Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

mistycyzmy codzienności:)

2012-05-02

Mili Moi...

Trwa moja długoweekendowa eskapada. Dziś wyruszamy już w kierunku północnym, ale jeszcze po drodze Niepokalanów, a wieczór z braćmi orionistami w Zduńskiej Woli. Może zamoczymy się w gorących źródłach w Uniejowie:) Choć przyznać muszę, że nie zmarzliśmy w Krakowie. Termometr na oknie i w samochodzie wskazywał grubo ponad 30 stopni. Żar z nieba lał się niemiłosiernie, ale... Rano i wieczorem było cudownie... Wczoraj nawiedziliśmy obóz w Auschwitz... To miejsce zawsze robi na mnie ogromne wrażenie. Tym razem moje myśli krążyły wokół tego, jak wielką pomysłowość ludzie wykazują w dręczeniu innych ludzi. Ilość sposobów, na które można zadać cierpienie, "odczłowieczyć", upokorzyć... Nic dziwnego, że większość ludzi mówi tam szeptem, milkną telefony... Kiedy pomyśli się, że w te ziemię wsiąkała krew niewinnych ludzi... to wprost brak słów...

Ale potem było Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, a tam wraca nadzieja. Chyba nawet w tych najbardziej z niej wyzutych Jezus może tchnąć ją z całą potęgą swej miłości. I to jest dobre miejsce, żeby o tym prosić. Dla mnie to też miłe spotkanie. Z siostrą Anielą, benedyktynką, obecnie pracującą w Ełku nie widziałem się już lata całe, a tam, w Łagiewnikach Pan pozwolił nam się spotkać i pogawędzić:) Góra z górą się nie zejdzie...

Oczywiście nie jestem sam na tym wyjeździe, bo coś, czego chyba najbardziej na świecie nie lubię, to samotna radość:) Jak już się cieszyć to z kimś drugim. Radość musi być dzielona. Towarzyszy mi Tomasz, elbląski student, reprezentujący podobną wrażliwość i podobne poczucie humoru co ja, więc dobrze nam się razem podróżuje i tematów do rozmów nie brakuje. Po raz kolejny, dzięki niemu zbliżyłem się do prawdy po co Pan Bóg daje nam siebie nawzajem - człowieka człowiekowi... Ten Jego zamysł relacyjności w naszym ziemskim życiu podoba mi się bardzo i całym sercem go przyjmuję... Jan Paweł II kiedyś powiedział, że ludzie nigdy go nie męczyli... Ja, czytając te jego słowa, zacząłem o tym myśleć i stwierdziłem, że lubię ludzi i mnie też oni nie męczą. Co więcej, sporo mi Pan Bóg pokazał w tłumie, między ludźmi... Nie mówię tu nawet o bliskich relacjach, bo w tych oczywiście uczę się najwięcej, ale myślę o obserwacjach, które z uporem prowadzę od lat - patrząc w ludzkie twarze, na ludzkie zachowania, a od kilku lat również w ludzkie serca... Człowiek to niezwykła tajemnica, każdy człowiek... A odkrywanie jej jest wielką przygodą i daje dużo radości...

Tak więc Kraków nocą... To jest coś, "co Tygryski lubią najbardziej". Kiedy tak sobie siedzieliśmy w jakimś ogródku na Rynku, patrzyliśmy na kłebiący się tłum, na konie z bryczkami, na artystów różnych profesji... Doświadczaliśmy czegoś mistycznego, nadzwyczajnego... Nieprawdopodobny pokój, zadowolenie, radość... Nie jeden raz moja myśl pobiegła do Pana - dzięki za to wszystko, dzięki, że mogę w tym brać udział. Dawno już w kontekście turystycznym nie doświadczyłem czegoś podobnego:) Może to ten czas, czas rozpoczynającej się za kilka dni kapituły, która będzie znów rozeznawać kierunek dla naszej Prowincji zakonnej, zadania dla poszczególnych braci... Czas oczekiwania. Może dlatego doznania są intensywniejsze...

A zadania nowe idą... Nie tylko w moim życiu, również w życiu moich braci. Dziś Słowo nam pokazuj, że Duch przychodzi czasem w sposób nieoczekiwany, wzywa do zadań niespodziewanych, zaskakuje nie tylko wezwanych, ale i wszystkich wokół... Czy tak będzie i tym razem? Czy będą wielcy "przegrani" i "wygrani"? I rzecz jasna nie chodzi mi o zadania czy funkcje. Rozumiem przez to raczej stosunek do samego Ducha. Wygrani, to moim zdaniem ci, którzy są w stanie przyjąć Jego wolę. Zarówno wśród obdarzonych zadaniami specjalnymi, jak i wśród tych, którzy zostaną ich pozbawieni, znajdą się z pewnością ci, którzy klękną na kolana i podziękują, błagając jdnocześnie o siłe i moc do ich wykonania, albo do przekazania ich innym. Ale będą pewnie i tacy, którym będzie bardzo ciężko "zejść z krzyża" ważnych zadań i odpowiedzialności, tacy, którym wydaje się, że nikt nie może ich zastąpić, tacy, którzy mają trudność z usłyszeniem Ducha... Za tych módlmy się wspólnie. Aby weszli w to dzisiejsze Słowo, aby pojęli zamiary Ducha, aby pamiętali, że Słowo jest naszym sędzią... A sąd, przed którym wszyscy staniemy, będzie sądem PRAWDY. Oby nie była ona dla nikogo z nas źródłem potępienia, ale zawsze wyzwolenia. Nawet jeśli bolesnego, to jednak WYZWOLENIA... Tego życzę sobie, wszystkim moim braciom i wszystkim tym, którzy stają wobec sytuacji, które być może na pierwszy rzut oka przerastają nasze, ludzkie możliwości. Być może to coś, co masz przyjąć... A może dokładnie odwrotnie - czegoś zostaniesz pozbawiony... Słowo mówi - w każdym położeniu dziękujcie... I nieustannie się módlcie... A Duch uzdolni nas do tego, co trudne...