Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

dziecko, a bojaźń Boża...

2012-10-07

Mili Moi...

Wczoraj pierwszy dzień skupienia prowadzony na lubelskiej ziemi. Ileż ja mam radości z głoszenia Słowa... Uczestników było siedmioro, w tym troje z Ukrainy. Ale ekipa przesympatyczna, siostry oczywiście zadbały o każdy szczegół spotkania. Był więc i czas na refleksję i czas na radosne przebywanie razem. I ostatecznie ze zdziwieniem stwierdziłem, że wyszedłem z domu o 8 rano, a wróciłem o 18 🙂

A dziś wielkie wspólne świętowanie. Imieniny Artura i Michała (połączone), zgromadziły w naszym domu braci ze wszystkich trzech domów studiów (każda z naszych prowincji zakonnych ma taki dom w Lublinie) i stały się okazją do wzajemnego poznania (bo odrobinę się te wspólnoty pozmieniały - jedni kończą studia, inni je zaczynają). Dla nas to niemałe wyzwanie, bo przecież nie mamy pani kucharki, która by coś przygotowała, więc posiłkujemy się jakimiś gotowymi specjałami, niemniej przygotowanie tego wszystkiego, a potem posprzątanie zajęło nam całkiem sporo czasu, ale to też bardzo integruje i daje dużo przyjemności z bycia razem w tak przeróżnych sytuacjach, z którymi musimy się mierzyć...

A od rana chodzi za mną temat... bojaźni Bożej. Dzisiejszy Psalm wspomina o niej dwukrotnie i myślę sobie, że jest ona ściśle związana z postawą dziecięctwa, wokół której Słowo od kilku dni krąży, i o której mówi również dzisiaj. Bojaźń owa, która bardzo ściśle łączy się z szacunkiem i doświadczeniem Bożego majestatu, jest również powiązana z przeżywaniem radości z obcowania z Odwieczną Miłością... Zobaczcie jak szczerze ucieszył się mężczyzna, kiedy Bóg przedstawił mu tę, która prawdziwie jest kością z jego kości i ciałem z jego ciała... Oboje obcują z Bogiem twarzą w twarz i nie lękają się Go, co nie zmienia faktu, że z pewnością mają doświadczenie potęgi majestatu Jego obecności, przeżywają w sercu szacunek dla Jego Miłości... Bóg, który nie jest kumplem, jest kimś nieskończenie ważniejszym, mocniejszym, potężniejszym... A ta Jego wielkość wcale nie odbiera radości... Wręcz przeciwnie... Przymnaża jej. Dziecko czuje się bezpiecznie przy kimś tak potężnym... Dziecko cieszy się z takiego Obrońcy...

Pomyślałem, że tej bojaźni połączonej z radością bardzo dziś brakuje. Słowa "dobrego łotra" wiszącego na krzyżu obok Jezusa, skierowane do owego drugiego, "złego" - ty nawet Boga się nie boisz..., są jakąś codziennością w życiu chrześcijan niestety również... Może z tego wynika tak słaby szacunek choćby do sakramentu małżeństwa, o którym dziś w Słowie również słyszymy... Czy Bóg jest kłamcą i oszustem mówiąc, że małżeństwo może być czymś trwałym? A może żąda od nas rzeczy niemożliwych?

W ramach spaceru wybrałem się dziś do kościoła akademickiego posłuchać, co tam dziś w kazaniu głoszone będzie... I byłem naprawdę mile zaskoczony... Kaznodzieja dowodził bowiem, że słowa "stają się jednym ciałem" winny być naprawdę wzięte na poważnie. Jedność ciała sprawia bowiem, że kiedy boli cię ręka nie idziesz do lekarza prosząc, aby ją uciął, ale idziesz z prośbą, aby ci ją wyleczył. Ona jest twoja, przynależy do twojego ciała, jest ci potrzebna. Dlatego nie można zbyt łatwo w małżeństwie poddać się i powiedzieć - no nie wychodzi nam, więc lepiej się rozstać... Słowo Boga jest prawdziwe i ono nas ma kształtować. A nie statystyki, które mówią, że rozwód jest czymś "normalnym", ponieważ zdarza się dziś tak często...

Inna sprawa, że nie każdy do małżeństwa się nadaje... O czym mówię? Otóż - opuszcza człowiek swoich rodziców i łączy się ze swoją żoną... Owoc nie spada z drzewa, zanim nie dojrzeje... Jeśli małżeństwo jest darem, to można dać tylko to, co się posiada. Stąd wielkie pytanie o to "posiadanie" - na ile moja dojrzałość pozwoli mi siebie oddać, na ile rzeczywiście jestem gotów odejść od moich rodziców i złączyć się tak ściśle z drugą osobą, aby stanowić z nią jedno ciało...

Piękna i głęboka jest teologia małżeństwa. Szkoda, że tak mało zgłębiana podczas "kursów przedmałżeńskich". Wydaje mi się, że to właśnie ona powinna kształtować motywacje wspólnego bycia, ponieważ daje prawdziwy i niezawodny fundament dla tej budowli, którą można prowadzić tylko z tą jedną osobą, tu i teraz... W radości i w bojaźni Pańskiej... W postawie dziecięctwa...

zdj.za:http://dexpolska.com.pl/