Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

a szukałeś???

2012-09-18

 

 zdj.za: Flickr/woodleywonderworks/Lic. CC by

Mili Moi...

No i przeżyłem tak zwaną rozmowę kwalifikacyjną. Wyglądała dość zabawnie, a najbardziej przejęci byli z pewnością ci, którzy nas "rekrutowali". Na mój kierunek kandydatów było... 4 (sic!). To i tak więcej, niż się spodziewałem. Poza mną jest jeszcze brązowy franciszkanin, redemptorysta i ksiądz diecezjalny. Bardzo sympatyczne chłopy więc wygląda na to, że będzie "la wesoła kompanija":)

W każdym razie dostałem trzy pytania. Pierwsze - czy będę sąsiadem księdza profesora, który mnie przepytywał... Nie bardzo umiałem odpowiedzieć na to pytanie, bo wiedziałem, gdzie mieszkam ja, ale nie bardzo wiedziałem gdzie mieszka on (choć ulicę mi podał), ale na wszelki wypadek odpowiedziałem, że tak, oczywiście, w rzeczy samej, naturalnie... Drugie pytanie brzmiało - jakie są ojca zainteresowania w obrębie homiletyki? I na to pytanie również nie potrafiłem odpowiedzieć... 🙂 Ale ksiądz profesor był zdecydowanie bardziej zajęty wypełnianiem jakichś dokumentów i moja odpowiedź raczej go nie interesowała... Ale oczywiście mnie gęba się nie zamykała, więc kiedy już ustaliliśmy, że pracowałem rok w Irlandii padło trzecie pytanie - did you preach in English? No i ja oczywiście... i na to pytanie nie bardzo byłem w stanie odpowiedzieć... Ale ksiądz profesor bardzo moją odpowiedzią był ukontentowany, stwierdził, że bardzo miło się rozmawia i że uczelnia właśnie potrzebuje takich znających języki (sic!) doktorantów i że on poleca mi czasopismo "Worship", w którym sporo artykułów homiletycznych po angielsku znajdę (sic!)... No i napisał na moich dokumentach, że zdecydowanie rekomenduje przyjęcie ojca Michała Nowaka na studia doktoranckie na kierunku homiletyka...

Potem wysłał mnie z papierami do dziekanatu, żeby panie rzuciły na nie okiem, czy wszystko jest w porządku. Oczywiście nie było ("no trzy razy mu tłumaczyłam gdzie ma swoje rekomendacje wpisywać, a on nadal nie rozumie"), ponieważ ksiądz profesor tak zaaferowany był rozmową o moich umiejętnościach lingwistycznych, że wpisał swoją rekomendację w rubryce pod tytułem "Zainteresowania studenta". I kiedy już szedłem powtórnie na dziewiąte piętro, żeby to poprawili, to stwierdziłem, że to jakaś kraina absurdu jest i jeśli wszystko tak dalej będzie wyglądało... to jak ja będę wyglądał za cztery lata? 🙂

Ogłoszenie wyników miało być dziś, ale "dziś" się kończy i nadal nie wiem czy jestem studentem. Co prawda obwieszczenie mówi, że wyniki ogłoszą 18 września 2021 roku. Myślałem, że to taka pomyłka, ale może trzeba brać wszystko dosłownie... i czekać... 🙂

No ale Słowo wcale do czekania nie zachęca. Bo dziś niesamowicie dynamiczna sytuacja poszukiwania dwunastoletniego Jezusa przez Jego Rodziców. Pomyślałem sobie ile prawdziwego bólu i niepokoju było w Maryi i Józefie. Wszak te poszukiwania trwały trzy dni... Dziś, kiedy dziecko nie pojawi się w domu, kiedy wszczyna się poszukiwania, w które zaangażowane są setki ludzi, to po jednej nocy rodzice gotowi są osiwieć, albo jak mówimy "odchodzić od zmysłów". I nikogo z nas to nie dziwi. Tym bardziej trzeba, wczytując się w Słowo, widzieć cały ogrom uczuć, czy trudnych emocji, które kryją się za jednym zdaniem, nad którym tak łatwo przejść do porządku dziennego...

Ale najbardziej wstrząsnęło mną pytanie Jezusa - czemuście mnie szukali? Pomyślałem sobie dziś - czy gdyby Jezus stanął przede mną, to mógłby mi postawić takie samo pytanie? A może zapytałby zupełnie inaczej - czemu mnie nie szukałeś? Bo może w moim życiu opieram się na naiwnym przekonaniu, że ja Jezusa już dawno znalazłem i niczym obrazek w kieszeni, niczym martwy przedmiot, On po prostu jest... Tymczasem On jest Osobą, Dynamizmem, Życiem, którego nieustannie należy szukać, ku któremu wciąż trzeba się zbliżać, o które ustawicznie należy się starać, walczyć, zmagać...

 Czy rzeczywiście mogę o sobie powiedzieć, że szukam Jezusa? A nawet jeśli... To z jakich motywów, co mną kieruje? Czy te motywy choć w jakiś mglisty sposób są zbliżone do motywów Maryi i Józefa? To znaczy - czy moje poszukiwanie Jezusa ma coś z poszukiwań matki, która jest skłonna zrobić wszystko, aby odnaleźć swoje dziecko... Dziś przypomniał mi się wstrząsający program, który niedawno oglądałem, a który opowiadał o japońskich matkach. Te kobiety utraciły dzieci w katastrofie po przejściu tsunami. To znaczy dzieci uznano za zaginione (co w istocie oznacza - za zmarłe). Cierpiące matki same wynajmują ciężki sprzęt i przekopują duże połacie terenu poszukując zwłok swoich dzieci. Płaczą i szukają dzieci... To ich skarb!!! Nikt nie jest w stanie im wytłumaczyć... Nikt nie jest w stanie odwieść ich od tego pomysłu... Wstrząsający obraz... Obraz tego, że miłość nigdy nie ustaje... One mają motyw... One chcą wiedzieć, zobaczyć, prawdziwie się pożegnać... Mają motyw i są niestrudzone...

A ty? W jaki sposób szukasz Jezusa w swoim życiu...? Obyśmy nie usłyszeli nigdy - dlaczego mnie nie szukałeś?