Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

wolny jak wiatr...

2012-09-10

 zdj. za:http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Wiatr.jpg

 

Mili Moi...

Dziś 2300 dzień mojego kapłaństwa. Taki trochę nostalgiczny dzień. A zaczęło się to wczoraj. Otóż wczoraj minęło 12 lat, odkąd po raz pierwszy, publicznie powiedziałem Panu Bogu "tak". 9 września 2000 roku złożyłem swoje pierwsze śluby zakonne w naszym nowicjackim wówczas klasztorze w Gnieźnie. Do dziś pamiętam ten dzień... Jego poranek, kiedy bardzo wcześnie, w promieniach słońca, przemierzałem klasztorny ogród zastanawiając się jak to będzie, myśląc o tym, ku czemu się przybliżam przez tę moją profesję. Była jeszcze wówczas ze mną moja śp. Babcia, było wiele ważnych i bliskich mi osób... Dwanaście lat minęło tak nieprawdopodobnie szybko. Taki wówczas byłem "świeży" w tym moim powołaniu, czułem się taki młody młodością Ducha Świętego. Wszystko wydawało się proste i możliwe... Ileż się od tamtego czasu zmieniło... Niestety również w jakimś sensie "na gorsze". Zawsze mam w głowie myśl św. Maksymiliana, że najgorliwszych zakonników spotyka się w nowicjatach, a potem jest już tylko gorzej... Podczas gdy powinno być dokładnie odwrotnie... Parafrazując nieco jego myśl, chcę dziś powiedzieć, że najbardziej wolnych zakonników spotyka się właśnie w nowicjatach... a potem...

A potem coś z tej wolności ulatuje. Dziś myślę o tym szczególnie intensywnie, bo obraz niezwykłej wolności pokazuje sam Jezus uzdrawiając w szabat człowieka z uschła ręką i to dodatkowo w synagodze... O tej wolności myślę, o wolności, która w sposób bezwzględny jest powiązana z dobrem, o tej wolności, która nie musi niczego przed nikim grać, udawać, zasługiwać... O wolności, która nie dba o ludzkie języki, o opinię, o to, żeby dobrze wypaść, o to, żeby zachować każdą, jak najdrobniejszą normę dla ludzkiego oka... Taką wolność odkrył św. Franciszek. Taka z pewnością również zachwyciła każdego z nas, franciszkanów. A jeśli nie każdego, to mnie na pewno... I z taką u początku zakonnego życia byłem blisko...

A potem przychodzi tak zwane życie... Czasem mam wrażenie, że stajemy się niejako zakładnikami swojego powołania. Bo to wypada, a tamto nie wypada (przy czym tego, co nie wypada jest znacznie więcej:) I wchodzi się czasem w pewne utarte schematy zachowań, w pewne koleiny, z których wyskoczyć jest bardzo trudno. I, żebym był dobrze zrozumiany, nie przemycam tu żadnej tęsknoty za anarchią, za rezygnacją z tradycji, za samowolką, za brakiem autorytetów itd. Nic z tych rzeczy. Podchodzę do tego z ogromnym szacunkiem... Ale widzę w Ewangelii, także tej dzisiejszej, że ów szacunek może wyglądać dwojako. Albo w wydaniu faryzejskim (szacunek niewoli) albo w wydaniu Jezusa (szacunek wolności)...

No i za tą wolnością dziś zatęskniłem, bo, jak powiadam, coś z niej uleciało. Może odwaga, może pierwiastek "szaleństwa", którego w Jezusie można się dopatrzeć, a może ludzkie opinie stały się nadmiernie ważne... Nie wiem... Badam temat... Ale dziś Pan mi zaimponował... Dobro, które musi dziać się tu i teraz - nie zaraz, nie jutro, nie w przyszłym tygodniu... Teraz... I szabatu w ten sposób nie obrazimy... I Prawem nie wzgardzimy... Ale na pewno się narazimy... I wezmą na języki, i poniosą, i nienawiść będzie rosła i rosła, bo każdy doda jeszcze coś od siebie, żeby wszystko było ciekawsze... I tak ta walka trwa... Od wieków... A za dwa tygodnie następni bracia złożą swoje pierwsze śluby w Kalwarii Pacławskiej. I pójdą w tak zwane życie... Mam być tego dnia z nimi... Już chyba wiem, czego będę im życzył...

A dziś stwierdziłem, że czas wyjść z domu. Tym bardziej, że słonko pięknie przyświecało. Wziąłem więc dwie torby, które uległy nadwyrężeniu podczas ostatniej podróży i po wcześniejszych internetowych poszukiwaniach udałem się w miasto na wycieczkę pod hasłem "kaletnik". Miasto duże, adresów kilka, ja i moje nogi... Pierwszy adres spalony (w ogóle nie ma takiej ulicy - choć w internecie jest), drugi adres działa, i owszem, ale tylko przedmioty małogabarytowe - zostawiam więc torbę na ramię, gdzie konieczna jest wymiana zamka. Odbiór w czwartek. Miło, fachowo, konkretnie. Ale co zrobić z walizą, której uchwyt się urwał (co przysporzyło mi niemało trudu w mojej piątkowej, morderczej podróży pociągiem)? Pani uprzejmie kieruje mnie na ul. Zieloną (piękna uliczka zresztą), gdzie dwaj panowie robią takie rzeczy... No to idę... Mały, duszny kantorek, zawalony po sufit różnymi różnościami (kontrola ze Straży Pożarnej zawału by pewnie dostała). Waliza owszem przyjęta... Odbiór... i tu... napięcie wzrasta... MA PAN TU NUMER I NIECH PAN ZADZWONI ZA JAKIEŚ... DWA TYGODNIE!!!

No myślę sobie, że przecież to niemożliwe, żeby tempo pracy było słabe... Musi widać przyczyna być w "obłożeniu robotą". I o tym powinni się dowiedzieć wszyscy doradcy zawodowi i wszyscy ci, którzy zastanawiają się czy zostać lekarzem, czy prawnikiem... Moja rada - zostań kaletnikiem... A jak będziesz dobry, to w 2012 roku będziesz zapisywał klientów na 2014. Czyli prawie jak lekarz 🙂