Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

walcząc...

2012-06-14

Mili Moi...

Dni płyną, a gonitwa nie mała. Udało mi się już odebrać śliczne, błekitne wdzianka grupowe na naszą pieszą pielgrzymkę. Transport zamówiony... Lista leków... No właśnie... zginęła i nie wiem co mam zakupić, ale trudno, będziemy się o to martwić tuż przed pielgrzymką.

Wczoraj wróciłem z Niepokalanowa. Audycja o młodości wobec starości za nami. Cieszy bardzo udział tak wielu osób z różnych miejsc Polski i świata... Chyba żadna audycja w RN nie może się pochwalić tak aktywnym udziałem, tak zróżnicowanych słuchaczy. Mamy z tego, jako prowadzący, ogromnie dużo radości. Może to też znak, że nasze tematy jakoś trafiają w gusta, interesują...

Jadąc do Niepokalanowa przeżyłem kolejną sytuację z cyklu "człowiek człowiekowi człowiekiem". Chyba rzeczywiście taki cykl radosnych spotkań z ludzką rzeczywistością tu zainicjuję:) Otóż po drodze natknąłem się na wypadek. Poważny dość chyba, bo na łące stał helikopter, podczas gdy na drodze służby starały się jakoś zaopatrzyć leżącego na noszach poszkodowanego. Zatrzymałem się przy młodym policjancie ze zwyczajnym w tej sytuacji pytaniem - czy nie potrzeba księdza? Na co on, z wyrazem największej powagi stwierdził - nieeee, on za chwilę leci do nieba... helikopterem. Na tak skonstruowaną argumentację mogłem odpowiedzieć zaledwie modlitwą w samochodzie. Nie śmiałem w tej drodze do nieba nikogo rozpraszać...

A ja doświadczam swoistej wewnętrznej walki... Nierównej walki... Otóż trwa nasza kapituła prowincjalna, która jutro podejmuje ważne, peersonalne decyzje, które i mnie w jakiś sposób mają dotknąć. Oczywiście nie mam najmniejszego wpływu na to, co się tam dzieje. Co więcej, staram się nieustannie powtarzać w sercu Jezusowi, że jestem w Jego rękach, że należe do Niego i chcę, żeby tylko Jego wola się spełniała w moim życiu, bo ona jest zawsze lepsza. A jednak atakuje mnie potężny niepokój, którego nie mogę się pozbyć. Wola Boża wolą Bożą, a przecież tyle ludzkich planów, tyle moich własnych oczekiwań, tyle nadziei... Nie myśleć o nich? Zapomnieć? Ileż bym dał za chwilę zapomnienia... Może to moja ludzka natura, a może demon dręczyciel, a może jedno i drugie nieustannie podpowiada mi do czego to ja się nadaję, co to ja przecież umiem, jakie to ja mam niebagatelne pomysły... Pokora? Takie jakieś suche słowo... A niczego nie potrzeba mi dziś tak bardzo jak tej suchości, która byłaby lekarstwem na oceaniczną pokusę pychy, która tkwi z uporem maniaka u bram mojgo serca po to, żeby mnie zalać, utopić... Ile walki w moim życiu, ile modlitwy w te dni, ile wołania do Uniżonego i Ogołoconego... Tylko On sam wie... A ja nie chcę przeżywać jutra w kategoriach sukcesu ani porażki... Chce po prostu wchodzić nieustannie w Jego plan i stawać tam, gdzie On mnie postawi... Nawet wówczas, gdyby miało mi się to nie do końca podobać, albo gdybym po ludzku widział lepsze miejsce... Amen na Boże prowadzenie... Nie chcę Go tracić z oczu, ani wypuszczać z ręki Jego dłoni... Amen...