Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

biedak z biedakami...

2012-07-19

Mili Moi...

Zbliża się powoli koniec mojego pobytu w Ameryce, ale wciąż wiele się dzieje. Wczoraj na przykład wybraliśmy się na całodzienne zwiedzanie centrum Chicago. Lubię tak łazić bez celu ulicami i oglądać to, na co akurat się trafi. Przy okazji nawiedziliśmy zoo, które mieści się w centrum, w jednym, z parków. Jest to dość zabawne, że wizyta w Ameryce obejmuje zwiedzanie ogrodów zoologicznych (boć to już przecie drugi). Ale cóż - w Polsce nie ma na to czasu, więc podczas amerykańskiego urlopu można sobie na to pozwolić...

 

Wieczorem zaś byliśmy zaproszeni do Małgosi i Daniela, którzy w 21 roku swojego małżeństwa postanowili odnowić swoje małżeńskie przymierze. Celebrowaliśmy zatem Eucharystię w ich domu, w gronie najbliższych przyjaciół. Czytanie przeczytał ich syn, Gabriel, psalm zaśpiewała córka Iga. Było niezwykle radośnie i... powiedziałbym wspólnotowo. Wczoraj jakoś tak bardziej zrozumiałem, że pierwsi chrześcijanie sprawowali liturgię domową nie tylko dlatego, że żadnych świątyń jeszcze nie było, ale pewnie również dlatego, że dawało im to owo niezwykłe poczucie bliskości, więzi, którego nie sposób uzyskać w wielkiej, anonimowej wspólnocie parafialnej... Oczywiście w żaden sposób nie deprecjonuję tej drugiej, tylko opisuję doświadczenie, które z pewnością wielu Czytelników podziela - że Eucharystia celebrowana w mniejszej wspólnocie, zwłaszcza w takiej, która jest już nieco uformowana i przeżywa to wydarzenie w sposób dojrzały i pogłębiony, niesie ze sobą całą gamę doświadczeń nie spotykanych gdzie indziej... W każdym razie - pięknie było. Po Eucharystii wspaniała kolacja i powrót do domu w takiej burzy... że dawno nie widziałem niczego podobnego... Niebo było jasne jak w dzień. Wyładowania były potężne. Trwało to właściwie cała noc, nie pozwalając spać spokojnie, bo dom był wprost wstrząsany kolejnymi grzmotami... Dobrze, że nadszedł deszcz. Susza w Stanach jest największa od 1956 roku. Temperatura nie spada poniżej 30 stopni, nawet w nocy, a często sięga niemal 40. Odkąd przyjechałem nie maiłem na sobie długich spodni, skarpet, swetra... Wszystko to leży sobie spokojnie w walizce, a  jedynym marzeniem po wyjściu z domu jest znaleźć się jak najszybciej w klimatyzowanym pomieszczeniu...

 

Wczorajsze wędrowanie nieco mnie zaniepokoiło. Otóż byłem nim tak zmęczony, że dziś nawet wołami nikt by mnie nie wyciągnął na żaden spacer. Martwi mnie to o tyle, że za klika dni piesze wędrowanie na Jasną Górę się rozpocznie, a ja na tę chwilę nie reprezentuję nadzwyczajnego poziomu gibkości fizycznej. Chyba będę musiał zrealizować obietnice zeszłoroczne, a mianowicie przemienię się w przewodnika - seniora i będę jechał rykszą rozdając dzieciom stojącym przy drodze obrazeczki. Żeby wszystko wyglądało jeszcze poważniej, to rykszarzem uczynimy którąś z podążających z nami sióstr zakonnych. Z nimi czuję się bezpiecznie... A już zupełnie poważnie mówiąc - modlę się, żebym dał radę, bo niewątpliwie będzie ciężko... A swoją drogą również tutaj chciałbym zaprosić do udziału w pielgrzymowaniu wraz z nami. Odległość od Elbląga nie ma znaczenia, większość naszych pielgrzymów to ludzie z innych miejsc. Przyjedźcie 27 lipca do naszej elbląskiej parafii św. Pawła i zapiszcie się. My zapewnimy wam nocleg i łyżkę strawy, a następnego dnia wyruszymy razem na szlak... 11 sierpnia dojdziemy wszyscy razem do Mamy. Jasna Góra to nasz cel...

 

Cieszę się, że Jezus dziś zaprasza wszystkich utrudzonych i obciążonych obiecując pocieszenie. Jestem jednym z nich... Niektórzy sądzić mogą, że skoro jestem na urlopie, to tylko radosne doznania związane z wypoczynkiem mogą mi towarzyszyć; inni, w szerszym kontekście mogą się zastanawiać jakież to ksiądz może mieć życiowe problemy - o nic się przecież nie musi troszczyć, wszystko mu pod nos podstawią... Jakież to nieprawdziwe obrazy... Nie brakuje bowiem różnorakich trudności, z którymi muszę się nieustannie, każdego dnia borykać. Są one rzeczywiście innej natury, niż problemy wielu innych ludzi, ale czy mniejsze? Bałbym się takich porównań... Zresztą sam Pan wie... I to wystarczy, a ja nie piszę tego znów po to, żeby się żalić, a jedynie po to, żeby wskazać na fakt mojej obecności w jednym rzędzie z tymi wszystkimi, którzy pokrzepienia ze strony Pana potrzebują...

 

Nikt z nas nie ma jakiejś lepszej "polisy ubezpieczeniowej", nikt z nas nie jest w jakiś nadzwyczajny, cudowny sposób chroniony przed życiowymi zmaganiami. Wszyscy jednakowo doświadczamy naszej bezsilności, czy bezradności wobec wielu trudności... Także to czyni nas sobie bliskimi... Jesteśmy wszyscy takimi samymi biedakami przed Panem...

 

Wszystkich nas On zaprasza do skorzystania z ukojenia duszy, które nam proponuje. Niech silniejsi zaniosą na swoich plecach słabszych, niech bardziej odporni zatroszczą się o najmniejszych z małych, niech biedacy idą ramię w ramię z biedakami... On czeka na nas wszystkich, cichy i pokorny sercem, nienarzucający się nikomu, obecny...