Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

zapytam dziś Jezusa...

2012-05-04

Mili Moi...

Wczoraj wróciłem z podróży, która była dla mnie wielkim odpoczynkiem, ale i radością z przebywania w mini-wspólnocie. Wraz z Tomaszem doświadczyliśmy Kościoła w Jego pięknie i w towarzyszących mu trudnościach. Byliśmy goszczeni przez chrześcijan, jak bracia, chrześcijanie. Możecie sobie przeczytać jak widział naszą eskapadę Tomasz -

http://kajkato.blogspot.com/2012/05/bogactwo-koscioa.html 

Nie obeszło się jednak bez kłopotów. To tak, żeby nie było sielankowo:) Niedaleko Żyrardowa szarpnęło nami i poza mrygającą kontrolką silnika, nie można się już było rozpędzić. Jakoś dojechaliśmy do Niepokalanowa. Tam do najbliższego warsztatu. Okazało się że zdechła cewka w silniku, a część będzie dopiero na piątkowy poranek. Jechać w takim stanie zaś nie wolno... Co robić? Kiedy już myślałem, że poszukamy pociągu, który dowiezie nas do domu, wpadłem na pomysł, żeby zapytać braci w Niepokalanowie, czy nie pożyczyliby nam samochodu, Okazało się to możliwe i dzięki temu nie musieliśmy skracać naszej wycieczki:) Dużo dobrych ludzi spotkaliśmy w te dni... Bardzo dużo...

A dziś musiałem udać się znów do Niepokalanowa, aby oddać pożyczony wóz i odebrać własny. Najeździłem się w te dni... A pod wieczór doświadczyłem innego oblicza Kościoła, tego bardziej mrocznego, grzesznego... Stało się tak, że tuż po powrocie wszedłem w pewne miejsce, gdzie dwie znane mi osoby rozmawiały o mnie... Niestety nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Nie podsłuchiwałem, ale nie umknęło moim uszom kilka uwag, które były bardzo bolesne. Pierwszy raz w życiu usłyszałem słowo "rekolekcjonista" wypowiedziane z tak wielką pogardą... Poza nim jeszcze kilka bardziej obelżywych słów usłyszałem:) Otworzyłem szeroko oczy, bo osoby te w codzienności się do mnie uśmiechają i rozmawiają jakby nigdy nic... Jak bardzo słowo może zranić. I to nawet takie, jak dziś, pochodzące z ust ludzi, którzy nie są mi bliscy i to, co mówią nie ma dla mnie jakiegoś nadzwyczajnego znaczenia... Taka ranka w sercu... Zadrwiono z tego, co najbardziej kocham, z głoszenia Słowa, z mojej posługi...

Znacie drogę dokąd ja idę - mówi dziś Jezus. Tomasz protestuje i twierdzi, że nie bardzo... Po tych wszystkich radościach, wieczorne doświadczenie. Żebym czasem nie zapomniał dokąd wiedzie droga z Jezusem, żebym nie zapomniał kogo na tej drodze spotkam, żebym nie zapomniał, że ta droga, to droga krzyżowa... W sercu, tam najgłebiej, to nawet się cieszę. Od razu przypomniała mi się scena z filmu "Faustyna". Przepraszam za to porównanie, ale tak mi się skojarzyło... Siostra, która snuje opowieść o Faustynie wspomina takie zdarzenie. Gdy mijała Faustynę pewnego dnia, rozpromienioną i uśmiechniętą, syknęła - o, idzie nasza księżniczka. Na co Święta odpowiedziała - właśnie przyjęłam Jezusa do serca i płynie we mnie królewska krew... Nade wszystko należy strzec się naiwności - do mojej własnej świętości długa droga, ideałem też nie jestem, ale dzisiejsze, usłyszane przeze mnie słowa to była złośliwość w najczystszej formie... Bardzo chcę z nich uczynić ofiarę Jezusowi. Wieczorem celebrowałem Eucharystię w intencji tych dwóch "omawiających sprawę Nowaka". Niech Pan ich obdarzy swoim pokojem...

A ja otrzeźwiałem od razy. Wszelkie uniesienia dni minionych uleciały w dal. Znalazłem się znów na ziemi, która czasem przypomina Szeol - krainę smutnych ludzi, sfrustrowanych, pełnych zazdrości, momentami wręcz nienawistnych... Dziś pierwszy piątek miesiąca. Za chwilę idę na adorację w kościele. U nas trwa ona do 22.00. Wielkie przepraszam w stronę Jezusa. Nade wszystko za mnie samego, za moje grzechy, za to, że nie potrafię postawić tamy, że nie umiem być inny i tak często dołączam do wymienionych powyżej. Może więc to dzisiejsze lekarstwo cierpkiego słowa ma mi pomóc zrozumieć, że niewiele się różnię od innych grzeszników, że nie potrafię się różnić, a jeśli już, to łączy się to często z poczuciem wyższości... A cóż masz, czego byś nie otrzymał? 

Co więc jest prawdziwym źródłem bólu mojego serca? Moja zraniona duma? Moja grzeszność, z którą sobie kiepsko radzę? Nadwrażliwość na swoim punkcie? Wysokie mniemanie o sobie? Zapytam dziś Jezusa...