kończyć dzisiejszy dzień z przytłaczającą świadomością tego, czego nie ogarniacie, z czym sobie nie radzicie; tego, co wam nie wyszło, czy co wydaje się wam ponad wasze siły, uwielbijcie Boga i pomyślcie, że MACIE TO!!! Macie w sobie zdolność do rozpoznawania tego, co jest słuszne. I choćby była nie wiem jak głęboko ukryta, to zaraz obok niej leży zdolność do wybierania tego, co jest słuszne. A tuż, tuż, w następnych drzwiach, są do wzięcia siły do realizacji tego planu, o którym Paweł nam dziś mówi - postępujmy w sposób godny powołania, którym zostaliśmy wezwani. A do tego trzeba podnieść głowę i uwierzyć, że jest jakieś jutro, mały schodek, na który mam się wspiąć, bo dzięki temu będę bliżej wyciągniętych ku mnie ramion Ojca, który czeka i wciąż szepcze - potrafisz, dasz radę, uda ci się...

A w związku z tym wszelkie "odpuszczanie", zaniżanie poziomu, czy hołdowanie niskim oczekiwaniom jest czymś obraźliwym, ponieważ ubliża pięknu naszego człowieczeństwa. W górę więc...