Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

myśląc nad żelazkiem 🙂

2012-08-30

Mili Moi...

No duża ilość wolnego czasu ma swoje plusy. Pojawiły się na blogu nowe galerie zdjęć - Kanada 2012, USA 2012, Pielgrzymka 2012... Zawsze brakowało czasu na ich dodanie, a tu okazuje się, że można...

 A niemal niezauważalnie pierwszy tydzień mojego pobytu w Lublinie prawie upłynął... Wczoraj nawet wybrałem się na Eucharystię do braci kapucynów, bo już mi się trochę sprzykrzyło "odprawiać do ściany" w domowej kaplicy. A że ja jestem zwierzę społeczne, to chociaż popatrzeć na modlących się ludzi chciałem. To właściwie jedyny brak... Brak człowieka, z którym mógłbym się napić kawki i pogadać. Bo cała reszta jest "rajska" - cisza, spokój, książka, rmf classic w tle... Oczywiście zakładam, że to chwilowy zachwyt 🙂 Znając siebie już za chwilę znajdę sobie jakieś zajęcie, a może trzeba by napisać, że zajęcie mnie znajdzie... Zresztą poszukiwania już trwają... Wczoraj dzwoniły siostry Wspólnej Pracy z Gdańska z prośbą o comiesięczne dni skupienia 🙂 No trochę jednak daleko... Dzwonił też o. Robert, orionista z Warszawy z zaproszeniem na rekolekcje - a to już może szybciej... W każdym razie ufam, że się nie zanudzę 🙂 A i towarzystwo wkrótce się pojawi, bo już jutro przyjeżdża do domu mój przełożony...

A muszę przyznać, że Słowo ostatnimi dniami bardzo prowokuje mnie do nieustannego rachunku sumienia. I może to i dobrze... Czas na to mam, więc może warto zajrzeć pod te kamienie w duszy, pod które raczej rzadko zaglądałem...

Dziś temat czuwania... I oczywiście mowa o powtórnym przyjściu Pana, ale mnie raczej skupiło na sobie Jego codzienne przychodzenie. Jak często się z Nim rozminąłem, jak często Go nie rozpoznaję, jak często się nie spotykamy, ponieważ ja jestem nie tam, gdzie być powinienem? Dziś stanęły mi przed oczami te wszystkie chwile, kiedy Jezus nie był w centrum mojego myślenia, kiedy nie był treścią mojej codzienności... A wcale ich nie mało... Tyle różnych przyjemności, tych godziwych, a jakże... Tyle zajęć, które Go w żaden sposób nie uwzględniały... Tyle tematów poruszanych w rozmowach, a On w nich nieobecny...

Zaraz przypomniałem sobie Franciszka, który Jezusa nosił w sercu, Jezusa na ustach, Jezusa w uszach, Jezusa w oczach... Powie ktoś - niemożliwe? Ależ oczywiście, że możliwe... Człowiek przemieniony przez Jezusa, upodobniony do Niego, czyni z Niego główny, najistotniejszy temat swojego życia... Żyje Nim... I wcale nie jest niestrawny dla otoczenia. Ponieważ to jego życie Jezusem jest tak subtelne, a jednocześnie porywające; tak delikatne, a jednocześnie tak wstrząsające; tak ciche, a jednocześnie nigdy nie milczy... Nic wówczas nie syci, nic nie cieszy tak, jak Jezus, nic nie jest tak ważne i nic nie może z Nim konkurować... Wówczas taki "pasjonat Jezusa" jest w tych sprawach, które mu zostały zlecone, wypełnia je w sposób doskonały i przy tej czynności zastanie go Pan...

Uprzedzając wszelkie powątpiewania - Jezus naprawdę potrafi pochłonąć całkowicie... I wówczas już nie szuka się przyjemności poza Nim, nie szuka się światowej rozrywki, bo ona nie smakuje, nie szuka się chwil oddechu od wiary, bo ona nie jest absolutnie żadnym ciężarem... Niestety nie piszę tego wyłącznie w oparciu o swoje doświadczenie... Ono jest zbyt kruche, zbyt niedoskonałe... Opieram się raczej na świadectwie Ojców, na prawdzie objawionej, na swojej tęsknocie i na przebłyskach tej łaski, która momentami porywa mnie tak silnie, że nic nie jest w stanie z nią konkurować... Niestety... wciąż "momentami"...

Dlatego nieustanne poszukiwanie przyjemności, ludzkiej satysfakcji, posiadania (osób, rzeczy, innych dóbr), bo serce ciągle głodne i naiwnie sądzi, że tym się nasyci... A tu niespodzianka... Niespodzianka? Przecież zawsze jest tak samo... Nie dość, że to wszystko nie syci, to jeszcze osłabia zdolność czuwania, otępia, wyjaławia serce i wówczas spotkanie z Jezusem nie wydaj się być już tak atrakcyjne, i wówczas trudniej rozpoznać jego wartość... I wówczas robi się smutno...

Samo odwrócenie się od "marności" nie pomaga... Pełne nawrócenie, to wypełnienie swojego serca Pięknem Boga samego... Dziś znalazłem coś na ten temat... Hilary z Poitiers do mnie przemówił: Dusza powinna być czujna i zamknąć wszystkie wejścia. Usta powinny być zaprzątnięte świętą rozmową, uszy pełne pobożnych dźwięków, oczy - cudownych dzieł Bożych, umysł zaś powinien być zajęty niebieskimi myślami. Nie wystarczy jedynie powstrzymać się od mówienia, słuchania, patrzenia, albo rozmyślania o złych sprawach. To bowiem jest zamknięciem wejścia zarówno złym, jak i dobrym duchom. Gdy bowiem rzucasz zło, ale nie wprowadzasz dobra, to tak, jakbyś zostawił bramy do duszy otwarte. Nieprzyjaciel wejdzie przez nie z łatwością, gdy zastanie je wolne. Trzeba więc, aby wejście do duszy nie tylko nie było wolne dla zła, ale wypełnione dobrem.

Oczywiście, zawsze można powiedzieć - przesada... Można... Ale czy taki komentarz nie będzie dość powierzchowny? Czy on rzeczywiście "załatwia" sprawę? Czy po jego wypowiedzeniu "sprawy tego świata" zaczną lepiej smakować? A może znacznie lepiej wypełnią serce? Hmmm... Osobiście wątpię... Ale...

Z tym kłebkiem myśli was zostawiam, a sam udaję się... prasować 🙂 Niesamowite rzeczy się dzieją... Nie robiłem tego od lat, bo w klasztorach zawsze ktoś mnie w tym wyręczał, a musze nieskromnie powiedzieć, że w tej sztuce byłem niegdyś bardziej, niż biegły... 🙂 Idę się przekonać ile mi jeszcze tych umiejętności pozostało... Mam nadzieję, że to jak z jazdą na rowerze - tego się nie zapomina... Niemniej zakonnej zaradności lekcja następna... Chwyć żelazko i zmierz się z górą... koszul i podkoszulek 🙂