Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

stróż piękna człowieczej duszy...

2012-10-09

 zdj.za:http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,11565,jutro-400-rocznica-smierci-ks-piotra-skargi.html

 

 

Mili Moi...

Kolejny tydzień wytężonej pracy się rozpoczął... Wczorajsze zajęcia się nie odbyły, bo profesor sie nie stawił, jutrzejsze się nie odbędą, bo mamy jakieś półdniowe sympozjum, w czwartek też zajęć nie ma bo cośtam, cośtam :), a piątki mam wolne... Ale za to dzisiaj... Wtorek to taki dzień, że wieczorem rzeczywiście nie wiem jak się nazywam. Co dwa tygodnie kończymy zajęcia o 20.00, a rozpoczynamy o 7.30... Dziś na szczęście był ten "co drugi" tydzień, więc skończyliśmy o 16.40 🙂 Potem jakiś szybki obiad na mieście, zakupy (ostatnio biegam objuczony jak klasyczna "matka Polka" - tu pomidorki, tam wędlina, bułki, mleko:), a tu już kurier dzwoni, że przywiózł książki, które zamawiałem dla całego naszego rocznika... No tak naprawdę dopiero przed chwilą udało mi się odprawić Eucharystię i usiąść we własnym pokoju...

Dziś na zajęciach z literatury (tworzywo kaznodziejskie) padły ciekawe słowa, że homileta jest, niczym artysta, stróżem piękna człowieczej duszy... Bardzo mi się te słowa spodobały, bo pokazują odpowiedzialność za to, co się mówi i za tych, do których się mówi... Żebyśmy wszyscy (kaznodzieje) przejęli się tymi słowami, to nikt nie wychodziłby na ambonę z przekonaniem "a, coś się tam powie". Nie wolno!!! Podobnie jak nie wolno głosić "starych kazań". To znaczy tych sprzed trzech lat (wiemy, że Słowo jest nam proklamowane w cyklu trzyletnim i dlatego co trzy lata słuchamy tych samych czytań). Ale my jesteśmy już o trzy lata bliżej Paruzji!!! Zbliżamy się ku pełni. Słowo nam się coraz bardziej wyjaśnia, coraz więcej rozumiemy, widzimy... Dlatego jesteśmy w zupełnie inne sytuacji, niż przed trzema laty... Nie reanimujemy trupa (kaznodziejskiego), ale uczestniczymy w tworzeniu, w rodzeniu nowego życia. To jest dla nas wszystkich (słuchaczy i głosicieli) szalenie ważne, ponieważ jeśli żyjemy w epoce postchrześcijańskiej, to trzeba również powiedzieć, że tę epokę można określić jako prechrześcijańską... To znaczy, że doświadczamy prawdziwej wiosny Kościoła. I z jednej strony świat, który nie chce słuchać Słowa, a z drugiej strony coraz liczniejsza grupa tych złaknionych, głodnych nadziei, którym trzeba głosić z mocą... A Pan Bóg nas rozliczy cośmy zrobili z misją Słowa, która została nam zlecona, czy nie zatrzymaliśmy jego "biegu", czy nie zniewoliliśmy go, czy nie spętaliśmy go kajdanami naszego lekceważenia, tudzież naszej lekkomyślności...

 U Boga nie ma pustosłowia, to znaczy Jego Słowo zawsze jest sprawcze, zawsze dokonuje dzieł Bożych, jest żywe i skuteczne. My w tej Jego skuteczności uczestniczymy. I to jest nieprawdopodobne!!! I to prowokuje do postawienia sobie pytania, czy kiedy wygłosiłem homilię, mogę po niej powiedzieć - oto Słowo Boże? Bo powinno być to możliwe, bo tak właśnie powinno się stać. A do czego doprowadziłem moich słuchaczy? Czy oni w moim słowie spotkali się ze Słowem Bożym? Niesamowita odpowiedzialność... Jak bardzo żałuję, że tak mało mówi się o tym w seminariach, że zapomina sie o tym w formacji... Efekty niestety są widoczne gołym okiem, a właściwie są słyszalne na tak wielu ambonach... Tyle szans zmarnowanych. Szans na prawdziwe, coniedzielne usłyszenie Boga samego... Czy On sobie bez nas nie poradzi...? No musi... A przecież po to ma nas, żeby się nami posługiwać... Na nas chce liczyć...

 Ale to wymaga postawy Marii... Ona siedzi u stóp Pana i słucha. Przyjmuje Jego Słowo, zapamiętuje, rozważa, trawi, przeżywa i "przeżuwa" (jak mawiali ojcowie duchowni). pewnie niejedno mogłaby powtórzyć, pewnie zdecydowanie lepiej rozumie Jego serce, niż zatroskana o zewnętrzność Marta. A przecież i ona chce dobrze. Przecież gościnność nakazuje... Przecież nie można jej uchybić... A kobieta do tego przecież była wówczas zaproszona - do zajmowania się domem i dbałości o serdeczną gościnność... Marta to rozumie... A Maria? Czy ci to obojętne, że zostawiła mnie samą? Rozkaż jej, żeby mi pomogła... Traci czas, marnuje go na bezowocne siedzenie i słuchanie... To gorszące... Tylu głodnych do nakarmienia, tyle spraw do załatwienia, tylu ludzi każdego dnia u naszych drzwi... Nie wolno marnować czasu na "nic"... Czy rzeczywiście na "nic"...?

 Matka Teresa z Kalkuty, która karmiła tysiące, pielęgnowała dziesiątki tysięcy, spotykała się z niezliczonymi tłumami, a jednak godzinę dziennie na siedzenie u Jego stóp widziała jako absolutną konieczność i domagała się jej od i dla swoich sióstr. Znana jest historia pewnego proboszcza, który na publiczną propozycję godzinnej adoracji, którą Matka Teresa złożyła również księżom, odpowiedział, że ona chyba nie zdaje sobie sprawy z ilości księżowskich zajęć. Matka Teresa wysłuchała cierpliwie całego wykładu na ten temat, a potem spokojnie stwierdziła, że rzeczywiście, w takich okolicznościach godzina adoracji nie brzmi dobrze - tu konieczne są dwie godziny adoracji 🙂 

Pewnie ideałem jest połączyć postawę Marty i Marii, ale gdzie jest najlepsza cząstka? Wiemy doskonale... A nie zdobywa się jej bez ofiary ze swojego czasu. Kto zaś kiedykolwiek próbował ją złożyć, doskonale wie, że nie jest to łatwe...