Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

domek na prerii...

2012-06-27

Mili Moi...

Dni płyną leniwie, jak to na urlopie... Wczoraj nasz dom przywrócono światu... Otóż usunięto awarię internetu, co pozwala również oglądać telewizję. Trwało to pięć długich dni, ale przecież nikt nie będzie narzekał... Gdzie tu się spieszyć??? Wszak życie jest zbyt cenne i krótkie, żeby się denerwować. A jak już ktoś nerwowy, to kupuje sobie "gana" i rozwala wszystkich denerwujących go... Taki świat... Oczywiście wyolbrzymiam, aczkolwiek słuchając opowieści Włodka, który mnie gości, mam wrażenie, że wcale nie tak bardzo...  Co do internetu, to odebrałem ostatnio sugestię od jednego z fejsbukowiczów, że może my mieszkamy w domku na prerii 🙂 I wszystko jasne... A ja się zastanawiałem dlaczego w niedzielę jeździmy bryczką do kościoła, śpiewają tam chóry gospel,pastor nosi krawat, a ja codziennie rano muszę rąbać drewno na ogień pod kociołek z zupą... A w miasteczku konkurs na płukanie złota 🙂 Ale my nie o tym...

 

Wczoraj byłem w Lemont, w parafii świętych Cyryla i Metodego. To już właściwie moja druga wizyta w tej wspólnocie. Eucharystia poprzedzona nowenną do MB Częstochowskiej i licznymi spowiedziami. Po Mszy oczywiście dalej spowiadałem kończąc około 22.00. Mam takie wrażenie, że tu ludzie dużo bardziej szanują kapłaństwo, niż w Polsce... Chciałbym być dobrze zrozumianym. Nie chodzi o traktowanie kapłana i o to, że doświadczam tu jakichś nadzwyczajnych względów. Ale mam takie wrażenie, że ci, którzy są w kościele, rozumieją wartość samego kapłaństwa, jak wielkim darem jest ono dla nich... Jak w każdej refleksji mogę się narazić na zarzut, że uogólniam. Nie chcę tego robić. Pewnie nie wszystkich to dotyczy, ale jakoś tak to odczuwam. 

 

Może wynika to też z ich tęsknoty za polskością, za językiem ojczystym. Być może dlatego ksiądz, który może im to zapewnić ma od razu wysokie notowania... Nie wiem, nie badam przyczyn, ale opisuję swoje wrażenie... Wydaje mi się, że wiele z tych osób ma jakieś subtelne wyczucie, jakąś wrażliwość, która pozwala im cieszyć się kapłanami, którzy chcą służyć, chcą im nieść Boga, a modlić się za tych, którzy trochę się z powołaniem mijają, bo przecież i tacy są. Ale mało słyszę krytyki, raczej więcej zachęty do modlitwy. I to cieszy...

 

Dziś znów Jezus przypomina o owocach, po których rozpoznajemy prawdziwego i fałszywego proroka. Innymi słowy - dzięki refleksji nad skutkami czyjegoś działania możemy jakoś ocenić prawdziwość jego posłania, czy skuteczność dla Królestwa. Myślę, że to Słowo jest ważne dla wszystkich, ale do nas, dzuszpasterzy powinno przemawiać jakoś szczególnie. Wszak nas Jezus posłał do wyjątkowej misji, misji, która powinna nas pochłaniać całkowicie, angażować wszystkie nasze siły i pomysły. Trzeba nam ciągle zastanawiać się nad owocami naszych starań, przyglądać się im bardzo krytycznie, żebyśmy nie narazili się na przekleństwo, które Jezus skierował wobec drzewa figowego - niech już nikt nie je z ciebie owocu...

 

Rzecz jasna nie zawsze te owoce są widoczne gołym okiem, nie zawsze są widoczne w czasie naszego życia czy przebywania w tym, a nie w innym miejscu, nie zawsze mamy do nich bezpośredni dostęp. Czasem pozostaje tylko nadzieja, że one rzeczywiście się zrodzą. Ale i owa nadzieja ma swoje uzasadnienie w podejmowanych wysiłkach. Stąd tak bardzo chyba potrzeba nam kierowników duchowych, którzy będą skłonni prześledzić z nami cały proces naszego zaangażowania, żeby wskazać nam na błędy, na to, co przeoczyliśmy, albo to, nad czym skupiliśmy się za bardzo. Można bowiem również przedobrzyć. Tak bardzo chcieć pomóc, że ostatecznie spowoduje się jeszcze większe szkody.

 

Przypomina to nieco historię człowieka, który widząc jak motyl się przepoczwarza, wydobywa się z kokonu, widząc jak się męczy, postanowił mu pomóc i wydobył go na zewnątrz. Ten motyl nigdy nie poleciał, bo jego skrzydła właśnie przez ten wysiłek, którego człowiek go pozbawił nabrać miały sprężystości i zdolności do wzniesienia go wzwyż. Przysługa miłosierdzia stałą się tak naprawdę krzywdą... Smutny owoc, zamiast radosnego...

 

Jak bardzo musimy uważać, żeby formować ludzi do dojrzałości. Żeby ich nie zastępować w tym, co zrobić powinni sami, żeby owoc, który zrodzą w kontekście naszej posługi nie był trujący, żeby sycił zarówno ich, jak i tych, do których będzie zaniesiony. Żebyśmy nie stali się fałszywymi prorokami, którzy "uprawiając swoje poletko" nie dbają o owoc, którym zawsze i ostatecznie ma być życie wieczne...

 

Za duża odpowiedzialność, żeby działać "na czuja", na "jakoś to będzie", na "wydaje mi się"... Kontrola i krytyczne spojrzenie na siebie samego - wyraz uczciwości wobec Tego, który nas z misją posyła...