Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

plemię spragnione znaków...

2012-10-15

Mili Moi...

 Weekend minął jak z bicza strzelił... Kawał soboty spędziłem w klasztorze sióstr kapucynek, gdzie prowadziłem dzień skupienia, pierwszy z całorocznego cyklu, który siostry zamówiły. Oczywiście całoroczna tematyka będzie związana z wiarą i widzę już, że dla mnie samego będzie bardzo interesująca. Pierwszy, powakacyjny dzień skupienia to tylko dwie dziewczyny "z miasta". Ale za to dziewięć postulantek, które odbywają swoją formację w tym domu, uczestniczyło w tym wydarzeniu. Zatem słuchacze są zapewnieni:) Choć nie ma przymusu. Przychodzą dobrowolnie, co mnie cieszy... Najkrótsza obserwacja tych młodych istot zamknęłaby się w słowie - radość. One wszystkie nieustanie były roześmiane. Nie sposób w ich gronie być ponurym. I to nie była jakaś wesołkowatość głupkowata, śmiech z niczego, ale głębokie poczucie szczęścia z przynależności do Pana. Nic tą radością nie może zachwiać. Ani zakatarzony nos (bo trzeba było zbierać jabłka w sadzie), ani zmęczone ramiona (bo trzeba było podźwigać trochę ciężarów), ani żadna inna przeciwność... Bo jest Pan. A jak mawiał św. Franciszek - Bóg mój i wszystko moje... Dobrze mi było tam z nimi:)

Co prawda dwa dni przed naszym spotkaniem śniłem, że siostry po tym pierwszym dniu skupienia już mi podziękują i nie będą chciały współpracować więcej (o czym taki sen świadczy? psychologowie pewnie mieliby wiele do powiedzenia:). W każdym razie tak się nie stało i 10 listopada spotykamy się znowu. Jeśli ktoś z okolic mnie czyta, to niech przybywa (niestety dotyczy to tylko płci pięknej - panowie muszą poszukać czegoś innego:). Nie trzeba się nawet wcześniej zgłaszać, choć jest to pewnie w ramach budowania dobrych obyczajów mile widziane...

A niedziela to pierwsi moi w tym domu goście. Agnieszka, Boża istota poznana wiele lat temu i zaprzyjaźniona ze mną, przywiozła swoją koleżankę Asię i spędziliśmy sympatycznie dzień zwiedzając nawet tak interesujące miejsca jak aeroklub w Świdniku:) Sympatyczny dzionek... A dziś już przystąpiliśmy do działań naukowych. Właśnie niedawno zakończyłem tworzyć wizualizację i dramatyzację ewangelicznego fragmentu o Zacheuszu. Jest to jeden ze sposobów podejścia do Pisma Świętego i polega na wyczytaniu z niego tego, co na pierwszy rzut oka jest może niedostrzegalne. A mianowicie różnorakie relacje, które występują między bohaterami, nastroje, emocje, przeżycia, uczucia, sądy, opinie przemyślenia i tak dalej. Chodzi o to, żeby uczynić obraz bardzo żywym, plastycznym, poruszającym wyobraźnię słuchacza. Bardzo twórcza praca, bo i od kaznodziei wymaga uruchomienia jego wyobraźni. Ale wolę to, niż prezentowanie metody kognitywnej (jedna z metod w językoznawstwie, przydatna w kaznodziejstwie). Przyznam szczerze, że dopiero po trzeciej lekturze artykułu, który mam zaprezentować, zacząłem coś niecoś z niego rozumieć i to nadal bez pewności, że rozumuję właściwie 🙂

A dziś przez dzień cały rozmyślam o znakach, które daje mi Pan, abym mógł Go rozpoznawać w codzienności. Przyznam, że najbardziej narzuca mi się dziś Eucharystia. Zwłaszcza teraz, kiedy sprawujemy ją w tak maleńkiej wspólnocie, w kaplicy mieszczącej się w zwykłym mieszkaniu w kamienicy. Zwłaszcza teraz, kiedy każde słowo brzmi głośno, wyraźnie i mocno. Zwłaszcza teraz, kiedy towarzyszy celebracjom odmawianie Psalmów z Liturgii Godzin, a czynimy to powoli i z namaszczeniem. Zwłaszcza teraz odkrywam na nowo smak tego spotkania z Bogiem. Ma ono jednak inny charakter, niż Eucharystia sprawowana w kościele (co oczywiście nie oznacza podziału na lepsze, czy gorsze). Dynamizm jest inny. Po prostu inny. Ale obecnie mam więcej czasu, możliwości, aby się nad tym spotkaniem zastanowić głębiej, aby wejść w jego przeżywanie sercem. I bardzo mnie to cieszy. Bo przecież Jezus dba o to, żebym widział Go każdego dnia, żebym wpatrując się w Żywy Chleb, był w stanie rozpoznać Go później w twarzy nietrzeźwego proszącego o grosz, w twarzy zmęczonego życiem profesora, w twarzy uroczej staruszki, która dziś rano życzyła mi miłego dnia na ulicy... Przecież On jest!!! Objawia się nieustannie, a liczne znaki umykają moim oczom, bo jestem skupiony na tym, żeby gdzieś zdążyć, żeby kogoś nie potrącić, żeby coś załatwić... A gdybym choć odrobinę wytężył wzrok własnej duszy, to widziałbym w Jego działaniu większą mądrość, niż królowa z Południa w Salomonowych rozstrzygnięciach, i skory byłbym do nawrócenia bardziej, niż Niniwici w kontekście nawoływania Jonasza... I nie tęskniłbym za żadnym nadzwyczajnym znakiem, bo tych "zwyczajnych" jest wystarczająco dużo... Otwórz oczy i popatrz... dostrzeż...

A na koniec anegdotka z autobusu (dziś odebrałem legitymację studencką i postanowiłem pojeździć, wszak mam zniżkę:), którym pojechałem na dworzec zakupić bilet do Gdańska na czwartek. Młodzież z klasy maturalnej: on do niej - rozwiązujemy teraz takie hardcorowe zadania z fizyki, które podobno kiedyś były na egzaminach wstępnych na studia z medycyny... Uświadomiłem sobie niezwykle wyraziście, że ja przynależę do tego "kiedyś", które dla tych dzieciaków "to jakiś hardcore":)