Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

o nawróceniach Nowaka...

2012-08-28

Mili Moi...

Jak mawia jeden z moich ulubionych, choć jeszcze nie do końca znanych światu klasyków - prawdziwe ferie... Tak najkrócej określiłbym czas, który przeżywam. Śpię do bólu (czyli mniej więcej do 7.30:), chadzam na długie spacery i... czytam. W telewizji oglądam zaledwie Teleexpress i na więcej nie mam ochoty. Na "tapecie" jest "Władca pierścieni". Dawno już obiecywałem sobie tę lekturę, a uznałem że obecne okoliczności sprzyjają właśnie takim doznaniom:)

Mam za sobą pierwsze wycieczki. Udałem się już na słynną Poczekajkę, gdzie "rządzą" kapucyni. Otóż z rektorem "ichniego" seminarium zdobywaliśmy szlify w szkole wychowawców u salwatorianów w Krakowie. Poszedłem więc go nawiedzić, ale świadomie się nie anonsowałem, ani nie sprawdzałem czy jest obecny. To miał być spacer... I był... dłuuuugi:) Rektor zaś będzie w domu za dwa tygodnie:) Ale, ale... Wydarzenie na skalę co najmniej europejską... Wróciłem do domu... autobusem:) Co prawda zakup biletu z automatu biletowego w pojeździe zajął mi prawie cała drogę, ale kupiłem, skasowałem i wysiadłem na właściwym przystanku... A zatem po czterech latach wracam do zakonnej normalności. I nawet nie tak bardzo brakuje mi samochodu...

No może dziś troszeczkę... Wybrałem się do Jyska. Są w Lublinie trzy... Każdy z nich bardzo daaaaaleko:) Ale nogi mam, a potrzeba fotela, na którym mógłbym zasiąść przy biurku stała się potrzebą naglącą. Dotarłem do sklepu, nabyłem fotel drogą kupna, ale z dostawą już nie było tak łatwo jak dotąd bywało... Musiałem poczekać do wieczora i właśnie przed chwilą mi go dostarczono:) Ale oczywiście jak to w takich sklepach - w kartoniku do własnego montażu... Siedzę na nim... i jestem z siebie niepomiernie dumny:) Kto mnie zna choć odrobinę, ten wie, że jestem absolutnym "idiotą technicznym" i nawet złożenie tak prostej konstrukcji, jaką jest fotel, stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Ale udało się i jest radość...

Tylko Słowo dzisiejsze trochę mnie zasmuciło, takim Bożym smutkiem, ku nawróceniu. A może lepiej byłoby powiedzieć - zawstydziło, bo i to uczucie pojawiło się dziś we mnie... Zdałem sobie bowiem sprawę, że w moim codziennym życiu stanowczo za dużo dbałości o tę zewnętrzną stronę kubka lub misy... To znaczy, widzę jak bardzo jestem skupiony na sobie, jak bardzo staram się dbać o swój wizerunek, jak bardzo zależy mi na ludzkiej opinii, jak bardzo jestem wrażliwy na swoim punkcie, jak mocno dotykają mnie krytyczne uwagi... Niestety ta cała zapobiegliwość nie zawsze współgra we mnie z kondycją mojego ducha i niestety niejednokrotnie ocieram się o hipokryzję... Bolesne to odkrycie, choć niezupełnie nowe...

Dlaczego tak jest? Może dlatego, że tak jest łatwiej... Najłatwiej oszukać wszystkich wokół. To kosztuje najmniej zachodu, a pozornie poprawia nastrój. Bo nawet jeśli wiem, że kiepsko ze mną, to wszyscy wokół zapewniają mnie, że tak nie jest... I od razu robi się milej. Na krótko co prawda, ale zawsze...

Może także dlatego, że ksiądz to takie stworzenie, któremu wiele rzeczy wypada, a jeszcze więcej nie wypada. Może nieopatrznie staram się grać rolę, o której wszyscy mają jakieś wyobrażenie, a ja w swoim perfekcjonizmie wchodzę w jakiś schemat "dobrego księdza" (choć ostatnio pewna kobieta zaskoczyła mnie nieco orzekając, że w jej odczuciu jestem księdzem, który łamie schematy).

A może to wszystko lęk... Lek wobec tej prawdy, która jest niczym kożuch pleśni na zawartości naczynia. Ale póki ono jest szczelnie zamknięte i smród na zewnątrz się nie wydostaje, to zewnętrznie całkiem przyzwoicie wszystko wygląda, nikt nie może się czepiać... Nikt - ze mną na czele. Po co zaglądać do środka, skoro wszystko tak elegancko się prezentuje???

Tak, czy owak... Dziś to wieko się uchyliło... Zajrzałem do środka... i żyję... Może więc ten lęk przynajmniej warto wyeliminować i jak najczęściej spotykać się z prawdą o samym sobie, także tą bolesną. Bo jeśli Słowo ją objawia, to wszystko zmierza ku życiu, a nie ku śmierci, upodleniu, upokorzeniu... Słowo ożywia to, co martwe i wprowadza światło, tam, gdzie moje "ja" drży w ciemności... Bóg żyje w swoim Słowie i nawet poprzez "biada" wzywa do życia... Więc nawracaj się Michale, nawracaj, póki masz jeszcze czas... I zapomnij o rolach, schematach, opiniach i oczekiwaniach... A pamiętaj, że człowiek jest tylko tym, kim jest w  oczach Bożych i nikim więcej... nikim więcej... W Jego oczach się przejrzyj...