Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

pierwsze wrażenia...

2012-08-22

Mili Moi...

No i pierwszą wizytę w Lublinie, moim nowym miejscu zamieszkania mam za sobą. W niedzielną noc wybraliśmy się we trzech (co jak się później okazało, było opatrznościowym pomysłem), aby nad ranem dotrzeć na miejsce. A tam zaczęła się niezła zabawa... Najpierw odbiór kluczy z klasztoru naszych braci studentów z prowincji warszawskiej, bo tam zostały dla mnie pozostawione. Kluczy jest cały pęk... Docieramy na miejsce. Najpierw mocowanie z bramą prowadzącą na podwórko. Po kilku chwilach udaje się odnaleźć właściwy klucz. Po chwili naszym oczom ukazuje się kilka klatek schodowych. Szukamy takiej, przy której jest nasz numer mieszkania. Ale nie pasuje tam żaden klucz. Może więc do klatki obok... Też nie... A gdyby tak spróbować do jeszcze jednej klatki... I, o dziwo, jeden z kluczy pasuje. Przemierzam klatkę dziarskim krokiem (pięć pięter w starej, wysokiej kamienicy), ale naszego mieszkania tam oczywiście nie ma. Ale za to na jednych drzwiach napis - siostry dominikanki. Bez wahania pukam i okazuje się, że urocza siostra ma nawet klucze do nas, bo podlewa tam kwiatki i chętnie pokaże mi drogę. Idziemy więc razem. Ale siostra założyła, że mam klucze "od kuchni". Wspinamy się więc po niewłaściwej klatce schodowej. Wszystko okazuje się pod drzwiami. Schodzimy na dół i wchodzimy do następnej klatki - znów wspinaczka (mógłby pojąć ten niezwykły wysiłek tylko ktoś, kto tamtędy chadza). A tam... Na szczęście klucze pasują i wreszcie wchodzimy do środka... A po chwili rozpoczynamy mozolne wnoszenie kartonów. Tu objawia się cała potęga młodości. Ja po dwóch kursach prawie żegnam się ze swoi sercem, które nieposkromione próbuje mi wyskoczyć nie bacząc na barierę żeber, dodatkowo trzęsie mi się każdy, najmniejszy nawet mięsień. Ale Przemek i Tomasz, dwaj młodzi przyjaciele dziarsko biegają po następne kartony. O godzinie 9 rano mogłem się uznać za wprowadzonego:)

Mieszkanie jest piękne - wysokie i przestronne. Pokój mam znacznie większy, niż w Elblągu. Wyposażony w liczne półki (co mnie cieszy), jak na pokój studencki przystało, oraz w duży piec kaflowy (nieużywany już rzecz jasna). W mieszkaniu jest jeszcze kuchnia (wspólna dla nas wszystkich - czyli trzech), kaplica i rekreacja, łazienka oraz drugi pokój, w którym nikt nie będzie mieszkał, ponieważ pozostali bracia są rozmieszczeni w pozostałych dwóch lokalach mieszkalnych, które w całości składają się na nasz "klasztor". Muszę powiedzieć, że bardzo, ale to bardzo mi się tam podoba. Mieszkanie jest znakomicie umiejscowione - dosłownie pięć minut marszu na uczelnię i pięć minut do lubelskiej starówki, która, nota bene, jest również przepiękna...

Na uczelnię wybraliśmy się tego samego dnia. Przeurocze panie z dziekanatu przyjęły moje dokumenty (szczęśliwie okazało się, że niczego nie brakowało) i zaprosiły na wstępną rozmowę kwalifikacyjną we wrześniu. To kolejny etap procesu rekrutacji. Po tej wizycie już tylko spacery, drzemka, małe zakupy na kolację i śniadanie i we wtorek powrót do Elbląga.

Spędzę tu jeszcze dwa dni. Jutro wieczorem Eucharystią o 18.00 chcemy wraz z o. Przemkiem i br. Markiem podziękować Panu Bogu za nasz pobyt w Elblągu, ale tez podziękować wszystkim parafianom i naszym przyjaciołom za wspólnie spędzony czas. Jeśli więc jesteście gdzieś blisko i macie ochotę, to zapraszam najserdeczniej na to nasze franciszkańskie wydarzenie. Bedzie nam bardzo miło modlić się wraz z wami...

W piątek zaś przekazanie urzędu "powołaniowca" następcy oraz domu powołaniowego i późną nocą eskapada do Lublina, aby się tam spokojnie rozpakować i "zamieszkać". Jadę pociągiem, pierwszy raz po czterech latach - niezłe wydarzenie. Dziś rano poszedłem na dworzec sprawdzić czy jeszcze umiem kupić bilet:) Ale okazuje się, że tego się nie zapomina...