Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

no to jestem 🙂

2012-06-21

Mili Moi...

Mija właśnie trzeci dzień mojego pobytu na amerykańskiej ziemi i mogę z całą pewnością powiedzieć, że odpoczywam. Właściwie od wszystkiego. Mieszkam pod Chicago we wspaniałym, klimatyzowanym domu (co jest dość istotne przy 34 stopniach na zewnątrz i dużo większej wilgotności, niż w Polsce). Przez minione dni byłem pozbawiony telewizora i internetu z powodu jakiejś bliżej nieokreślonej awarii, co sprawiło, że czytałem książeczki, spałem, rozmyślałem i obserwowałem wiewiórki, które wesoło hasają po podwórku. No sielanka po prostu. Internetu co prawda nie ma nadal, ale przyszedł sąsiad i podłączył mnie do swojej sieci, więc mam już kontakt z rzeczywistością wirtualną...

 

Podróż była długaśna, bo nie dość, że zwykle trwa 10 godzin, to jeszcze ktoś zemdlał przed startem, wzywali pogotowie, no i opóźnienie godzinne. Już przy odprawie doznałem miłego zaskoczenia. Młody mężczyzna, ja mu - dzień dobry, a on do mnie - szczęść Boże... Zawstydziłem się... Ale i bardzo ucieszyłem. Życzliwa dusza, wybrał mi miejsce, które dawało nieco więcej szans na wyciągnięcie nóg. Pożegnał mnie słowami - z Panem Bogiem. Błogosławiłem Jezusa za to, że wciąż są wokół mnie tacy ludzie, dla których sprawy wiary są ważne, nie wstydzą się ich, a przy tym mają taki serdeczny, pełen szacunku stosunek do kapłaństwa.

Przed samym startem podszedł do mnie młody chłopak i zapytał, czy ja jestem tym ojcem co to leci do pana Włodka. Okazało się, że to młody ksiądz pracujący w Chicago. Razem poczekaliśmy na wejście na pokład, pogadaliśmy sobie nieco. Ksiądz pochodził z diecezji częstochowskiej.

 

Po wylądowaniu pierwsza kontrola i wrzeszczący po angielsku panowie - otworzyć paszport na stronie ze zdjęciem. Podszedłem do jednego, wręczyłem mu paszport, a on do mnie - niech będzie pochwalony Jezus Chrystus (i to bynajmniej nie po angielsku). Po chwili ogromna kolejka do odprawy paszportowej. Stoi jakaś Boża dusza i kieruje ruchem. Stanąłem w kolejce, a ona najczystszą polszczyzną mówi do mnie - niech ksiądz przejdzie tam dalej, tam mniejsza kolejka... No ONI są wszędzie:) Polacy na każdym prawie stanowisku. Odprawa paszportowa przebiegła sprawnie i trwała znacznie krócej, niż u innych - znów w kontekście kapłaństwa, ponieważ zapytany zostałem czym zajmuję się w Polsce. Potem już było serdecznie. Ale zrozumiałem, że tak jak w Kanadzie, tak i tu, mój habit nie jest czytelnym znakiem dla wielu. Ten kontroler widocznie nie wiedział co on oznacza...

 

Najbliższe dni zapowiadają się bardzo spokojnie. Oczekuję na przyjazd pozostałych gości, bo będzie nas więcej. A po ich przyjeździe śmigniemy do amerykańskiej Częstochowy, a potem na cały tydzień do Colorado. Pewnie zacznę wypoczywać znacznie aktywniej, niż teraz. A zatem korzystam z chwil samotności i układam w sobie minione dni i wydarzenia.

 

Przedwczoraj byłem w pobliskim miasteczku celebrując mszę dla wspólnoty polskiej i prowadząc nowennę do MB Częstochowskiej. Było pięknie - spowiadałem przed mszą i po, do późnych godzin nocnych. Aż chce się żyć... Oczywiście dominują górale, jak to w Chicago 🙂 Mam więc dużo radości, bo mówią po polsku, a ja ich czasem nie rozumiem 🙂 Wczoraj zaś celebrowałem Eucharystię w domu, w gronie pięciu zaproszonych osób i było pięknie, głęboko i poruszająco... Cudowne chwile...

 

Wczoraj tak bardzo poruszyła mnie relacja Elizeusza do proroka Eliasza. Miał tak wielkie pragnienie upodobnienia się do niego, doświadczenia choć części jego duchowości. Eliasz był prorokiem mocnym w słowie i w czynie. Człowiekiem jednak... O ileż więc bardziej w mojej relacji z Jezusem winno pojawiać się to pragnienie Elizeusza, żeby choć część ducha mojego Pana i Zbawiciela zstąpiła na mnie, stała się moim udziałem. Tylko bowiem zjednoczenie z duchem Jezusa uczyni możliwym Jego wczorajsze ewangeliczne zaproszenie do najczystszych motywacji w moich działaniach i uczynkach. Tylko jako uczestnik ducha Jezusa jestem w stanie dbać o to, kim jestem w oczach Bożych i tylko to się zaczyna liczyć. Nie jest już ważne ludzkie oko, nie jest ważna opinia, nie trzeba już niczego grać. Ale Pan, który widzi w ukryciu staje się najważniejszy. Pomyślałem sobie, że to ważne słowo dla mnie, bo jestem w zupełnie nowym miejscu, wśród nieznanych mi ludzi i zupełnie ludzkie, naturalne jest myślenie o tym, żeby dobrze wypaść 🙂 Tylko po co? Tak naprawdę po co mi to? Bóg mnie zna i przed Nim nie muszę niczego udawać. A wobec moich braci i sióstr w Jezusie mam być po prostu sobą, ani kimś lepszym, ani gorszym, niż jestem w rzeczywistości... Człowiek jest tylko tym, kim jest w oczach Bożych i nikim więcej...

 

A zatem bez odbioru... Mam nadzieję, że już teraz będę się tu pojawiał...