Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

to nie droga jest trudna, to trudności są drogą...

2012-09-22

 zdj. za:http://en.wikipedia.org/wiki/File:Snail-WA_wolfied.jpg

Mili Moi...

Niedawno wróciłem z Kalwarii Pacławskiej (jeśli ktoś nie wie gdzie to jest, to warto sobie sprawdzić - w każdym razie na telefon dostałem już informację o warunkach roamingu na Ukrainie). Tam siedmiu naszych najmłodszych braci złożyło swoje pierwsze śluby zakonne. Wśród tych siedmiu było również dwóch z naszej zakonnej prowincji. Lubię te uroczystości zakonne, kiedy tak wielu nas staje przy ołtarzu. Lubię te chwile, kiedy cieszymy się z nowych braci. Kiedy patrzę na nich, widzę samego siebie sprzed lat (jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi). Bo te pierwsze śluby zostają w pamięci, są niezwykle istotną datą. Ja osobiście pamiętam je dużo lepiej, niż śluby wieczyste... Pewnie właśnie dlatego, że sa pierwsze...

Młodzi, pełni entuzjazmu, takiej nieskażonej radości, ideałów... Ależ miło widzieć takich franciszkanów. Nie twierdzę, że cała reszta stanowi jakąś opozycję, ale wiadomo, że z czasem człowiek się robi coraz bardziej "dorosły" również w powołaniu... Tak jakby po trosze wyrastał z dzieciństwa... Na szczęście nie zawsze i nie każdy 🙂 Niemniej, jak wspomniał dziś krakowski prowincjał, ten dzień jest zapisywany w zakonnych annałach. Nie tylko za życia brata, będą, pisząc o nim, wspominać datę pierwszych ślubów, ale również po śmierci, nad jego trumną, również odczytają nekrolog, w którym ta data zostanie wymieniona... Ważny dzień...

Muszę przyznać, że zainspirowały mnie jeszcze inne słowa prowincjała. A mianowicie zachęcił nas wszystkich w zasadzie, abyśmy zastanowili się nad słowami Psalmu - Twoja łaska jest cenniejsza od życia... Na tych słowach oparł bowiem swoje życzenia dla neoprofesów... Ta łaska, którą dla nas jest powołanie... Jak bardzo trzeba jej strzec, jak bardzo z nią współpracować... Nawet życie nie może się z nią równać... Z łaską Boga samego... Ci, którzy zostali nią obdarzeni są konsekrowani, niczym świątynie, czyli miejsca przeznaczone tylko i wyłącznie do kultu... Konsekrowani, czyli, że nie wolno ich w żaden sposób zbrukać, nie wolno traktować bez szacunku, bo oni należą do Pana... Są Jego wyłączną własnością...

I zobaczcie, gdybyśmy się nad tym zastanowili, to tak naprawdę dotyczy to wszystkich nas, ponieważ każdy z nas doświadczył konsekracji chrzcielnej. Bóg wybrał nas sobie na własność, Bóg zechciał mieć nas jako swoje dzieci... Niesamowita to wieść... Śluby zakonne, które są rozwinięciem konsekracji chrzcielnej, czynią, mnie wyłączną własnością Boga, a Jego łaska jest cenniejsza, niż życie... Usłyszałem dziś te słowa... Usłyszałem... To tak jakby jakiś kamień wpadł do mojego serca - czuję jego ciężar, ale jednocześnie mam wrażenie, że on tam doskonale pasuje, że tam właśnie jest jego miejsce...

I jeszcze jedną myślą musze się z wami podzielić... Zacytowano śp. o. Jacka Bolewskiego jezuitę, który miał rzec jednemu ze swoich młodszych współbraci - to nie droga jest trudna, to trudności są drogą... I ta myśl też staje mi się dziś jakoś bliska. Bo to, czego życzyłem moim młodszym współbraciom, to umiejętność niesienia krzyża... Bo on jest wpisany w nasze powołanie. Nie ma powołania (chrześcijańskiego, franciszkańskiego, i pewnie żadnego innego) bez krzyża... W naszym Zakonie, ta miłość do krzyża jest jednak jakoś szczególnie zarysowana przez Ojca naszego Franciszka... Nasz Zakon nazywał się od początku Zakonem Pokuty... I przyznam szczerze cały czas zgłębiam tę nazwę, bo ona zobowiązuje... I to nie tylko do tego, żeby wieść zewnętrznie umartwione życie, choć pewnie i do tego... Ale może bardziej, aby stawać się coraz bardziej podobnym do Mistrza, który przez tę tajemnicę krzyża przeszedł do końca... Samotny... Opuszczony... Wzgardzony... Patrzę na Jezusa i patrzę na tych młodych braci... Oni jeszcze do Niego nie podobni... Oni wciąż zdają się "objawiać" Jezusa z tego okresu, zanim jeszcze rozpoczął działalność publiczną... Może są takimi "Jezusami" w świątyni - z rumieńcem na twarzy zachwycają się wszystkim, co związane z odkrywaniem Ojca... Może... Ale godzina krzyża nadejdzie... Zawsze nadchodzi... Prędzej, czy później... I, rzecz jasna, nie chodzi o żadne straszenie, ile raczej o to, żeby ją przyjąć ze spokojem, co więcej... czekać na nią... pożądać jej... być spragnionym... Mistycy to zawsze rozumieli, wszyscy inni patrzyli na taką postawę z nieufnością węsząc w niej objawy choroby psychicznej... Ale Franciszek był mistykiem... Ja mogę nie być, moi młodsi bracia mogą nie być, nasi przełożeni mogą nie być... Ale spotkanie z krzyżem nie mija nikogo... Może więc warto swą drogę do mistycyzmu, takiego prostego, życiowego, rozpocząć od odwrócenia porządku - to nie droga jest trudna, to trudności są drogą...

P.S. A czym do Kalwarii pojechałem? No mamy tu wóz studencki... Dokładnie takiej marki, jak "powołaniowy", też Opel Corsa, z tą różnicą, że nieco starszy (ma jeszcze magnetofon kasetowy 🙂 Ale prawdziwe horrendum to fakt, że... jest różowy!!! No, powiedzmy taki koralowy... Postaram się niedługo wrzucić jakieś zdjęcie... Ale wysiadając z tego samochodu w habicie doświadczam "życia pokuty"... a może "pokuty życia"... 🙂