Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

w szarej codzienności...

2012-05-30

Mili Moi...

Dochodzę powoli do siebie... W ostatnich dniach naprawdę odczułem zmęczenie. Wylazło ze mnie całe emocjonalne zaangażowanie w nasz "duchowy maraton". A poza tym, co tu dużo mówić, dla mnie zarwana noc, to tydzień chodzenia "do tyłu"... No ale nie ważne. Będzie lepiej. Nie ma się co rozczulać nad sobą. Tym bardziej, że zajęć nie brakuje, bo trzeba się zabrać za pielgrzymkę i to już zupełnie poważnie. Wszak wyruszamy za dwa miesiące, a biorąc pod uwagę, że wkrótce wylatuję na urlop do USA, muszę wszystko przygotować szybciej. Chyba już wspominałem o tym prawda?  No jakoś tak Pan Bóg sprawił, że pojawił się na mojej drodze niejaki Pan Włodek z Chicago, który słuchając moich audycji w Radio Niepokalanów, koniecznie zapragnął mnie gościć u siebie w Chicago właśnie... Więc lecę 18 czerwca i wracam 24 lipca. Odpoczynek pełną gębą... Ale w związku z tym trzeba się wziąć do dzieła i zadbać o sprawy pielgrzymkowe. Jutro spotkanie z kandydatami na kwatermistrzów, może choć ten problem da się rozwiązać:)

A dziś, w ramach relaksu, zafundowałem sobie czterogodzinne duchowe SPA z Anią i Arturem, moimi duchowymi dziećmi... Nic wielkiego. Po prostu posiedzieliśmy i pogadaliśmy o Panu Jezusie. Czuję się odświeżony i pokrzepiony. Nie ma chyba lepszego odpoczynku, niż spotkać się z chrześcijanami na rozmowie o naszym Panu... Tak sobie dziś uświadomiliśmy, że to, co nam sprawia taką frajdę i daje ogromnie dużo siły, dla wielu innych ludzi wydaje się czymś nieprawdopodobnie nudnym i przekracza to jakiekolwiek normy "dziwności". To jeszcze powiększyło nasze uśmiechy - bo jak już być dziwakiem, to przynajmniej w dobrym towarzystwie...

Przyznam, że kiedy dziś wszedłem w Słowo, to pomyślałem sobie - acha, skończyły się te wszystkie wielkanocne wzniosłości, już nie poczytamy o tym, jaki to Kościół był prężny i żywotny, jacy to Apostołowie byli oddani sprawie, jak tam wszystko aż kipiało łaską Bożą... Dziś powrót do szarości... Przyznam, że to była prawdziwa ściana, takie zderzenie, cios w nos... Z tych euforycznych uczniów oddanych całkowicie ewangelizacji, dziś "spadek" na tych znów niewiele rozumiejących i zajętych budowaniem swojej kariery... Ale czy tak nie jest w życiu? Ci, którzy dziś całkowicie pochłonięci są sprawami Bożymi, już jutro, dla "złapania oddechu" gotowi są oszukiwać, kłamać, kraść dla zyskania jakiejś ludzkiej, przyziemnej zupełnie satysfakcji... Szarość dnia, która sprawia, że wciąga nas wir codzienności i tak łatwo zapomnieć do Kogo należymy i Kogo mamy naśladować...

To tak trochę z falami mi się kojarzy... Bliżej Boga i dalej, przychodzenie, odchodzenie, przypływ, odpływ... Taki sam obraz przychodzi mi na myśl, gdy czytam o Narodzie Wybranym i jego wędrówce przez pustynię... To taka dziecięca postawa, w której brakuje stałości, w której próżno szukać konsekwencji, która nie jest zmierzaniem w jednym, ściśle określonym celu... Pokonywanie tego akurat aspektu dziecięcości jest niewątpliwie chrześcijańskim zadaniem, do którego próbował Apostołów przygotować Jezus. Pokazywał kierunek, w którym idą. Sam szedł w tę stronę w sposób niezwykle zdecydowany. Tak bardzo, że dziwili się, a nawet byli strwożeni. Zrozumieją, ale dużo później... Czy nie szkoda czasu? Po ludzku pewnie tak... Ale po Bożemu... Dojrzewanie potrzebuje czasu, a Bóg jest jego hojnym dawcą... W szarej codzienności.