Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

koniec jest bliski...

2012-07-22

Mili Moi...

Koniec jest bliski... Ale to nie proroctwo dotyczące losów świata, ile raczej świadomość nadchodzącego kresu amerykańskiej przygody. Dobrze jest być na urlopie, ale wszystko, co dobre skończyć się musi (przynajmniej w tej ziemskiej rzeczywistości). Z drugiej strony, cieszę się, że już jutro wsiądę znów do samolotu i wrócę do domku, bo za pasem pielgrzymka i naprawdę trzeba jeszcze się sprężyć, żeby zakończyć wszystkie przygotowania i wyruszyć za kilka dni na szlak... W każdym razie, jeśli Pan pozwoli, we wtorek wyląduję na polskiej ziemi i pewnie następny wpis pojawi się już "na Ojczyzny łonie", a jeśli nie pozwoli... to będę czekał na was tam, gdzie wszyscy zmierzamy...

 

No właśnie. Żeby dopełnić mojego kapłańskiego posługiwania, które już do tej pory realizowałem w różnych kościołach, ale także w szpitalach, czy domach opieki, wczoraj udałem się do domu pogrzebowego, aby celebrować Eucharystię za śp. Andrzeja, który odszedł do wieczności, a jego ciało spocznie wkrótce w polskiej ziemi. Część rodziny nie będzie mogła uczestniczyć w pogrzebie w Polsce, stąd ich prośba o Eucharystię pogrzebową, na którą zostałem zaproszony przez polską pracownicę owego domu. Jest tu taka inna forma spotkania - po Eucharystii wszyscy zostali zaproszeni na skromny poczęstunek, ksiądz również - bez pośpiechu, bez zmartwienia ile tam nakryć w tej restauracji i czy kotletów wystarczy... Stało się to okazją do wielu bardzo ciekawych rozmów z ludźmi, którzy z pewnością w codzienności mieliby niemałą trudność z podejściem i zaczepieniem księdza, aby przedstawić swoje wątpliwości czy problemy... Tym bardziej dziwi mnie fakt, że tutejsi kapłani bardzo niechętnie podejmują się takich form duszpasterstwa. Między innymi właśnie dlatego ja zostałem zaproszony. To okazało się prostsze...

 

Mówiłem w kazaniu o tym, że nasze życie jest niczym podróż do ukochanej osoby. Jedziemy i przez całą drogę powtarzamy jak to bardzo kochamy. Jedziemy i jesteśmy świadomi celu, do którego zdążamy. Jeśli osoba naprawdę kochana, to z pewnością chcemy ten cel osiągnąć jak najszybciej, rzucić się w jej ramion, cieszyć się jej obecnością... No właśnie... I kiedy już jesteśmy tuż tuż, kiedy właściwie nadchodzi moment spotkania... my zapieramy się rękami i nogami chcąc nadal pozostawać w podróży... Cóż na to owa ukochana osoba?

Ów obraz rodzi szereg pytań - o naszą wiarę, o prawdziwość wypowiadanych słów, o nasze myślenie o śmierci, a może nade wszystko o nasz obraz Boga, który nosimy w sercu... Chrześcijanin, który boi się śmierci, chyba musi czuć się w jakiś sposób zawstydzony, kiedy słyszy choćby dzisiejsze Słowo, w którym Bóg deklaruje swoją czułość wobec człowieka... Czy my rzeczywiście w Niego wierzymy? W takiego Boga? Czy w jakiegoś innego, w karykaturę, w fałsz, który sprawie, że drżymy przed chwilą spotkania z Nim. Bo ten świat taki piękny, bo jeszcze tyle chciałbym zrobić, bo jeszcze tyle chciałbym zobaczyć...

 

Patrzę czasem na absurdalność tych wymówek, bo przecież nie jestem od nich wolny, one i do mojego serca przychodzą...Przecież mógłbym być jeszcze przydatny, przecież mam jeszcze tyle sił, które mogę Mu oddać, przecież... i tak dalej.... A gdyby On zechciał ugościć mnie w domu już jutro? A może nawet dziś, bo przecież nie potrzeba katastrofy lotniczej, wystarczy, że zamknąłby mi skutecznie którąś z tętnic.... Co ja na to? Czy spokojnie myślę o śmierci... No właśnie nie... Co mnie zawstydza, a jednocześnie prowokuje do rachunku sumienia. Gdzie tkwi błąd? Przecież znam Go, wierzę w Niego, widzę Jego działanie... A podróż wciąż wydaje mi się ważniejsza od jej celu... I bądź tu mądry chrześcijaninie.... A może po prostu - bądź cierpliwy.... Może trzeba jeszcze podojrzewać... Bo choć na tej ziemi pożegnałem już prawie wszystkich ważnych dla mnie ludzi i temat śmierci nie wzbudza we mnie trwogi czy lęku, to nadal sam nie jestem gotowy na umieranie, bo... bo... bo... Obym tylko zdążył się nawrócić, bo... to jedynie konieczna i najważniejsza rzecz 🙂