Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Ojcze...

2012-10-10

Mili Moi...

Jak wspominałem, dziś takie króciutkie sympozjum homiletyczne związane z wręczeniem księgi pamiątkowej wybitnemu liturgiście i homilecie, ks. Głowie. Pierwszy referat wygłosił ks. Kazimierz Panuś z Krakowa, postać znakomita i doskonale znana w środowisku homiletycznym. A mówił o sprawach, które doskonale współgrają z tym, co sam odczuwam, więc spieszę wam o nich donieść...

Przywołując św. Augustyna, ksiądz Panuś stwierdził, że głosiciel winien być słuchaczem i głosem Słowa. Augustyn, dla lepszego zrozumienia, używa obrazu aniołów wstępujących i zstępujących na Syna Bożego. Podobnie kaznodzieja ma wstępować ku Chrystusowi w Głowie i zstępować ku Chrystusowi w członkach, a w ten sposób nigdy nie oddali się od Chrystusa.

Co to dokładniej znaczy? Otóż usta mówią z głębokości serca. Ale tylko wtedy, jeśli jest jakaś "głębokość" (ponieważ inaczej mówią na przykład z "głębokości internetu"). To, czy Chrystus przemówi, zależy od mówcy, który musi dopuścić Go do głosu. A zatem w duchowości mówcy tkwi głębia Jego przepowiadania. Z wiary mówią tylko ci, którzy mają wiarę. A wiarę mają tylko ci, którzy najpierw sami słuchają (była mowa o połączeniu postawy Marii i Marty, o czym pisałem nie dalej jak wczoraj). Do tej wiary zachęca również Benedykt XVI wołając do księży, aby wierzyli w moc swego kapłaństwa, a zatem również w moc przepowiadania. Ale ono może być mocne tylko wówczas kiedy kaznodzieja jest zainteresowany prowadzeniem ludzi do wiary... Sam zaś ma po drogach wiary kroczyć, rozwijać się, stawiać pytania, szukać, dociekać...

 I znów Augustyn nam powiada - co kulawemu po tym, kiedy się go wzywa, aby szybciej biegł? - jeszcze wyraźniej pojmie, że biec nie może. A to częstokroć dzieje się na naszych ambonach. Moralizatorstwo, które uzmysławia ludziom ich bezsilność, ale jej nie usuwa, a które niejednokrotnie staje się przyczyną wypaczenia wiary. Bo można często głosić i nigdy na ambonie nie rzec słów herezji, ale przez nadmierne przeakcentowanie niektórych spraw, tudzież przez przemilczanie innych, można stworzyć wrażenie, że chrześcijaństwo jest religią na przykład walczącą z alkoholizmem, jeśli kaznodzieja nad tym tematem nadmiernie się skupi. Dlatego trzeba badać swoje przepowiadanie i spytać się siebie, czy przez ostatnie na przykład pięć lat, zapoznałem moją wspólnotę, do której głoszę ze względnie całym objawieniem, czy też przemilczałem niektóre tematy jako niewygodne.

Nade wszystko jednak mamy prowadzić do wiary, a nie do religijności, czy zachowywania prawa. Człowiek, który przyjmuje pewien zestaw prawd, albo wykonuje jakieś określone praktyki, to jeszcze nie jest człowiek wierzący. Wierzący to taki, na którego życie tak znacząco wpływa wiara, że je przemienia i czyni nowym, innym, złączonym z Chrystusem. To widać na zewnątrz, to pokazuje codzienność.

Trzeba dlatego mieć wielką wrażliwość intelektualną na słuchacza. Żaden mówca nie ma tak zróżnicowanego audytorium jak kaznodzieja. Trzeba o tym pamiętać i, jak stwierdził ksiądz Panuś, osadzać swoje niedzielne kazania na poziomie ucznia drugiej klasy szkoły średniej. Wówczas skorzysta zarówno profesor uniwersytecki, jak i uczeń piątej klasy szkoły podstawowej. Ani popisy intelektualne, ani prymitywizm na ambonie nie są mile widziane...

 I takich to mądrych rzeczy słucham w codzienności i cieszy mnie to, bo po pierwsze zaspokaja mój głód kontaktu z mędrcami, z których można zaczerpnąć, a po wtóre jakoś potwierdza, że moje intuicje kaznodziejskie są słuszne (przynajmniej na razie).

A rano patrzyłem na Jezusa modlącego się... Bo w dzisiejszej Ewangelii On się modli. Mój Bóg modli się do swego Ojca! Wstrząsnęła mną ta tajemnica. On "traci czas" na zanurzenie się w miłujących ramionach Ojca, a ja tego czasu nie mogę znaleźć??? O co w tym chodzi???

Jakie wielkie wrażenie musiała wywrzeć na uczniach ta modlitwa Jezusa, skoro tuż po jej zakończeniu proszą Go, aby ich również modlitwy nauczył. I On natychmiast to czyni - kiedy się modlicie, mówcie - Ojcze... Ile serdecznych uczuć zawiera się w tym jednym słowie. Jak dla mnie, nauka modlitwy już się dokonała, nie musiałbym iść dalej. Mógłbym w tym słowie trwać cała wieczność. Wiedząc, że to ten sam Ojciec, do którego modli się mój brat, Jezus.... Wiedząc, że ten Ojciec słucha mnie zawsze i zawsze "ma dla mnie czas".

Nigdy nie widziałem ważnych dla mnie osób, które się modliły. Może w moim domu była to czynność intymna, a może się po prostu nie modlono jakoś gorliwie. Dziś nie pamiętam. Choć niezawodna babcia (jak to babcie) z pewnością jakichś modlitw mnie uczyła pilnując mnie w dzieciństwie. A z pewnością śpiewała mi dużo... Zawsze chciałem słuchać kolęd, niezależnie od pory roku... Dziś z pokorą chylę czoło przed Jezusem i wraz z Apostołami mówię - naucz mnie modlić się, bo to, co umiem dziś, to mało... Chcę wciąż więcej i więcej...  A Jezusowa szkoła najlepsza... Dlaczego? Bo prowadzi do Ojca... Do Tatusia... Do Miłości...