Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Jezus Żyje... i dzieci o tym wiedzą...

2012-05-20

Mili Moi...

I oto pielgrzymka na Jasną Górę związana z Ogólnopolskim Czuwaniem Odnowy w Duchu Świętym zakończona. Jej uczestników można poznać po czerwonych pyskach:) Słonko nas nie oszczędzało, ale nikt nie narzekał (ja tam zawsze powtarzam, że wolę taki żar, niż monotonny szum deszczu). A w myśl zasady, że szklanka może być do połowy pusta, albo do połowy pełna, zamiast mówić, że było koszmarnie gorąco, dzieci Boże powiedzą - przynajmniej nikt nie zmarzł. I tak zaiste było...

Rozpoczęliśmy naszą eskapade od wizyty w Licheniu. Miejsce, które zawsze budziło kontrowersje jeśli chodzi o walory artystyczne. Mnie, powiem szczerze, nie porusza wewnętrznie. Innymi słowy, nie miewam tęsknot za Licheniem, podczas gdy za Częstochową - owszem. W każdym razie z pewnością trzeba powiedzieć, że w Licheniu o tej porze roku jest naprawdę pięknie - kwieciście i zielono. Celebrowaliśmy Eucharystię w kościele św. Doroty i pojechaliśmy dalej...

Wieczorem dotarliśmy na Jasną Górę, nocleg, a dnia następnego spotkanie animatorów na hali Polonia. Niestety ja doświadczyłem jakiegoś przeziębienia i w piątek byłem raczej "zdechły". Niemniej całe przedpołudnie wytrzymałem i starałem się korzystać. Potem musiałem nieco odpocząc w pozycji horyzontalnej, więc wycofałem się do Domu Pielgrzyma. Ale to, co szczególnie uderzyło mnie w nauczaniu, to słowa, że ewangelizacja nie może być naszym hobby, takim dodatkiem do naszego życia. Winna być codziennością chrześcijanina. Poza tym uśmiechnąłem się, kiedy mówiono o "turystyce charyzmatycznej". Otóż wiele osób, członków wspólnot, jest gotowa udawać się w najdalsze podróże, żeby spotkać jakąś "charyzmatyczną gwiazdę". Są na to i czas i pieniądze i ochota... Ale kiedy przychodzi jakaś posługa we wspólnocie, coś trzeba zrobić, to nagle nie ma pieniędzy, czasu, wszystkim rodzą się wnuki... I po ewangelizacji...

Muszę przyznać, że jakoś szczególnie prrzeżyłem adorację Najświętszego Sakramentu. Nie mówiłem do Jezusa nic, poza słowami - tak jak Ty chcesz... Myślałem o bliskiej przyszłości i całej reszcie mojego życia. Przez dłuższą chwilę adoracja była animowana, ktoś prowadził modlitwę. Właściwie się na tym nie skupiałem, nie przeszkadzało mi to, potrafię się odciąć. Ale w pewnej chwili padły te właśnie, moje słowa - tak jak Ty chcesz... Nic nadzwyczajnego, bardzo prosta rzecz, ktoś powie - banał, przypadek... Ja to odebrałem bardzo osobiście i odczułem w sercu po raz kolejny, że Bóg mnie słucha, że On mnie wysłuchuje. Rozlała się we mnie fala jakiejś duchowej błogości. Poczułem się bezpieczny w ramionach Ojca...

Zauważyłem też już po raz któryś, że nie potrzebuję słów, aby modlić się w kaplicy Cudownego Obrazu. Kiedy staję wobec Częstochowskiej nie muszę nic mówić. Więcej! Nie umiem nic mówić. Po prostu słowa ulatują, wszystkie są jakieś małe, puste. Wystarcza obecność. Modlę się obecnością. Wystarczy mi, że tam jestem... To wystarczy...

Sobota natomiast to czuwanie otwarte na wałach Jasnej Góry... Ach te niezwykłe tłumy. Kiedy w piątek koło 17 godziny wszedłem do kaplicy i była tam tylko garstka ludzi, to uśmiechnąłem się i pomyślałem sobie - jutro będzie trudno tu wejść. I oczywiście tak właśnie było... Wstałem rano rześki i zdrowy:) Nie mogło być inaczej, wszak to coroczne swięto spowiadania. Tej przyjemności nie mogę sobie odmówić. Stanąłem pod murem już o 8 rano, oczywiście natychmiast ustawiła się kolejka. Mam zwyczaj spowiadać do momentu, kiedy już przestaję rozumieć co dany człowiek do mnie mówi, wówczas muszę przerwać na dłuższą chwilę. Trochę się martwię, bo chyba się starzeję. W tym roku sił wystarczyło mi tylko na 4,5 godziny. Ale może to też dlatego, że nagłośnienie było kiepskie i dla jego poprawy, część głośników została skierowana "w bok" czyli dokładnie w tę stronę, gdzie stali spowiednicy... A ja byłem tuż przy głośniku:) Chwilami trzeba się było drzeć do penitenta, żeby w ogóle cokolwiek usłyszał... Ale to i tak dla mnie zawsze najpiękniejsze chwile na placu...

Drugą najpiękniejszą chwilą jest udzielanie Jezusa w Komunii. To też taka przyjemność, że nie mogę jej sobie odmówić i nie pozwalam się jej pozbawić. Siadam zawsze w takim miejscu, żebym na pewno "się załapał" i mógł iść na plac z Jezusem. Doświadczenie radości, kiedy ludzie Go w tak ogromnej liczbie przyjmują jest nie do opisania. Nie wiem, czy inni księża mają podobnie, nigdy ich o to nie pytałem, ale dla mnie to jedna z cudowniejszych chwil. Móc zanieść Jezusa tym, którzy za Nim tęsknią...

Wróciliśmy nad ranem... W autobusie piękne świadectwa poruszonych serc... Za oknem właśnie rozpoczyna się uroczystość Pierwszej Komunii, dzieci zebrały się pod kościołem... Czy one też będą tak tęsknić? Czy to będzie tęsknota nieprzerwana, czy raczej, jak wielu innych będą musiały odejść daleko, po to, aby później powrócić i smakować Jezusa na nowo, odkrywać Go już inaczej, dojrzalej, niż w dzieciństwie? Daj Boże, aby ta ich dziecięca wiara stawała się coraz bardziej dziecięca i żeby świat jej nie wchłonął, nie wessał ich... Jezus Żyje!!! Te maluchy o tym wiedzą...