Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

jam mały...

2012-10-05

Mili Moi...

I tak wczoraj przeminęła uroczystość Świętego Ojca Franciszka... Dzień wypełniony obowiązkami, ale wieczór piękny... Zanim o wieczorze... Czwartek, to taki dzień, kiedy muszę się wybrać na wykład wybrany. Do wyboru zaś były dwa. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy posłuchać obu, aby na tej podstawie dokonać wyboru. Pierwszym z nich była: Teologia roku liturgicznego szczegółowa. (Znacie pewnie ten dowcip - jaka jest różnica między liturgistą, a terrorystą? -  z tym drugim można negocjować...) Muszę wyznać szczerze... NUDA!!! Wykłady z liturgiki zawsze mnie nudziły, bo najczęściej dotyczyły historii liturgii, kształtowania się obrzędów, czy poszczególnych rytów... Podziwiałem tych, którzy się tym fascynowali... Tu nie jest inaczej... Po pierwszym wykładzie trudno powiedzieć o czym będą te zajęcia, ale nudno było jak to na liturgice:) (chyba takie nowe powiedzonko stworzę). Sądziłem zatem, że wybór będzie prosty i jednak zdecyduję się na wykład drugi, czyli: Wprowadzenie do teologii pastoralnej. Prowadzi je znany profesor, niestety jednak, bardzo sędziwy, co zaowocowało tym, że po pierwsze grubo się spóźnił, a po wtóre sam zdecydował o odwróceniu kolejności wykładów (my dołączamy do grupy, która już "trwa w nasłuchu"), w związku z tym, kiedy my przyszliśmy, "nasz" wykład właśnie się skończył... Co gorsza nikt nie był w stanie wytłumaczyć księdzu profesorowi na czym polega problem (to znaczy zakładam, że robiliśmy to bardzo nieudolnie, bo on nie mógł nas zrozumieć:) I tym samym okazało się, że wybór jest jak "między dżumą, a cholerą", czyli "i tak źle, i tak nie dobrze". No taki to widać będzie już ten czwartek...

Ale za to potem dużo radości przebywania z braćmi. A najwięcej z Nieszporów, które... odśpiewaliśmy razem w kaplicy. Jest nas tylko trzech, co dla niektórych mogłoby być może stać się okazją do upraszczania niektórych form modlitwy. Ale nie dla nas... na szczęście. Siedząc w kaplicy i sycąc się tą powolną modlitwą (bo nie spieszno nam było) myślałem sobie ileż to Pan Bóg ma takich miejsc na ziemi, gdzie dwaj, albo trzej, w jakimś zagubionym zakątku świata, tudzież w samym sercu miasta, stają każdego wieczoru przed Nim, aby Go uwielbić... Przeżyłem wczoraj takie doświadczenie jedności z tyloma malutkimi wspólnotami zakonnymi, rozsianymi po całym świecie, które mimo swojej "małości" nie rezygnują, ale dbają o szczegóły tego spotkania z Najwyższym... najważniejszego spotkania dnia... Śpiew płynął, a ja wraz z nim... płynąłem myślą po tym oceanie modlitwy, którego falowaniu nigdy nie ma końca... Bo kiedy my kończymy, być może do modlitwy przystępują gdzieś w Australii, albo w Japonii. Ona trwa... Tak jak sam Pan jest wiecznym trwaniem, tak i to uwielbienie, które ku Niemu kierujemy trwać będzie, aż On sam położy mu kres i wszystko się wypełni... Dobrze mi z braćmi... Zwłaszcza wówczas, kiedy spotykamy się w kaplicy...

Ale nasze świętowanie przedłużyliśmy na dziś i o poranku wybraliśmy się na wspólne grzybobranie.. Niestety owoce w koszu nie przyprawiały o zawrót głowy, za to sporo pięknych "obrazków przyrody". I ta cisza lasu, i to świeże powietrze... Aż chce się żyć...

A po południu przeżyłem bardzo miłe spotkanie z siostrami kapucynkami, u których (wygląda na to) będę głosił comiesięczny, powołaniowy dzień skupienia. Zaczynamy już za tydzień. A jutro podobny dzień skupienia, choć dla młodzieży "mieszanej" u sióstr nazaretanek. Ale, żeby było jeszcze weselej, to w listopadzie jadę na kilka dni do Rzymu, wygłosić triduum przygotowujące siostry Córki Bożej Miłości do uroczystości wspomnienia ich Założycielki... Tak, tak, chodzi o ten Rzym w Italii, nie o którykolwiek z polskich Rzymów:) I mam z tego dużo radości, bo choć to listopad, to chętnie pospaceruję po Wiecznym Mieście...

A w Słowie dzisiejszym najgłośniej do mnie przemówiło stwierdzenie Hioba - jam mały, cóż Ci odpowiem? I chodzę tak dziś, i powtarzam te słowa... Bo one są wyrazem wielkiej pokory (co dla nas wszystkich pewnie jest oczywiste), ale są też niezwykle prawdziwe, odzierające ze złudzeń, aby ktoś, kto jest "nikim", nie sądził, że jest "kimś". Wobec majestatu Boga na zawsze pozostaniemy "niczym", ale jest to "nic", które On kocha w taki sposób, jakby było "wszystkim". I nad tym się nieustannie głowię sercem:) i to mnie ciągle zachwyca. I to dzisiejsze słowo Hioba - jam mały... wprowadza mnie w ogromne poczucie bezpieczeństwa, bo uwalnia moje barki od tego wszystkiego, co pośród ludzi uchodzi za wielkie... Wobec Boga to wszystko zawsze małym pozostanie. To źródło prawdziwego pokoju - bo wobec Niego ja nie muszę stawać się wielkim - On kocha małe, pokorne, proste... Świętą Faustynę i świętego Franciszka i tak wielu innych... A cały bezmiar miłości objawia się najbardziej w tych, którym nie wydaje się, że są "kimś", podczas, gdy są "nikim". Ale bycie "nikim" przed Bogiem daleko więcej znaczy, niż jakiekolwiek zaszczyty tego świata...

 

 zdj.za:http://paulaad93.flog.pl/wpis/885078/i-mamy-rzym-w-polsce-