Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

nowy wspaniały świat...

2012-10-17

zdj.za:http://www.dps-dladzieci-scinawkadolna.pl/ROK-2011.php

Mili Moi...

No i edukacja na ten tydzień zakończona:) Rzecz jasna wykładowa edukacja, bo nie osobista - domowa... Ta trwa nieustannie... Aktualnie zajmuje mnie lektura Pism

o. Maksymiliana Marii Kolbego. Badam je pod kontem tematu, którym chciałbym się zająć w swojej pracy doktorskiej. Ale o tym jeszcze ciiiiiiicho:) Uczę się na uczelni arcyciekawych rzeczy... Wczoraj zajęcia skończyliśmy o 20.00. Po powrocie do domu zasnąłem w fotelu. Może to też nadmiar wrażeń naukowych, bo wczoraj, na pierwszym seminarium naukowym, poznaliśmy większość z siedemnastu doktorantów, których prowadzi nasz promotor... Każdy z nich zaprezentował nam temat swojej pracy - większości tych tematów nie byłbym w stanie powtórzyć nawet bezpośrednio po nich, a co dopiero następnego dnia. Ale to nic, w końcu nie wszystko człowiek musi rozumieć... Niemniej kiedy debata naukowa zajęła się problemem mistagogii w homiliach protestanckich oraz tego, czy w ogóle możemy u protestantów mówić o homilii i według jakich kryteriów, zająłem się nie mniej pożytecznymi rozważaniami nad częstotliwością kursowania wind w budynku, a potem nad innymi grupami zasiedlającymi o tej porze uczelnię i tak dalej...

A dziś... kolejne nowe odkrycia... Na przykład zasady heurystyczne rządzące badaniami nad twórczym myśleniem. Taka zasada kompetentnej niekompetencji na przykład. Albo zasada racjonalnej irracjonalności... Nawet mi nie mówcie, że brzmi śmiesznie... To śmiertelnie poważne zasady... A dla oddechu zakończyłem dziś lekturę książki Aldousa Huxleya - "Nowy wspaniały świat". Zainspirował mnie do jej przeczytania Michael O'Brien, który w swoich esejach zebranych w książce - "Pamięć przyszłości", wspomina o Huxleyu kilkakrotnie. "Nowy wspaniały świat" to książka z 1931 roku, co wcale nie czyni jej "nieświeżą". Opowiada ona o świecie, w którym (w myśl jednej z recenzji) jedynym celem jest podtrzymywanie homeostazy szczęśliwości. Świat bez uczuć wyższych, bez kultury, bez religii. Człowiek ściśle uwarunkowany w systemie kastowym, wobec Dzikusa (kogoś, kto urodził się w sposób naturalny, co już było wysoce naganne w epoce butlacji) który w zetknięciu z nowym światem próbuje odnaleźć i ocalić swoją tożsamość. Książka naprawdę niebanalna, więc jeśli jeszcze nie czytaliście, to zachęcam...

A dziś w Słowie Pan mówi trudne prawdy do tych, którzy przewodzą ludowi. Przyznam, że trudno mi było się w tym Słowie odnaleźć akurat dziś. Dlaczego? Otóż wczoraj, podczas spowiedzi, kapłan zaprosił mnie do odkrycia na nowo, ba, odczucia na nowo miłości Ojca, który kocha mnie po prostu dlatego, że jestem. Przypomniał mi, że spowiedź jest wydarzeniem zbawczym, że to prawdziwe spotkanie z prawdziwym Bogiem, miłującym Bogiem, który chce mi dać nieskończenie więcej, niż dobrą radę i serdeczne pokrzepienie, nową motywację do pracy i zachętę do dobrego działania. On chce mnie zbawić!!! I zbawia w tym właśnie momencie!!!

A tu dziś wielkie biada... Trudno było mi je usłyszeć w tym kontekście. Zacząłem od użalania się - no przecież miałeś kochać, miałem to na nowo pojąć, zrozumieć, przeżyć... Ale kiedy przedarłem się przez warstwę powierzchniową, zacząłem docierać do wnętrza Słowa, rozumiejąc coraz lepiej, że te dzisiejsze biada Jezusa jest podyktowane najgłębszą, zazdrosną miłością Pana, która polega na tym, żeby szukać i odnaleźć to, co zginęło. Zwracając uwagę na przerost formy nad treścią, Jezus wskazuje na najgłębszy sens relacji z Bogiem - miłość i sprawiedliwość. Pomijacie... A Bóg was nie pomija. Jezus, który wchodzi pod dach faryzeusza, okazuje mu tyle samo bliskiej serdeczności, co Zacheuszowi - nieczystemu grzesznikowi, którego kocha tak samo mocno. I o ile Zacheusz jest w stanie właściwie tę miłość odczytać, jest jej spragniony, o tyle faryzeusz skupiony jest na tym, co tak boleśnie zewnętrzne, nie docierając do prawdy o Bożej miłości względem niego... Bo on wierzy, że Bóg po prostu musi go kochać, jego, sprawiedliwego, żyjącego według najdrobniejszych zasad prawa... A Bóg nie musi... Po prostu pragnie... Za darmo... I ostatecznie do tej darmowości miłości dziś się zbliżyłem. Pomógł mi Zacheusz (o którym wczoraj rozmawialiśmy na zajęciach w kontekście wizualizacji przeze mnie dokonanej). Muszę - mówi Pan. Muszę dziś zatrzymać się u ciebie. Zejdź Zacheuszu i nie pozwól mi czekać. Pozwól mi okazać moją miłość...

Szczęśliwy ten, komu została odpuszczona nieprawość,

 którego grzech został puszczony w niepamięć.

Szczęśliwy człowiek,

 któremu Pan nie poczytuje winy,

 w którego duszy nie kryje się podstęp.

Póki milczałem, schnęły kości moje,

 wśród codziennych mych jęków.

Bo dniem i nocą ciążyła

 nade mną Twa ręka,

 język mój ustawał

 jak w letnich upałach.

Grzech mój wyznałem Tobie

 i nie ukryłem mej winy.

 Rzekłem: "Wyznaję nieprawość moją wobec Pana",

 a Tyś darował winę mego grzechu.

Toteż każdy wierny będzie się modlił do Ciebie

 w czasie potrzeby.

 Choćby nawet fale wód uderzały,

 jego nie dosięgną.

Tyś dla mnie ucieczką:

 z ucisku mnie wyrwiesz,

 otoczysz mnie radościami ocalenia.

"Pouczę cię i wskażę drogę, którą pójdziesz;

 umocnię moje spojrzenie na tobie. (Ps 32,1-8)

 

A już jutro jadę wcielać tę miłość w świat. Wierzę, że to Boże spojrzenie spocznie na moich przyjaciołach w Gdańsku, dla których prowadzę rekolekcje ewangelizacyjne. Będziemy się modlić o uzdrowienie wewnętrzne dla nich. Proszę was o wsparcie modlitewne, aby to doświadczenie cudu Bożej miłości rzeczywiście przemieniło och życie...