Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

On cierpi w braciach... wciąż....

2012-06-25

Mili Moi...

American dream trwa... 🙂 Mam sporo radości z odpoczynku, który dane mi jest przeżywać, także dlatego, że spotykam naprawdę pięknych ludzi...

Wczoraj na przykład miałem okazję celebrować Eucharystię w parafii św. Konstancji (kimkolwiek ona była). Przed Mszą spotkałem się z siostrą Ewą, zakonnicą, którą poznałem siedem lat temu w Kanadzie. Obecnie mieszka w Chicago i jest odpowiedzialną za sprawy zgromadzenia na całym kontynencie Ameryki Północnej. To było bardzo miłe spotkanie po latach i jak wierzę, nie ostatnie na tej ziemi.

A potem liturgia... Ludzie, którzy żywo reagują. Kiedy mówię coś śmiesznego, to się śmieją, kiedy z czymś się zgadzają, to kiwają głowami... W kościele czują się swobodnie w najlepszym tego słowa znaczeniu. A może należałoby powiedzieć "bezpiecznie", jak w domu Ojca. Czują chyba, że to miejsce jest miejscem dobrego spotkania, miejscem zstępowania łaski, obecności Boga, któremu niewątpliwie należy się szacunek, ale jest On również Kimś niesłychanie bliskim... To była piękna Msza... Sporo ludzi, dzieciaków, młodzieży. Pograłem, pośpiewałem, bo oczywiście zostałem już zapobiegliwie zaopatrzony w gitarę:)

A dziś wzruszające chwile... Stanąłem przy łóżku Staszka, z którego żoną rozmawiałem kilka dni temu. Pojechaliśmy do domu opieki, w którym leży. Celebrowałem Eucharystię przy jego łóżku... Czułem, że robię coś niesłychanie ważnego. Oczywiście każda Eucharystia jest inna, ale ta... Kiedy an korytarzu wielki gwar, słychać rozliczne głosy personelu, każdy biega i zajmuje się swoimi sprawami... A Jezus przychodzi... W ciszy, do tego żywego ołtarza jakim jest cierpiący Staszek. On komunii przyjąć nie mógł, ale jego bliscy owszem. Modliłem się nad nim wstawienniczo, prosząc o cud. Prosiłem Jezusa, żeby pozwolił mu stanąć na nogi, żeby przywrócił go życiu, żeby dodał mu sił... To są biedni ludzie - mówiłem Mu - takich zawsze miałeś najgłębiej w sercu, takimi się otaczałeś.... Wejrzyj na ich cierpienie, które trwa już tak długo... Wejrzyj na naszą niewiarę, na naszą bezradność... Nie umiemy Ci w żaden sposób odpłacić... Umiemy Cię tylko wielbić... Błogosławić we wszystkim... Bo Ty jesteś dobry...

Wzruszyliśmy się chyba wszyscy... Bóg jest naprawdę dobry i wierzę, że zesłał dziś pociechę... Oddaję Staszka Jego miłości, ale i proszę was, Moi Czytelnicy, o krótkie wezwanie w modlitwie za niego... Niech łaska miłości dociera do jego serca z różnych stron... i niech ona zwycięża wszelkie cierpienie...

 

W Ewangelii z Mszy w intencji chorego (z takiego formularza korzystaliśmy) była mowa o tym, że wszyscy chorzy, którzy zostali przyniesieni do Jezusa doznali uzdrowienia... Myślę sobie, że czasem jest jak ze sparaliżowanym nad sadzawką Betesda, który mówi - nie mam człowieka, który by mnie sprowadził, kiedy woda się poruszy, a kiedy sam już dochodzę, inny schodzi przede mną...

Może i niesiemy napotkanych chorych do Jezusa... Raz... i wydaje się nam, że wystarczy. Skoro nic się nie wydarzyło, to znaczy, że już nic się nie wydarzy. A czasem chyba potrzeba wytrwałości w noszeniu... Kiedyś miałem taki obrazek, który zapamiętałem do dziś... Jakaś boliwijska dziewczynka miała niemowlę przytroczone do pleców... Podpisano - to nie jest ciężar, to jest mój brat. Oby nam wystarczyło miłości, żeby tych wszystkich, którzy wielokrotnego zanoszenia do Jezusa potrzebują zabrać na nasze plecy... To nie ciężar... To potrzebujący brat...