Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

z TAKIM Ojcem synem być...

2012-07-12

Mili Moi...

Dziś ostatni dzień w Glenwoood Springs, jutro trzeba wracać do Chicago, ale nawet dziś atrakcji nie brakuje. Moi towarzysze udali się właśnie na zwiedzanie jakichś jaskiń, co mnie wybitnie nie interesuje, ale za to, po południu wybieramy sie na gorące źródła, które biją w pobliżu i mają podobno zbawienny wpływ... na porost włosów. Zaiste zatem, nie jest wykluczone, że wyjdę z basenu wyglądem przypominając raczej włochatą małpę, niż człowieka. Ale zaryzykuję...

 

Wczoraj zaś oddawaliśmy się raftingowi, czyli spływaliśmy po rzece na pontonie (czego dowód zdjęciowy zamieszczam). Było naprawdę wesoło, bo chwilami woda wdzierała się na pokład i atakowała, o dziwo, najchętniej te największe objętościowo jednostki (czytaj - mnie). Kiedy schodziłem z pontonu mogłem wyżąć wszystkie ciuchy, ale kto by się tym przejmował przy 30 stopniach. Nasz "flisak" Ryan zatrzymał nas w jednym z miejsc na rzece, po czym wykonał imponujące salto do wody (która w tym miejscu miała ponad 70 stóp głebokości) nas zachęcając do tego samego... Nikt się nie zdecydował, choć widziałem, że siedząca za mną prawie stuletnia turystka miała wielką ochotę:) Z moich obserwacji wynika, że nikt tu nie jest na nic za stary. Przy mnie do jednego z pontonów usiłował się dostać sędziwy pan z lekkim niedowładem, podpierający się laseczką... Pomogli mu, oklaski zebrał, popłynął...

 

Nasz piękny dzień zakończyliśmy Eucharystią sprawowaną w miejscowym, przeuroczym kościele. Codziennie towarzyszy nam około 21 osób z miejscowej wspólnoty polonijnej i przyznam szczerze, że kiedy widzę ich radość z Eucharystii w języku polskim, ich otwartość, chęć pogadania z nami, kapłanami, to aż chwilami nie chce się tak po ludzku wracać do "darmozjadów", "czarnej mafii", "pasibrzuchów", czyli tych wszystkich określeń, którymi katolicka Polska wkrótce mnie przywita... Ale oczywiście to są mgnienia, bo przecież przypominam sobie te niemałe wszak grupy dobrych i serdecznych ludzi, oddanych Bogu i wspólnocie Kościoła, których dane mi było na mej drodze spotkać. Chwała w nich Jezusowi, a im wielkie dzięki za to, że są...

 

A dziś Ozeasz i zapewnienie Boga płynące przez usta proroka, że Pan kocha niewymownie, że przyciąga swoje dzieci do siebie ludzkimi więzami, a są to więzy miłości, że podnosi do swego policzka niemowlę, swój lud...

 

Przyznam szczerze, że jakiś już czas temu włączyłem to Słowo do grona moich ulubionych fragmentów i uwielbiam go słuchać... Wezwałem mego syna z Egiptu... Dla kogoś, kto nigdy nie miał ojca, słowa te brzmią jak balsam i są wielkim pokrzepieniem, takim codziennym pokrzepieniem, którego od zawsze i na wieki będę potrzebował - jest Ojciec, dla którego jesteś ważny, jest Ojciec, który nie tylko zatroszczył się o to, abyś nie był niewolnikiem, ale jeszcze pieści, tuli, okazuje swoją bliskość w sposób doskonały, święty, czysty... Nic tylko trwać w tym Słowie, zanurzyć się w nim, a nade wszystko uwierzyć, że w mojej słabości nie mam ojca, u którego muszę zasłużyć sobie na szacunek, muszę wywalczyć sobie pozycję, muszę zasłużyć na miano jego syna, ale mam tego, który kocha mnie zupełnie za darmo, a sam fakt mojego istnienia jest dla Niego źródłem szczęścia... Wobec takiego Ojca nie boję się stanąć bezradny wówczas, kiedy rzeczywiście mi coś nie wychodzi, takiego Ojca nie waham się prosić o pomoc, z takim Ojcem aż chce się być synem... na zawsze i na wieki...